O miłości ojczyzny, tzw. "elitach" i nie tylko

Jedną z przyczyn rozbiorów Polski było zachowanie magnaterii. Była ona tak skoligacona z wieloma domami w Europie, że dla niej takie pojęcia jak Polska, Ojczyzna nie istniały.

Oni, ich familia, tak samo dobrze funkcjonowali na dworze austriackim, pruskim czy rosyjskim. Dostawali tytuły baronów, hrabiów, książąt, dostawali fundusze za zrywanie sejmów, na to by głosować w interesie państw ościennych. Przy magnaterii wieszało się wiele drobniejszej szlachty, której "fortuna" przy "fortunie" ich plenipotentów urosnąć mogła. Magnaci traktowali swoją familię tak jak rody dynastyczne swoje trony. (np. Zygmunt III Waza z matki Jagiellonki z ojca Szweda, nie był ani Polakiem ani Szwedem był Wazą - poszedł tam gdzie mu tron dali.)

Wiele razy słyszałem dumną wypowiedź: Jestem Europejczykiem. A czy najpierw nie powinno być - "Jestem Polakiem"? Tego brakuje. Oglądając byle jaki film amerykański oglądamy w nim miejscowego, nawet małomiasteczkowego, dygnitarza na tle flagi amerykańskiej. Oni się tego nie wstydzą. Są dumni ze swojej flagi, ze swojej narodowości. Na ubraniach tonami przywożonych do polskich "ciucholandów" mnóstwo wszytych amerykańskich i niemieckich flag. (Dobrze, że nie ma tam jeszcze hakenkroitzów). Oni się nie mają czego wstydzić. To przecież II wojnę wywołali nie Niemcy a hitlerowcy. A obozy zagłady - przecież to były "polskie" obozy. Nie ma sprawy.

Patrząc z drugiej strony, to przecież nie Rosjanie urządzili Katyń, Miednoje i wiele innych miejsc straceń na "nieludzkiej ziemi" - to zrobił Stalin, komuniści. A ci zamordowani (w tym Polacy) - gdyby byli posłuszni, to by żyli do tej pory. To ich wina.

A my, zahukani przez obcych, przez media wysługujące się samozwańczej tzw. "elicie" wstydzimy się, że jesteśmy Polakami. Wstydzimy się wywiesić Polską Flagę na 3 Maja, na 11 listopada, na 15 sierpnia, - tę Polską Flagę brukaną przez tyle lat.

Już wiele lat temu Adam Mickiewicz w sławnej scenie "salonu warszawskiego" w "Dziadach" pisał: "nasz naród jak lawa", dobre w nim to, co "w głębi", a "salon" to "skorupa plugawa".

Jakoś tak się składa, że w Polsce w ostatnich 30 latach powstała grupa, która samozwańczo zwie się "elitą" narodu. Jednocześnie ten naród budzi w nich pogardę, jako nieucywilizowany, dziki, ciemny i na dodatek krnąbrny, bo nie słuchający Jedynie "słusznych" autorytetów, niosących mu "oświecenie". Chociaż sami siebie zwą "wykształciuchami", to do "elity" nie wejdziesz zdobywając wykształcenie. Możesz być profesorem, znacznie od nich bardziej wykształconym, ale i tak jeśli odważysz się inaczej niż oni myśleć, to tobą pogardzą.

Ci ludzie, uważający się za polską "elitę", a zarazem prostymi Polakami gardzący i bojący się ich, patrzyli na naszą żałobę z dystansem i uśmieszkiem drwiny na ustach. "Neurotyczny teatr katolickiego nacjonalizmu" - podsumowała "wybitna" pisarka. "Generalna histeria" - rzekła była minister "kultury". A "popularna" reżyser powiedziała: "cyrk, nazywany żałobą narodową... to absurdalne zachowanie stadne, a nie żałoba. Zbiorowa histeria... Boję się takiej żałoby, boję się rozszlochanego narodu nad trumnami."

Motyw lęku był, obok pogardy dla "histerii", w wypowiedziach "intelektualistów" mocno akcentowany. Znany "profesor -publicysta", nie czekając, aż przestaną dymić szczątki rozbitego samolotu, orzekł: "rysuje się możliwość powrotu IV RP w jeszcze bardziej zradykalizowanej formie", a wtórujący mu filozof rozdarł szaty, że nadchodzi "polowanie na nie dość dobrych patriotów". "Budzi się demon polskiego patriotyzmu" zawtórował im dziennikarski celebryta, "zaczyna się walka na ustalanie, kto jest lepszym Polakiem".

Tak: patriotyzm to dla tych "nad-ludzi" demon.

Chodząc po internecie często natykam się na artykuły kipiące wprost nienawiścią do braci Kaczyńskich. I nie ustało to wcale z chwilą tragicznej śmierci jednego z nich. Najsłabszymi z epitetów są: Jarkacz, Lechkacz, kaczory itp. Za swoje nazwisko jakie się ma, nikt nie odpowiada. Tak się właśnie składa, że wiele osób z naszych "elit" politycznych ma takie nazwiska. Miał je Prezydent na uchodztwie Ryszard Kaczorowski, Prezydent Lech Kaczyński, i Jego brat Jarosław. Innym Prezydentom można by było zarzucić kwaśny smak, albo wałęsanie się. Ale takie zachowanie nie licuje z pewnym poziomem - poziomem powyżej 3 klasy szkoły podstawowej, a cóż dopiero gdy chce się nazywać "elitą". Tym bardziej, że jest to broń obosieczna, gdyż najbardziej znanym kaczorem na świecie jest kaczor Donald. Jak się nie ma argumentów - to się ma wyzwiska.

