Nie wzywać imienia na daremno

Nasze życie społeczne i prywatne jest nadmiernie naszpikowane nadaremnym wzywaniem Imienia Bożego, ale także wzywaniem imienia złego lekkomyślnie i niepotrzebnie. Słyszałam reklamę, chyba kosmetyków, gdzie używająca ich pani stała się "piekielnie zgrabna, diabelsko pociągająca, szatańsko piękna..." W Serocku jest pizzeria "Diabolica". Domyślam się, że to część dużej sieci, że nazwa zagraniczna...

Jest takie powiedzenie "Ja w duchy nie wierzę" - Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że Bóg jest duchem. Mówi też, że Szatan, czyli Diabeł to zły duch. A więc wierzę w duchy, czy nie wierzę? I komu wierzę?

Ludzie przeważnie nie wierzą w Złego Ducha. Myślę, że dzieje się to ze strachu. Wszystkie te ludowe, opisywane w wielu legendach "diabły polskie" wzięły się ze strachu ówczesnych ludzi. Chcieli to, czego się bali oswoić, wykpić, dodać sobie odwagi i animuszu opowiadaniem o tym, jak to "Twardowski diabła wywiódł w pole", itp. Ale przy tym wszystkim chyba nie wzywali Złego kiedy nie trzeba było.

Niestety, często jest tak, że zachowania rodziców rozumiane są opacznie przez dzieci. Rodzice chyba zapomnieli wspomnieć dzieciom, że te wszystkie bajki i kpiny z diabła to tylko po to, żeby poradzić sobie z własnym strachem przed realnie istniejącą osobą Szatana. I poszło. Pewnie wszyscy słyszeli oklepane już stwierdzenie, że "największym sukcesem diabła jest to, że ludzie w niego nie wierzą". Nie wierzą ale wciąż wzywają jego imienia. A jemu to wcale nie przeszkadza, że nie wierzą. Ważne dla niego jest, że wzywają. "Idź do diabła", "niech Cię diabli..., "Ty diable jeden..." itp.

Do tego dochodzą inne zjawiska - reklamy, piosenki, wreszcie tolerowanie satanizmu. No bo jeśli diabła nie ma, to jest to tylko zjawisko kulturowe. A Złemu w to graj. On nie jest tak subtelny jak Pan Jezus, który stoi z boku i czeka na wyraźne zaproszenie. Zły wali jak w dym. I psuje, dokucza, kusi do złego. Dziwimy się później, czemu nam się coś nie udaje...

Za mało cenimy sobie moc słowa. Rzucamy słowa na wiatr i wydaje nam się, że one ulatują jak płatki śniegu w ciepły dzień i nie pozostawiają śladu. A Ewangelia św. Jana mówi: "Na początku było Słowo... i świat stał się przez nie." Jezus jest Słowem wcielonym. Słowu więc należy się szacunek.

W Starym Testamencie nie wymawiano Imienia Bożego. Teraz przysługuje nam ten zaszczyt ale nadal nie wolno Go nadużywać. Inne słowa też trzeba szanować. A my tak często "chlapiemy" bez zastanowienia co nam ślina na język przyniesie i kogo wzywamy ten przychodzi. Powie ktoś - to tylko tak z przyzwyczajenia. Od tego mamy rozum aby przyzwyczajenia zmieniać. Na tym polega między innymi praca nad sobą.

Anna Kurtycz


Tomasz P. Terlikowski na stronie internetowej Łódzkiego Oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy napisał 6 września 2011 roku w związku ze sprawą Nergala: "Udawanie, że jest się katolikiem już się nie opłaca. Nasze "elity" postanowiły więc teraz udomawiać szatana. I świetnie się przy tym bawią. Problem z tym jest tylko jeden. Szatan istnieje, słyszy, jak jest wzywany, i przypomni o sobie w najmniej spodziewanym momencie. Rozkładówka "Wprost" bije dzisiaj wszystkich. Tomasz Lis przedstawia w niej Nergala w stroju papieskim i z satanistycznym gestem na palcach. Skandaliczna fotka ilustruje tekst pod tytułem "Szatan prawie udomowiony".

Katarzyna Wiśniewska - a jakże "chrześcijanka" z "Gazety Wyborczej" - zapewnia zaś, że jej wcale darcie Biblii nie przeszkadza. A do tego Nergal to świetny produkt eksportowy. "Za granicą zespół Nergala odnosi gigantyczne sukcesy. Może warto być dumnym z czegoś innego niż z rodzimego katolicyzmu i patriotyzmu?" - oznajmia Wiśniewska. (...)

