Zmarł ks. infułat Saturnin Wierzbicki


We wtorek 23 listopada 2O1O r. w godzinach porannych zmarł ks. infułat Saturnin Wierzbicki. Msza święta żałobna, której przewodniczył Biskup Płocki Piotr Libera sprawowana była w piątek 26 listopada, o godz. 1100, w Bazylice Katedralnej w Płocku. Następnego dnia w Płoniawach (obecnie na terenie diecezji łomżyńskiej), o godz. 1100, sprawowana była Eucharystia pogrzebowa, po której nastąpiło złożenie ciała na miejscowym cmentarzu grzebalnym. Ksiądz Saturnin Wierzbicki był w naszej parafii wikariuszem i w ludzkiej pamięci zapisał się bardzo dobrze. Pamiętajmy o Nim w naszych modlitwach. "Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie".

Ksiądz Saturnin Wierzbicki urodził się 14 maja 1940 r. w Płoniawach. Pochodził z parafii pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Płoniawach. Święcenia kapłańskie otrzymał 16 czerwca 1963 r. w Płocku.

Był wikariuszem parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Mławie skąd został przeniesiony w październiku 1963 r. do parafii Sarnowo. Stamtąd w 1964 roku przeszedł do parafii Joniec, a w 1966 roku został wikariuszem parafii Dobrzyń nad Wisłą. Od lipca 1967 do czerwca 1973 roku pracował jako wikariusz w naszej parafii Zegrze w Woli Kiełpińskiej. Następnie przeszedł do parafii Sierpc i Gąbin, a od 1976 roku, do parafii św. Bartłomieja w Płocku.

Od października 1984 r. był spowiednikiem w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku. W 1985 został odznaczony godnością kanonika gremialnego kapituły pułtuskiej.

Był notariuszem Wydziału Administracyjnego Kurii Diecezji Płockiej. W 1996 roku został Notariuszem Sądu Biskupiego Płockiego a od grudnia 1996 roku był pre-pozytem Kapituły Kolegiackiej Pułtuskiej. Od 2006 r. był Kapelanem Ojca Świętego, prezbiterem katolickim diecezji płockiej. Piastował godność infułata.


Ks. Saturnin Wierzbicki pracował w naszej parafii od lipca 1967 do czerwca 1973 roku. Był najdłużej pracującym wikariuszem w naszej parafii. W tym czasie proboszczem był ks. mgr Roman Słupecki. Ksiądz Wierzbicki był można powiedzieć moim głównym katechetą - od klasy II do VII. Pozostanie na zawsze w mej pamięci jako młody, pogodny, zawsze uśmiechnięty ksiądz.

W tamtych czasach praca w parafii nie była łatwa. Lekcje religii odbywały się w tzw. Punktach Katechetycznych - prywatnych domach, których właściciele użyczali pokoju dla księdza i dzieci. Punkty te rozrzucone były po parafii, a mało kto miał wtedy samochód. Ksiądz Wierzbicki jeździł motorem. Kiedy był śnieg i motor nie mógł przejechać musiał sobie jakoś radzić.

"Mój" punkt katechetyczny mieścił się u pani Brandenburowej w Stasim Lesie, przy obecnej ulicy Długiej. Kiedy nie dało się jechać motorem, ks. Wierzbicki wsiadał do autobusu PKS w Woli Kiełpińskiej (wtedy jeździły częściej), dojeżdżał do Serocka, stamtąd autobusem PKS w kierunku Legionowa, do przystanku Zegrzynek, a następnie ze 2 km pieszo przez pole i las.

Trudno w to uwierzyć, ale tętniące obecnie życiem, pełne nowych domów i ulic osiedle było wtedy pustym polem, na którym były ze cztery domy. Na religię ze szkoły w Jadwisinie było ze 3,5 km na skróty przez pole. Dzieci schodziły się więc długo. Dlatego na religii było się długo. Najpierw czekaliśmy aż poprzednia lekcja się skończy, później na to aż wszyscy się zejdą.

Wtedy rozmawialiśmy z księdzem. Opowiadał historyjki i pokazywał różne rzeczy. Często nas czymś zaskakiwał. Nigdy nie próżnował. Przerwy w zajęciach wykorzystywał np. na porządkowanie znaczków, wycinków prasowych, które zbierał itp. Zawsze w tym uczestniczyliśmy. Była to dla niego okazja by opowiadać nam o różnych wydarzeniach i sprawach, o których w czasach gdy prawie nie było telewizji, wiejskie dzieci nie wiedziały zbyt dużo. Pod jego wpływem zaczęłam zbierać znaczki.

