Rozpoczynamy 14 rok wydawania gazety parafialnej


Drodzy Czytelnicy! Nasza parafialna gazetka jest już z nami 13 lat.

Pomysł wydawania gazetki parafialnej narodził się na zebraniu Akcji Katolickiej. Jakby wstępem do niej były przygotowywane wcześniej przez nas, przez niemal dwa lata "pogadanki" wygłaszane przed Mszą św. o lO30. Rozpoczęły się one okazjonalnymi informacjami np: o życiu i działalności patrona kościoła i parafii św. Antoniego, o historii Bożego Ciała, o tym czym jest Odpust, i jak powinna wyglądać modlitwa różańcowa. Przerodziło się to później w systematyczne "prelekcje" na temat Mszy św. Było ich ponad 40. Chodziło nam o pogłębienie wiedzy religijnej wśród szerszego grona parafian. Słuchanie ich było dobrowolne.

Później, po kilku latach ten sam pomysł miał biskup Stanisław Wielgus, nawołując do czytania przed Mszami św. "Katechizmu Płockiego" przygotowywanego już przez fachowe gremium z biskupem Romanem Marcinkowskim na czele.

Jednak słowo mówione jest bardzo ulotne. Dlatego w 1998 r. zrodził się pomysł by wydawać gazetę parafialną. Podchwycił go ks. proboszcz Mieczysław Zdanowski i inni członkowie Akcji Katolickiej. Przerażały nas jednak trudności techniczne, - te wzięliśmy na siebie my, będący do dziś redaktorami pisma.

Pierwsze dwa numery wyszły na Niedzielę Palmową 1998 r. Dlaczego jednocześnie dwa? Wymyśliliśmy sobie, że pierwszy numer wyjdzie na Niedzielę Palmową, tak aby wszyscy dostali plan nabożeństw Wielkiego Tygodnia na piśmie, a drugi miał - w Rezurekcję - triumfalnie ogłaszać najbardziej niesamowitą wiadomość w dziejach ludzkości - Chrystus Zmartwychwstał i żyje!

Jednak później, z obawy przed tym jak to wszystko pójdzie, postanowiliśmy rozdawać oba numery jednocześnie. Do dziś słyszę jak mówię do każdego zdziwionego parafianina z osobna "a teraz proszę drugi numer". Początki były skromniutkie. Pierwszy i drugi numer - miały po dwie strony (po jednej kartce) A4. Jeden z nich sfinansował ks. proboszcz Mieczysław Zdanowski, a drugi Parafialne Koło Akcji Katolickiej - dali po 100 zł.

To tylko 13 lat, ale to była inna epoka pod względem technicznym. Nie mieliśmy komputera. Tekst pisaliśmy na maszynie, a państwo Zbigniew i Małgorzata Czerko przepisywali pierwsze numery gazetki na komputerze wypożyczonym z pracy. Dziękujemy im serdecznie. Bez ich zaangażowania nie byłoby .Antoniego".

Drukarnie wymagały dostarczenia tekstu naświetlonego na specjalnej folii. Koszt takiej folii był zawrotny - 30 zł za stronę. Wtedy było to bardzo dużo. Znaleźliśmy drukarnię na Pradze, która zrobiła nam gazetkę z papieru. Jednak po kilku numerach drukarnia ta została zamknięta... i zostaliśmy "na lodzie".

Cały dzień mąż wydzwaniał do warszawskich parafii, które w większości miały już gazety, z prośbą o namiary na dobrą drukarnię. Pomogli nam u św. Floriana (w katedrze praskiej). Parafianin - młody chłopak odpowiedzialny za gazetę podał adres punktu xero, które robiło lustrzane odbicie, potrzebne do druku. Podał też adres drukarni przy Rondzie de^Gaulla, która z takiej papierowej odwrotki decydowała się zaryzykować i robić gazetkę.

A później te kilkadziesiąt kilogramów papieru woziliśmy w walizkach najpierw tramwajem, a później autobusem do domu. Tam trzeba było poszczególne strony posegregować i poskładać w gazetę. Trwało to najczęściej pełne dwa dni pracy jednej osoby. Tak było przez 11 lat. Gazeta nie była zszywana - sami takiej możliwości nie mieliśmy. Oczywiście, można było zamówić usługę składania i zszywania gazety w drukarni, ale to znacznie zwiększało koszty. A tak wtedy, jak i teraz liczy się każda złotówka.

