Misjonarz ze Zgromadzenia Księży Marianów w naszej parafii

18 kwietnia odwiedził naszą parafię misjonarz z Afryki. Pracuje tam już od 18 lat. Przeżył w Rwandzie straszną, bratobójczą wojnę. Teraz pracuje w Kamerunie. Na wszystkich Mszach św. głosił kazania. Przywiózł ze sobą wystawę ukazującą pracę misyjnąZromadzenia Księży Marianów. Po wyjeździe przysłał na ręce Ks. Proboszcza, Tadeusza Wołowca, podziękowanie:

"Składam serdeczne podziękowanie za możliwość wygłoszenia kazań misyjnych w kościele parafialnym w Woli Kiełpińskiej. Ksiądz i Wierni parafii byli bardzo ofiarni i składam wszystkim serdeczne Bóg Zapłać. Żebrałem 6.541,45 PLN. Wszystkie te ofiary będą przeznaczone na działalność naszych misjonarzy w Rwandzie i Kamerunie - na leczenie biednych dzieci z choroby malarii, na zakup zeszytów i książek w szkole podstawowej w Nyakinama w Rwandzie i w szkole podstawowej w misji Atok w Kamerunie. W przyszłości prześlę księdzu szczegółowe rozliczenie użycia zebranych funduszy." Podpisał "Szczerze oddany i pamiętający, o księdzu i wszystkich parafianach, w modlitwie, ks. Ryszard Górowski MIC."

Dwie historie szczególnie utkwiły mi z kazania misjonarza. Pierwsza to historia młodego człowieka z Rwandy. Na początku lat 90. wybuchła tam bratobójcza wojna między plemionami Hutu i Tutsi, które od dziesiątków lat mieszkały w zgodzie obok siebie. Sąsiedzi napadali na sąsiadów i okrutnie ich mordowali. Zginęło przeszło milion ludzi. W czasie wojny parafia ks. Górowskiego znalazła się blisko linii frontu. Panował głód. Pewien chłopiec, którego ojciec zginął, opiekował się matką i rodzeństwem. Wraz z kolegą postanowili przejść na swoje pole, przez linię frontu, na stronę "przeciwników" aby zdobyć żywność. Udało im się, byli już w drodze powrotnej kiedy zatrzymał ich patrol. Oskarżono ich o szpiegowanie i postanowiono rozstrzelać starszego, aby młodszy ze strachu się przyznał. Starszy, kolega był ojcem rodziny, miał żonę i dzieci. I wtedy młodszy chłopiec poprosił, żołnierzy, by jego zabili. Zgodzili się. Kiedy już mierzyli w niego, przechodzący obok żołnierz rozpoznał go. Podbiegł, powiedział, że go zna i uratował od śmierci. Obaj wrócili do domu i opowiedzieli księdzu co ich spotkało. Ksiądz Górowski zapytał chłopca: "Czy ty wiesz co zrobiłeś? Chciałeś oddać życie za drugiego człowieka!" A chłopiec na to: "Sam ksiądz mi opowiadał o św. Maksymilianie Kolbe. On oddał życie za ojca rodziny. Pomyślałem, że zrobię tak samo".

Druga opowieść to historia samego księdza. Opowiadał o swojej pracy w wielkim obozie dla uchodźców z Rwandy. Warunki życia były tam straszne, głód, chłód, nędza. W jakimś momencie zabrakło już mu nadziei. Pieniądze na żywność się kończyły, potrzebujących przybywało. Widział, że to co robi to kropla w morzu potrzeb. Szedł smutny przez obóz. Przed szałasem z gałęzi siedziała mała, brudna dziewczynka i jadła równie brudnego ziemniaka. Zobaczyła, że ksiądz jest smutny. Smutny - dla tamtych ludzi oznacza jedno - głodny. Wyciągnęła rękę do niego aby podzielić się z nim ziemniakiem, jedynym skarbem jaki miała. Ksiądz nie był głodny. Ale nie mógł odmówić przyjęcia daru serca. Zrozumiał, że swej pracy nie może mierzyć liczbami nakarmionych ludzi, ale miłością. Bóg pokazał mu przez tę dziewczynkę, że liczy się serce.

W kazaniu uderzyło mnie, że mówiąc o pracy w Afryce, cały czas mówił jak winniśmy czcić Boga i jak Mu wierzyć.

Anna Kurtycz