Po lekcji wracaliśmy do domu pieszo, różnie, 3-4 kilometry. Zdarzało się, że ksiądz miał z nami ostatnią lekcję i wybierał się na przystanek do autobusu. Czekaliśmy wtedy na niego i całą klasą odprowadzaliśmy do przystanku. Byłam mała i nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale na pewno taki bliski kontakt z księdzem coś nam dawał.

W niedzielę o 945 (l O00 lub 1015 - zależnie od rozkładu autobusów, którym wierni mogli przyjechać do kościoła) była Msza dla dzieci. Ksiądz Wierzbicki zbierał nas wtedy przed ołtarzem i uczył śpiewać. To on nauczył mnie pieśni o św. Stanisławis Kostce "Młody jak my" i wielu innych religijnych piosenek.

Jako nowoczesny ksiądz miał ks. Saturnin maszynę do pisania Na niej przygotowywał teksty psalmów responsoryjnych Śpiewały je wszystkie dzieci w czasie Mszy św. Na maszynie pisał też ks. Wierzbicki karteczki, które wklejaliśmy do zeszytu od religii. Był na nich cytat z Pisma Świętego i pieczątka parafii. Dopiero po latach zrozumiałam ile pracy kosztowało księdza rozdawanie karteczek co niedzielę. Dzieci było dużo. a karteczek za jednym razem można było, nawet na papierze przebitkowym, wydrukować do 4 sztuk. Ileż razy musiał napisać na maszynie ten sam tekst?!

Kiedy na religii Ksiądz odczytywał listę obecności odpowiadało się,, jestem, byłam, mam", czyli obecna na lekcji, byłam w kościele na Mszy św. w niedzielę i mam zeszyt. Ksiądz Wierzbicki przygotował mnie do Pierwszej i Generalnej Komunii św. i do Bierzmowania, które wtedy przyjmowało się w szóstej klasie. Na pamiątkowych zdjęciach komunijnych jest. więc on wraz z ks. Romanem Słupeckim. Ponieważ miał aparat fotograficzny, (co nie było takie częste w tamtych czasach), mam w swoim archiwum zdjęcie, które mi zrobił przed kościołem.

Był pogodny i skory do żartów. Przychodząc do kościoła w niedzielę, przed kościołem zwykle spotykało się ks. Wierzbickiego rozmawiającego z parafianami. Był bardzo blisko nas. Zwierzył się kiedyś, że jest chory na serce. Już wtedy, w tak młodym wieku puchły mu nogi. Kiedy odszedł z parafii cieszyliśmy się z każdej wiadomości o nim, bo to znaczyło, że zdrowie go nie opuszcza. Był z pewnością Panu Bogu potrzebny skoro dożył 70 lat.

Jako dzieci, już nastolatki, bardzo przeżyliśmy odejście księdza Wierzbickiego z parafii. Potem dość długo korespondowaliśmy. Wysyłaliśmy mu kartki na święta i na imieniny 29 listopada. Odpisywał. Znalazłam kartkę, w której życzy całej naszej rodzinie błogosławieństwa Bożego. Cieszyliśmy się kiedy przychodziły wiadomości o otrzymywanych przez niego godnościach.

Przyjechał do naszej parafii na wizytację i poświęcenie nowej elewacji kościoła z biskupem S. Wielgusem. Byliśmy zaproszeni z mężem na uroczystą kolację po uroczystości. Ksiądz infułat Wierzbicki podszedł do mnie i powiedział: A ty jesteś Ania? Nie było czasu na rozmowę. Ale miło być rozpoznaną po latach. To spotkanie miało miejsce na plebani, w pokoju, w którym ks. Wierzbicki mieszkał przez 6 lat pobytu w Woli Kiełpińskiej.

Księża mają wielu parafian, uczą bardzo dużo dzieci. Każdy z nas, świecki, ma ledwie kilku księży, o których może powiedzieć "nasz ksiądz". On był "naszym księdzem".

Leży przede mną książka opracowana przez ks. Saturnina Wierzbickiego "Byli naszymi duszpasterzami. Kapłani Kościoła Płockiego zmarli w latach 1901-2005". Od młodych lat niestrudzony zbieracz, pozbierał życiorysy wielu księży, którzy odeszli przed nim do Pana. Jest też w tej książce wiele biografii kapłanów, którzy pracowali w naszej parafii. Bezcenny to materiał dostarczający brakujących ogniw w historii życia wielu pokoleń. Bo przecież księży się wspomina długo, choć może oni sami już zapomnieli o nas, my, świeccy, pamiętamy to, co każdy z nich wniósł do naszego życia. Kto napisze teraz biografię śp. ks. Wierzbickiego? Na pewno ktoś przejmie po nim pałeczkę, bo ludzie przemijają, ale Kościół trwa wiecznie.

Anna Kurtycz