Z tą drukarnią współpracowaliśmy 2 lub 3 lata. W tym czasie kupiliśmy komputer, mąż nauczył się obsługiwać programy do składu tekstu i obróbki grafiki, gazetka miała coraz więcej stron. Utrzymywała się dzięki sposobowi dystrybucji autorstwa księdza Zdanowskiego, który miał być tylko tak: "na początek", "dla zachęty", a został do dziś, ponieważ okazał się bardzo skuteczny.

Rozdawanie gazetki wymaga stałego zaangażowania wielu osób. Wszystkim, w większości członkom Akcji Katolickiej i Ruchu Rodzin Nazaretańskich, którzy przez te lata pomagali i pomagaj ą rozdawać "Antoniego" serdecznie dziękujemy. Nigdy nie spotkaliśmy się z ich strony z odmową, choć wymaga to wykonania wielu telefonów by uzgodnić, kto i na którą Mszę przyjdzie rozdawać. My musimy być wtedy na wszystkich.

Poszukując drukarni dla wydania książki - monografii o parafii trafiliśmy na Borową Górę do państwa Gajewskich. I tutaj przez wiele następnych lat drukowany był "Antoni". Na komputerze robiliśmy skład, drukowaliśmy na specjalnej kalce lustrzane odbicie (trzeba było do tego kupić specjalną laserową drukarkę postscriptową) i oddawaliśmy je w fachowe ręce w drukarni. Dziękujemy serdecznie Państwu Gajewskim za dwukrotne drukowanie książki, za jej sponsorowanie, za długie lata drukowania "Antoniego". Gdy zapowiedzieli, że przechodzą na emeryturę musieliśmy szukać nowej drukarni.

Wtedy ksiądz proboszcz Mieczysław Zdanowski nawiązał kontakt z bardzo nowoczesną i życzliwą drukarnią w Legionowie. Od tego czasu tam drukowany jest, Antoni". Na Wielki Post 2009 roku wyszedł pierwszy numer z kolorową okładką. Dziękujemy bardzo właścicielowi drukarni panu Robertowi Zawadzkiemu, za drukowanie naszej gazety "po kosztach".

Przy okazji trzeba się było znowu bardzo dużo uczyć, by przestawić się na nowoczesny sposób druku. Oddawać trzeba bowiem teraz gazetę nie tak jak dawniej na kalce technicznej, ale w formie elektronicznej. Niestety na tym polu panuje duży bałagan, jest wiele programów, wiele czcionek, różne komputery i to wszystko trzeba ze sobą zgrać. Ale za to porównując gazetki drukowane starą metodą, a obecne widzimy znaczną różnicę w ich jakości.

Dziękujemy przede wszystkim księdzu kanonikowi Mieczysławowi Zdanowskiemu za wsparcie duchowe i organizacyjne, i za nieprzerwanąwspółprace. Ksiądz Zdanowski niestety nie jest typem pisarza, lecz oratora i tylko z rzadka mieliśmy okazję drukować jego kazania, które wielu z nas porywały. Jednak cały czas był z redakcją gazetki, doradzał, podsuwał materiały, informował, pouczał co wypada napisać i jak. Bez jego zaangażowania i wsparcia nie byłoby "Antoniego". Bo czy gazeta może być parafialna bez współpracy z proboszczem?

Dziękujemy wszystkim, którzy kiedykolwiek dostarczyli nam materiały do gazetki. Dziękujemy też przede wszystkim Warn, kochani Czytelnicy. Za to, że przyjmujecie gazetkę z uśmiechem, za to. że składacie ofiary na jej druk. Zaznaczamy, że tylko koszt druku pokrywany jest z ofiar. Czasem coś jeszcze zostanie na folie lub toner do drukarki. Skrupulatnie prowadzimy rachunki zebranych za gazetkę pieniędzy i związanych z nią wydatków. Nie liczymy przy tym naszej pracy, ani kosztów zakupionego sprzętu, to jest nasza ofiara dla Pana Boga.

A pracujemy w tej chwili już na trzeciej generacji sprzętu, tak szybko to się dziś zmienia. Stary, mimo tego, że sprawny, nie nadąża za wymogami składu gazety. Dostaje zadyszki. A sprzęt to nie tylko komputer, ale i nowoczesny skaner, (stary dawno wysiadł), dwie drukarki, internet, cyfrowy aparat fotograficzny i inne "drobiazgi". Dzięki temu możemy szybko i z w miarę dobrym efektem przekazywać państwu zdjęcia z uroczystości.

