wtorek, 14 czerwca 2011

Gdyby nie Twoja Obecność...


Czy miałeś kiedyś uczucie: jestem jak pusty dzban? Bo ja bardzo często... do tego jeszcze to nie wychodzi... i tamto.

A Ty Panie, czekasz... aż wrócę. Dzisiaj kiedy wychodziłam z kaplicy i jeszcze w drzwiach spojrzałam, aby uśmiechnąć się do Ciebie, powiedziałeś.... dziękuję, że przyszłaś.


Panie, Ty mi dziękujesz? Za co?! Za to, że znowu płakałam u Twoich stóp, oddając Ci swoją nędzę i niemoc, w końcu i mój grzech... bo tylko to jest moją własnością. Czasami myślę, że za dużo ode mnie wymagasz... Tyle spraw mnie dotyka... nie ogarniam... Dzisiaj zagroziłam, że nie wyjdę stąd, dopóki mi nie odpowiesz! Błogosławiona "groźba", bo czas spędzony przed Tobą i w Twojej Obecności - bezcenny. Oczywiście w całej swojej łagodności... odpowiedziałeś. Zawsze odpowiadasz... tylko ja nie zawsze słucham... Nie muszę nigdy daleko szukać, ani specjalnie się wysilać. Wystarczy Twoje słowo na każdy dzień...


Dzisiaj prosisz mnie o to, abym kochała moich nieprzyjaciół... (Łk 5,43-48) Wiesz Panie, tak naprawdę to ich nie mam... - hmm, czyżbym znowu nie stanęła w prawdzie o sobie? Zapukałeś do mojej pamięci... no tak, jest osoba, której unikam. Ale Panie, ja się wcale na nią nie gniewam! No tak, ale jej unikam... a w niej Ty sam jeden przecież jesteś i w niej złożyłeś swoją miłość. Czy potrafię być przejrzysta? Czy moje myśli, już nawet nie czyny, myśli - o tej osobie są przejrzyste?


Kiedy tak siedzę i rozmyślam, Ty mówisz dalej: "Jeśli miłujecie tych, którzy was miłują... cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i poganie tego nie czynią?" Ale teraz to powiedziałeś.... aż mi wstyd! W czym jestem lepsza od poganina w takim razie? W ogóle nie jestem lepsza! Od nikogo!... bo Ojciec sprawia, że "słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych". Uzdrawiaj we mnie Panie ciągle i na nowo spojrzenie na drugiego człowieka... aby zawsze było to spojrzenie pełne miłości, jasne i przejrzyste.


Na koniec Ewangelii dajesz mi zadanie: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski". Panie, zdajesz sobie sprawę z tego co Ty do mnie mówisz? Jak mam być taka doskonała jak Ty? Przecież wiesz, że jest to niemożliwe! Znasz mnie, ja znam siebie... i wiem ile we mnie słabości. A jednak! Jan Paweł II zaskoczył mnie, a raczej świadek Jego życia, serdeczna przyjaciółka Karola Wojtyły, prof. Wanda Półtawska. Miałam okazję poprzebywać w jej obecności w ubiegły weekend. Niezwykła osoba... zapytana na czym polega fenomen świętości Jana Pawła II powiedziała: Był to człowiek modlitwy. Był bardzo wymagający i twardy wobec siebie... a niesamowicie cierpliwy i ciepły w stosunku do każdego człowieka. Bardzo zdyscyplinowany... Praca i modlitwa! - parafraza słów p. Wandy. A jednak, można!... do doskonałości dążyć. Pytanie tylko: czy chcę? Postaram się Panie, ale Ty mi w tym pomóż, bo inaczej to będzie tylko kolejna obietnica bez pokrycia.