I co ciekawe - te osoby ziejące nienawiścią do wszystkiego co PiS-owskie i Kaczyńskie, - to są to ciągle te same osoby, zebrane najczęściej pod adresem xxx.salon.24.pl Widać jest to całkiem profesjonalnie zorganizowana akcja mająca wmówić czytelnikom, że wszyscy wykształceni ludzie są przeciwnikami braci Kaczyńskich. Być może uda się to wmówić jakimś niedoświadczonym, wchodzącym w życie młodym ludziom. I pewnie na to liczą.

A jak to się ma do umieszczonego w Gościu Niedzielnym apelu p.o. prezydenta, a startującego do wyborów kandydata: "Każdy z nas powinien dawać przykład, szanując oponentów i rywali politycznych". Czy to ma działać tylko w jedną stronę?

Wystarczającym przykładem było przejmowanie przez p.o. prezydenta - kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zanim jeszcze nie otrzymano potwierdzenia odnalezienia Jego ciała, decyzja o błyskawicznym podpisaniu Uchwały o IPN, a także nieukrywane zadowolenie w trakcie uroczystości żałobnych.

Czy możliwe jest pojednanie? Polską rządzi splot wzajemnej niechęci i podejrzliwości pomiędzy, "górą" i "dołem", rzecznikami obcych wzorów i obrońcami polskiej tradycji, "ludem" i samozwańczą "elitą". To zjawisko typowe dla społeczeństw, które przez kilka pokoleń kształtowały się pod obcą władzą, w warunkach zaboru czy okupacji. Nadzieje na narodowe pojednanie nie spełnią się, dopóki te tzw. "elity", oraz aspirujący do bycia "elitą", nie wyzbędą się poczucia wyższości nad "katolickim ciemnogrodem" i traktowania narodowych uczuć jako czegoś groźnego.

Zaraz w drugim czy trzecim dniu po katastrofie, kiedy na krótko można było dobrze mówić o Prezydencie Lechu Kaczyńskim, w TYP l, mówił ktoś, że Lech Kaczyński miał całkiem inną wizję Polski. On organizował w Wyszehradzie kraje środkowej Europy do prowadzenia wspólnej polityki. On prowadził politykę wschodnią. On wraz z prezydentami państw bałtyckich zapobiegł zajęciu całej Gruzji przez Rosję, za co dziś Gruzini mu serdecznie dziękują, nazywają Go swoim prezydentem i Jego nazwiskiem nazwali już ulicę w Tbilisi. (Kiedy i czy w ogóle u nas się to stanie?)

Pewnie, że Prezydent Lech Kaczyński nie był lubiany przez Prezydenta Francji i Kanclerz Niemiec. Dlatego, że przeszkadzał im w prowadzeniu ich własnej polityki, ponad głowami innych państw Unii Europejskiej. Nikt nie jest lubiany, jeśli każe dbać nie tylko o swój kraj, ale też o innych (zwłaszcza tych pogardzanych). Nie lubiany - nie znaczy, że nie szanowany. Wielu polityków pochlebnie się o nim wyrażało, Królowa Angielska napisała, że podziwia go za jego wielki patriotyzm.

Ta sama osoba w TYP l powiedziała: "nasi niektórzy politycy wsiadając na wóz Unii Europejskiej przykucają sobie z tyłu, cichutko, tak aby ich jak najdłużej nie zauważono i aby zajechać na tym wozie jak najdalej. To nie taka jest rola polityka. Oni będą lubiani, ale czy szanowani? Rolą dobrego polityka jest dbanie o interes swego państwa, narodu i obywateli.

Wielokrotnie wmawiano nam, że świat śmieje się z PiS-u i z Braci. Otóż w internecie znalazłem fragment amerykańskiego dziennika: premier Donald Tusk przyjechał do USA. Prowadzi rozmowy z prezydentem Obamą w sprawie modernizacji polskiej armii. Dotyczą one zakupu moskitier (siatek na okna przeciw owadom) do okrętów podwodnych. Czy tak wygląda poważne traktowanie? A jaka była na to reakcja strony polskiej? Milczenie.

Nagle w dzień po śmierci Prezydenta okazało się, że nasze stosunki z Rosją bardzo się poprawiły. Czy aby na pewno? Polityką błyskawicznych ustępstw na rzecz Niemiec, Rosji czy Stanów Zjednoczonych niczego się nie wskóra, (za wysłanie naszych wojsk do Iraku obiecywano złote góry i mnóstwo ropy). Cenieni są zawsze twardzi przeciwnicy, tak w sporcie jak i w polityce. Trzeba się umieć sprzedać. Ze słabymi nikt się nie liczy.

Pamiętam jak Lech Kaczyński będąc Ministrem Sprawiedliwości rozpoczął walkę z patologiami w naszym społeczeństwie. Jak tylko jego działalność zaczęła dawać pierwsze efekty został zdegradowany. Teraz, gdy na arenie międzynarodowej zaczęto się z Polską liczyć - zginął. Jakoś za szybko przekazano całe dochodzenie w tej sprawie Rosjanom, jakoś od razu za wielką miłością do Rosji zapałano, za dużo niewiadomych, za mało prób wyjaśnień.

Marian Kurtycz

Wykorzystałem fragmenty art. R, Ziemkiewicza Żałoba.., ,Fakt' 21.04.2010