Książeczka legionisty 1920 r.

Pan Andrzej pieczołowicie przechowuje pamiątki po swoim ojcu, Stefanie. Najcenniejszą pamiątką jest książeczka wojskowa z 1920 r. Pokazuje ona bohaterski szlak młodego legionisty -jednego z wielu młodych Polaków, którzy spontanicznie chwycili za broń aby bronić dopiero co odzyskanej Polski.

W 1920 r. entuzjazm był ogromny. Matki same prowadziły synów do wojska, rozumiejąc, że liczy się każdy żołnierz. Stefan wstąpił do 31 pułku piechoty. Pożółkła książeczka pokazuje długi szlak bojowy - Sokal, Platerowo, Zamość, Radzymin, Wyszków, Ciechanów, Wileńszczyzna. 17-letni chłopak dosłużył się stopnia kaprala, a wstępując do wojska był już dyplomowanym piekarzem.

Na front pojechał pociągiem "pancernym". Pancerny jedynie był pierwszy wagon, a żołnierze siedzieli skuleni na nieosłoniętych platformach. Gdy rozpoczynał się atak, prosto z platform ruszali tyralierą do walki. Uzbrojenie było marne. Jednak żołnierze nie oczekiwali wiele od dopiero co powstałego państwa. Otoczeni, cierpieli głód. Cofając się pod naporem bolszewików w stronę Warszawy, robili pieszo po 70 kilometrów dziennie. Na barkach mieli sprzęt i rannych. Pod odciskami na stopach była krew. Gdy wreszcie się zatrzymywali trzeba było się okopywać. Jednak duch bojowy był bardzo mocny. Przed każdą bitwą, aby podnieść żołnierskie morale, dowódcy robili przegląd wojsk na stanowiskach bojowych. Niejednokrotnie natarcie wroga już się zaczęło, kule świstały, a oni na koniach przejeżdżali przed żołnierzami. Większość armii stanowili ludzie ze wsi, młodzi, prości i wierzący. Porywało ich takie przywództwo, porywał ich ksiądz Skorupka. Oni wszyscy mieli Polskę na ustach i w sercu.

Jeśli uświadomimy sobie jakie były warunki, jakie długie marsze, jakie ogromne hordy wroga, to nie ma innego wytłumaczenia tego zwycięstwa jak cud - Cud w sercu każdego z tych żołnierzy, którzy mieli dość sił by wytrwać, by poderwać się jeszcze raz do ataku, który po ludzku sądząc był beznadziejny. Ale jest jeszcze Bóg i Jego drogi.

Po 1945 r. pan Stefan ukrywał swoją książeczkę wojskową. Mówił do syna "ty wiesz, co oni by mi zrobili, gdyby się dowiedzieli, że z armią Budionnego walczyłem, przecież on jeszcze długo po wojnie ordery dostawał." Jego syn co roku jeździ na obchody rocznicowe. Z wielkim respektem odnosi się do ludzi i pamięci o ludziach, którzy przelewali krew i ginęli za ojczyznę.

Pan Stefan mieszkał po wojnie w Zegrzu Płd. Działał społecznie, był m.in.sołtysem, radnym i opiekunem społecznym. Zmarł w 1982 r. Dziękujemy serdecznie jego synowi, Andrzejowi, za opowiedzenie nam jego historii i pokazanie pamiątek.

A może jest więcej osób na naszym terenie, którzy znają dzieje swoich ojców, lub dziadków? Warto o nich pamiętać. To prawdziwi twórcy historii.

Anna Kurtycz