Jeśli szatana nie ma, jeśli jest on tylko fikcją, to można być dumnym z tego, że ktoś sprawnie wykorzystuje mity do robienia kasy. Ale jeśli jestem katolikiem, chrześcijaninem, to wiem, że on istnieje, że walczy o każdą duszę, i próbuje doprowadzić ją do potępienia. Gry i zabawy z szatanem nie są zatem towarem eksportowym, ale realnym zagrożeniem dla życia wiecznego wielu ludzi. I ktoś, kto określa siebie chrześcijanką, powinien o tym wiedzieć.

Tej prostej konstatacji nie zmienia przy tym świadomość, że prawdopodobnie Nergal jest zwykłym pozerem (albo tak mu się wydaje). Szatan bowiem działa przez znaki i symbole i jest propagowany niezależnie od tego, czy Nergal to uznaje, czy nie.

Św. Faustyna Kowalska tak pisze o piekle: "To miejsce wielkiej kaźni, obszar jego jest strasznie wielki. ...Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność. Piszę o tym z rozkazu Boga, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo, że nikt tam nie był i nie wie, jak jest.

Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. ...To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżelibym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem" (Dz. 741).

Każdy z nas decyduje o własnym życiu po śmierci poprzez realizację własnych decyzji, własnej wolnej woli, w okresie ziemskiego życia. Nikt nie jest w stanie zapewnić człowiekowi szczęścia w ziemskim życiu, a ten kto takowe szczęście obiecuje jest kłamcą. Dopiero po śmierci czeka wieczne szczęście, czyli raj, ale tylko tych, którzy na ziemi realizują Bożą Wolę i zaświadczają o Bożej Miłości własną postawą i uczynkami.

Jakże tragiczna w swej wymowie jest rzeczywistość każdego człowieka, który nie zdaje sobie sprawy, że idzie drogą grzechu, odrzuca Miłość i Miłosierdzie Boga, a hołduje pysze, pogardzie, przekleństwu, zdradzie, kłamstwu, chciwości, lenistwu.

Tragizm polega na tym, że człowiek wybiera nieprzymuszoną wolą zło w przekonaniu, że ono jest jego "szczęściem", chociaż może, w każdej chwili, sięgnąć po miłość wobec siebie i bliźniego, czyli obrać właściwą drogę do prawdziwego i wiecznego szczęścia.

Ks. M. Piotrowski TChr w artykule "Wieczne potępienie" pisze: "Chrystus objawia nam, że to sam człowiek skazuje siebie na potępienie. W momencie sądu każdy otrzyma to, czego będzie pragnął - a człowiek będzie pragnął zgodnie z tym, kim był w ciągu ziemskiego życia. Dlatego kochający Bóg ostrzega nas: "Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami" (Mdr 1, 12).

W momencie śmierci człowiek będzie wybierał zgodnie ze swoimi pragnieniami, które są uzależnione od historii ziemskiego życia. Człowiek całkowicie zniewolony przez zło będzie pragnął zła, a miłość będzie nienawidził. W samouwielbieniu z nienawiścią odrzuci miłość Chrystusa.

Pan Bóg całkowicie respektuje wolność swojego stworzenia także wtedy, kiedy decyduje się ono na definitywne odrzucenie swego Stwórcy. Tak więc piekło nie jest nieprzewidzianą czy niesprawiedliwą karą. Człowiek sam, wybierając grzech na swoją odpowiedzialność, idzie drogą prowadzącą do piekła.

Istnieje piekło, ponieważ istnieje grzech. Piekło jest niczym innym jak grzechem chcianym jako cel, przyjętym jako ostateczne spełnienie, rozciągającym się na nieskończoność.

Prawda o piekle nadaje naszemu ziemskiemu życiu niepowtarzalność i dramatyczną wyjątkowość. Przypomina nam, że jeżeli grzech, który jest największym nieszczęściem dla człowieka, bagatelizuje się i traktuje się go jako dobro, to wtedy wprowadza nas on w rzeczywistość piekła.

"za: http://adonai.pl

Lepiej zastanowić się nad własnym postępowaniem i zmienić je zawczasu, jeśli nie prowadzi ono nas do upragnionego prawdziwego szczęścia, bo czasu mamy niewiele - zgodnie z napisem na kościele w Wadowicach: Czas ucieka Wieczność czeka. Wszystkim życzę, aby dostali się w wieczności do Raju.

Anna Kurtycz