Modlitwa w intencji życia poczętego


27 listopada, w sobotę, obchodziliśmy Dzień Modlitw w intencji życia poczętego ogłoszony przez Papieża Benedykta XVI.

Modlitwa ta została tak pomyślana, by uwzględniając strefy czasowe trwała przez całą dobę. Jako pierwsi zaczęli modlić się katolicy w Nowej Zelandii. U nas była wtedy 6 rano. Godzinę później rozpoczęli modlitwę Katolicy w Nowej Kaledonii, następnie w Australii i na Filipinach. W Polsce modliliśmy się o 1630. W tym samym czasie Ojciec święty rozpoczął modlitwę w Bazylice św. Piotra. Modlitwa zakończyła się w niedzielę o 6 rano naszego czasu. Wtedy modlili się katolicy na Alasce.

Międzynarodowe ruchy obrony życia (pro-life) wyrażają podziękowanie Ojcu świętemu Benedyktowi XVI za tę inicjatywę. Można się przyłączyć do tych podziękowań podpisując się na stronie http://www.tam-dla-benedykta.pl/

Zgodnie z życzeniem Papieża, i apelem naszego bpa Piotra Libery, w naszyn kościele w sobotę 27 listopada odbyło się o 1630 wystawienie Najświętszego Sakramentu i modlitwa w intencji obrony życia poczętego. Obecne były tylko 4 osoby (nie licząc organisty i kościelnego. Wszystkie z Kościoła Domowego.

W czasie modlitwy stanęły mi przed oczami moje doświadczenia z pracy w ruchach obrony życia. Niestety ta tematyka nigdy nie była zbyt popularna. Jest jedna wielka prawda. Dziecko w łonie matki jest całkowicie zdane na łaskę i niełaskę innych. Samo nie może nawet krzyczeć.

Kiedy upadł komunizm nieliczni obrońcy życia dostrzegli szansę uchyleni ustawy stalinowskiej, która bez ograniczeń pozwalała zabijać dzieci w łonach matek. W toczącej się wtedy dyskusji podkreślano często wychowawczą rolę prawa. Jeśli coś jest dozwolone prawem to nie jest złe. Tak działa ludzki umysł.

7 stycznia 1993 r. Sejm uchwalił Ustawę o planowaniu rodziny, ochroni płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Zwróćmy uwagę na określenie "płodu ludzkiego". Ustawodawcom nie przeszło przez gardło "dziecko". Słowa są tu bardzo ważne. Mówiąc "płód można się oszukiwać, że to "coś" innego niż człowiek.

Kiedy uchwalano prawo chroniące życie pracowałam w Fundacji Obrony Poczętego życia. Mój szef, ks. Ryszard Halwa był jednym z organizatorów modlitwy pod Sejmem w intencji pomyślnych obrad. W nocy czuwaliśm na modlitwie w kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży, który jest siedzibą duszpasterstwa parlamentarzystów. Od rana obrońcy życia ustawili się pod Sejmem demonstrując swoje poparcie dla ochrony życia i modląc się.

Obok demonstrowały feministki broniące prawa do aborcji. Przyznam się, że nie poszłam wtedy pod Sejm. Wydawało mi się to dziwne, nie byłam pewna czy było potrzebne. Teraz jest mi wstyd. Ale nie tylko ja miałam wątpliwośći. Wielu pobożnych ludzi, w tym duchownych, uważało tę działalność za uprawianie polityki. Niedługo po uchwaleniu ustawy do władzy wróciło SLD i Sejm wprowadził do ustawy poprawki, które praktycznie likwidowały ochronę życia poczętego w Polsce. Nową ustawę zawetował prezydent Lech Wałęsa.

W tamtym czasie ruchy obrony życia były już silniejsze i utworzyły Polską Federację Ruchów Obrony Życia. Z jej ramienia byłam współodpowiedzialna za organizowanie czuwań przed Sejmem, czyli po prostu pikiet i demonstracji. Różnica była ta, że uczestnicy nieustannie się modlili.

Nie było łatwo. Pod Sejmem stało się cały dzień. Ludzie się zmieniali, a osoby podpisane na dokumencie, jako odpowiedzialne za demonstrację musiały być cały czas. Uczestnicy przyjeżdżali z całej Polski. Jednak nie było nas dużo - 100-200 osób. To już był jednak sukces i duża zasługa Radia Maryja, które informowało ludzi o czuwaniu pod Sejmem. Wcześniej uczestników było jeszcze mniej, pomimo tego, że informacje były przesyłane do ruchów, organizacji kościelnych i parafii. Odzew był niewielki. Jeśli "nasi" księża nie mogli odprawić Mszy św. dla czuwających, to nie było łatwo znaleźć dla nich zastępcę. Żaden kapłan się do tego nie garnął. Czasami przychodziło nam do głowy pytanie, gdzie są ruchy katolickie, gdzie te tysiące co chodzą na piesze pielgrzymki, gdzie kapłani, którym szczególnie winno na tym zależeć?

To były początki. Wychowawcza rola prawa i trwające w mediach i nie tylko, dyskusje zrobiły swoje. Poparcie dla zabijania nienarodzonych zaczęło spadać. Nastąpiło wiele wydarzeń, które zwróciły uwagę całego Kościoła na to, że trzeba upominać się o prawo do życia. Pod koniec lat 90. w marszach dla życia brały już udział tysiące ludzi i bardzo wielu księży. Kiedy ostatni raz byłam na takim marszu, czoło pochodu doszło pod Sejm, a ludzie wciąż jeszcze nie opuścili Nowego Światu.

Jedno jest pewne, trzeba się modlić i walczyć o życie. Jestem przekonana, że teraz brakuje nam mądrych ludzi, bo wielu z nich się po prostu nie urodziło. Co by się stało, gdyby Matka Boska powiedziała Bogu Nie?

Trzeba jednak też bardzo wiele się nauczyć, doświadczyć i przemyśleć aby z prawdziwym przekonaniem bronić życia od poczęcia, bo to w naszym zakręconym świecie prawda o jego świętości już dawno przestała być dla ludzi oczywista.

Anna Kurtycz