Czasami tak sobie myślę, że Twoja logika jest zupełnie inna niż moja... Dziwne, gdyby było inaczej. Jesteś moim Bogiem, moim Panem... ale przede wszystkim najbliższą osobą... moim Przyjacielem. Dlatego mogę mówić Ci o wszystkim. Lubię opowiadać Ci... chociaż wiem, że i tak wszystko wiesz! Bardziej pewnie robię to w takim razie dla siebie... jakiś egoizm tu widzę... i znowu pole do pracy.


Dzisiaj kiedy trwałam przed Tobą poruszyłeś we mnie bardzo ważne kwestie... i oczywiście dałeś jasną odpowiedź. Przepraszam, że przyszłam z nutką pretensji i na początku trochę się z Tobą spierałam. Dałeś mi ważne zadanie do wykonania, a ja ciągle przed nim uciekam. Przyznasz, że przeszkód wprawdzie jest mnóstwo - na każdym kroku i to wcale nie takie małe. Ale przecież Ty jesteś Panem tego wszystkiego. Wiesz, że się nie nadaję do zadania, które dajesz mi do spełnienia... I wiem, że Ty poradzisz temu wszystkiemu...


Pamiętam dzień, kiedy poproszono nas o poprowadzenie rekolekcji. O Matko! To już był szczyt! No dobra, to teraz trzeba się wziąć do pracy i przygotować sensowne konferencje... Przychodziłam do Ciebie każdego dnia, na Adorację - przez tydzień. Brałam kartkę i długopis z nadzieją, że w Twojej obecności coś napiszę, przygotuję... Ty wiesz, że zapisałam tylko jedno zdanie... resztę czasu spędziłam siedząc bezradnie przed Tobą i czując jedynie swoją pustkę. Miałam pokusę, aby zrezygnować... bo skoro nic nie przygotowuję, tylko siedzę... to po co to? Dałeś mi łaskę wytrwania na tej Adoracji. Dzień w dzień przychodziłam i prosiłam... pomóż, bo jak widzisz, sama nic nie potrafię...


Obdarzałeś mnie pokojem, ale nie zapełniałeś pustki, którą miałam w głowie. I w takim stanie pozwoliłeś mi jechać na rekolekcje... Byłam zła na siebie, że jestem nie odpowiedzialna, nie przygotowana. Jednocześnie powiedziałam: Panie, Ty wiesz, że ja zrobiłam wszystko, aby przygotować się do tych rekolekcji... jednak nie czuję, abym przygotowana była. Wiesz, że w dniu wyjazdu bardzo zachorowało nasze dziecko... i dylemat: jechać czy zostać. Wspólnota modliła się i to bardzo. Uzdrowiłeś nasze dziecko. Pojechaliśmy.


Już od pierwszych chwil czułam Twoją Obecność i to, że to będziesz Ty prowadził te rekolekcje. My będziemy tylko tymi, którymi się posłużysz. Po skończonych rekolekcjach, a w zasadzie już w czasie ich trwania wiedziałam... moja pustka była potrzebna, a wręcz konieczna do tego, aby nie objawiła się moja chwała, ale Twoja! Jestem Ci wdzięczna Panie za to odzieranie mnie z mojego myślenia nie po Twojej myśli. Muszę, chcę ciągle na nowo stawać przed Tobą i wylewać zawartość moich stągwi... po to, aby były puste. Po co? Abyś Ty mógł je napełniać.


Dziękuję Ci Panie, za każdą trudną, niezrozumiałą sytuację w moim życiu. Chcę żyć w Twojej Obecności, chcę Tobą oddychać. Dziś, kiedy byłam w zasięgu Twojego wzroku, poczułam swoją małość. I wiesz co jeszcze chcę Ci powiedzieć? DZIĘKUJĘ za te wszystkie bardzo trudne sytuacje w moim życiu, bo one dają mi szansę powrotu do Źródła, bo one dają mi szansę stanięcia przed Tobą i szukania Cię na nowo. Uwielbiam Twoją Mądrość Panie. Bez Ciebie nic ważne nie jest...


Agnieszka Frydrych