Kim był Witold Zglenicki? Co wspólnego ma z Azerbejdżanem?


O Witoldzie Zglenickim pisaliśmy już wiele razy. Jednak z pewnością nie zaszkodzi przypomnieć go jeszcze raz. Mówią o nim Polski Nobel. Pani dyr. Małgorzata Kolon na jubileuszu 25-lecia nadania Szkole w Woli Kiełpińskiej imienia Witolda Zglenickiego podkreśliła jednak, że gdyby nie rewolucja październikowa, być może o Noblu mówiono by - szwedzki Zglenicki.

Zglenicki nie dostał Nagrody Nobla, jak mógłby ktoś pomyśleć. On podobną nagrodę ufundował.

Z wykształcenia był górnikiem, hutnikiem i geologiem. Co robił w Azerbejdżanie? Dostał tam przydział pracy, gdyż jako inżynier był na służbie rządu carskiego. I nie pracował wcale w swoim zawodzie, tylko w urzędzie probierczym. Cały swój wolny czas poświęcił na badanie złóż roponośnych w okolicach Baku i na Morzu Kaspijskim. W rym czasie w Baku prowadzili działalność m.in. Rotschildowie i Noblowie.

Zglenicki opracował mapę złóż i nie sprzedał jej z zyskiem, tylko wspaniałomyślnie opublikował jadła wszystkich. Za to, oraz za wiele innych zasług otrzymał od Zarządu Górniczego działki roponośne. Sam nie doczekał się z nich dochodu. Zmarł na cukrzycę w 1904 roku. Przewidując jednak że dadzą one w przyszłości duże pieniądze - sporządził testament, w którym większość dochodów z działek przekazał Kasie im. Mianowskie-go, która zajmowała się wspieraniem nauki i kultury polskiej.

Ustanowił też stypendia dla młodych polskich naukowców i nagrodę podobną do nagrody Nobla, ale dla Polaków.

Po kilku latach z Baku zaczęły przychodzić do Warszawy coraz większe pieniądze. Kasa im. Mianowskiego, działająca w warunkach zaborów, nawet nie była w stanie ich wydać. Pieniądze przychodziły nawet w czasie trwania I wojny światowej, co pokazuje, że w carskiej Rosji był szacunek dla własności.

Przyszedł rok 1917 i władza radziecka zabrała wszystko. I tu mamy przyczynę "politycznej niepoprawności" mówienia o Zglenickim w czasach PRL-u. Uczciwie rzecz biorąc "bratni" Związek Radziecki powinien był zwrócić co nasze. Nie zwrócił.

Dlaczego Zglenicki pochowany jest w Woli Kiełpińskiej?

Kiedy był już studentem, jego rodzice kupili majątek Dębe. Witold przyjeżdżał tu na wakacje. Po rodzicach gospodarował w Dębem jego brat Bolesław (stąd mamy Bolesławowo). Na naszym cmentarzu spoczęła jego matka, zmarła w 1876 roku. Wolą Witolda było spocząć przy niej, na naszym cmentarzu. Jego ciało odbyło bardzo długą drogę z Baku pociągiem.

Naprawdę niewiele szkół ma w pobliżu grób swojego patrona, o który może się zatroszczyć. Nasze szkoły mająto szczęście. Wprawdzie Jerzy Szaniawski, patron szkoły w Jadwisinie spoczął w Warszawie, ale na naszym cmentarzu spoczywaj ą j ego rodzice i brat. Gimnazjum w Zegrzu swojego patrona, Konstantego Radziwiłła, ma na cmentarzu w Serocku.

To naprawdę wielki powód do dumy. Nasi ludzie, tutejsi, których jeszcze nasi ojcowie lub dziadkowie pamiętali, ludzie, którzy modlili się w naszym kościele, jeździli i chodzili naszymi drogami, zakładali i wspierali nasze szkoły, zasłużyli na miano patronów. Przy odrobinie dobrej woli i rozumu część ich wielkości może stać się naszym udziałem. Wystarczy tylko trochę wychylić głowę spoza opłotków i ponad blaskiem próchna dostrzec słońce prawdziwych wartości.

Nie wolno nam też zapomnieć o naszym rodaku, który dostąpił chwały ołtarzy - błogosławionym księdzu Romanie Archutow-skim, jednym ze 108 Męczenników II wojny światowej. Warto też pamiętać o jego bracie też księdzu, wybitnym bibliście, profesorze zwyczajnym Uniwersytetu Jagiellońskiego, w czasie wojny wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego, który zginął w Powstaniu Warszawskim.

A rodzina Krasińskich? W ich rodzie było wielu wybitnych ludzi, działających na dworze królewskim a wśród nich biskup, który prawdopodobnie spoczywa w podziemiach naszego kościoła.

Im, a pewnie i wielu innym należy się nasza pamięć. Należą się ulice nazwane ich imieniem. Kto jeśli nie my, o to zadba? Jeśli nie zadbamy, będziemy jak ci, o których mówi Norwid:
"O blasku próchna mówić dnieje,
o blasku słońca nic nie mówić"
Anna Kurtycz