Dzięki Waszym ofiarom gazetka nie jest niczyim prezentem dla parafian. Ona jest nasza wspólna. Wasze wyciągnięte ręce, życzliwe uwagi i pytania o następny numer sadła nas największą zapłatą za trud, który czasem ciąży i dodaj ą nam sił do wytrwania, kiedy przychodzą trudne chwile.

Wiele parafii wydaje swoje gazety. Ale najczęściej wygląda to tak, że to proboszczowie sami, albo wspólnie z wikariuszami, zakasuj ą rękawy, sami robią gazetę, wierząc w to, jak powiedział św. Maksymilian Kolbe, że media są wielką siłą i byłoby grzechem zaniedbania, tej siły nie zaprzęgnąć do gorliwej pracy ku chwale Pana. Niekiedy pomaga im w tym grupka zapaleńców.

U nas w parafii gazetę robią, od początku do końca, świeccy. I to w zasadzie tylko dwie osoby. I to jest ewenement. To nie jakiś "słomiany zapał", a ciężka orka przez 13 lat. A przecież to się robi dodatkowo: poza swój ą pracą zawodową, poza zaangażowaniem w rodzinę, a niekiedy nawet kosztem niej. Wielu księży pewnie chciałoby mieć takich parafian u siebie w parafii.

13 lat to nie jest żadna okrągła rocznica. Ale dziękować zawsze warto, bo przyszłości nie da się przewidzieć.

Na koniec chcemy wszystkich zapewnić, że wydając gazetkę nie szukamy własnej chwały, ani korzyści materialnych. Gazetka jest wydawana jak napisano w stopce "Na Nieskończoną Chwałę Bożą" zgodnie z ideą powszechnego apostolstwa głoszoną przez prekursora Akcji Katolickiej św. Wincentego Pallottiego, którego uważamy za jednego ze swoich patronów.

Wiemy, że nie jesteśmy doskonali. Zawsze można lepiej. Dlatego prosimy: nie stójcie z boku: podpowiadajcie, piszcie. Często słyszymy uwagi np: za mały druk, więcej o parafii... Często są one związane z dodatkowymi kosztami i tego nie przeskoczymy. Piszcie sami, o tym co widzicie, co was boli - będzie więcej o parafii.

Uważamy jednak, że gazeta, nie ma być tylko "Kroniką" - ma też uczyć, wychowywać, poszerzać horyzonty i wzmacniać wiarę.

Przynagla nas miłość Chrystusa i jego wołanie, że "żniwo wielkie, ale robotników mało". Prosimy: poślij Panie wielu dobrych robotników na swoje żniwo, abyśmy nie zginęli w grzechu.

Naszą przyszłość zawierzamy Panu Jezusowi za wstawienic-twem Maryi Królowej Apostołów, patrona naszego kościoła i parafii, św. Antoniego z Padwy, którego imię nosi nasza gazeta, św. Wincentego Pallottiego, prekursora Akcji Katolickiej, św. Judy Tadeusza, patrona od beznadziejnych przypadków, i naszego parafianina błogosławionego Męczennika II wojny światowej, ks. Romana Archutowskiego, wychowawcy młodzieży i przyszłych kapłanów.

redaktorzy "Antoniego " Anna i Marian Kurtycz

Musimy stać
Musimy siać, choć grunta nasze marne,
Choć nam do orki pługów brak i bron.
Musimy siać, choć wiatr porywa ziarno,
Choć w ślad za siewcą kroczą stada wron.

Musimy siać, nie wiedząc w którą stronę?
Poniesie wiatr i w ziemię rzuci siew.
Nie wiedząc kto i gdzie pozbiera plony,
W dożynki czyj, radosny huknie śpiew.

Nie wolno nam, ni sił, ni dnia marnować,
Musimy siać musimy tworzyć cud.
Nie wolno nam po spichrzach ziarna chować,
Na świecie głód, na świecie ciągle głód.

A nas tak mało, tych co mogą ponoć,
Ze swych spichlerzy szczyptę braciom dać. -
I niech nie przy nas wzejdzie ruń zielona,-
My róbmy swoje, my musimy siać.

Musimy siać, choć grunta nasze marne,
Choć nam do orki pługów brak i bron.
Musimy siać, choć wiatr porywa ziarno,
Choć w ślad za siewcą kroczą stada wron.