niedziela, 10 lipca 2011

"Dojrzeć do małżeństwa" - wywiad z Agnieszką Frydrych w Głosie Katolickim


Małżeństwo i rodzina to cenny skarb złożony w kruchych, glinianych naczyniach ludzkiej niedoskonałości. Dojrzała miłość, bez jakiej trudno wyobrazić sobie szczęśliwą relację małżeńską i rodzinną to decyzja troski o czyjeś dobro. Przygotowanie do małżeństwa zaczyna się już w dzieciństwie i dokonuje się poprzez obserwowanie życia własnych rodziców, a także poprzez cały proces wychowania w rodzinie. O przygotowanie narzeczonych do zawarcia sakramentu małżeństwa postanowiliśmy zapytać Agnieszkę Frydrych, mężatkę z 16-letnim stażem małżeńskim, matkę trójki dzieci, katechetkę, doradczynię życia rodzinnego pracującą w Poradni Rodzinnej od 12 lat, nauczycielkę Naturalnego Planowania Rodziny. Agnieszka wraz z mężem pełnią posługę w Diakonii Życia Ruchu Światło-Życie, od 15 lat należą do wspólnoty Domowego Kościóła.


- Pracujesz jako doradca, jesteś nauczycielem NPR, prowadzisz nauki przedmałżeńskie. Czy narzeczeni z którymi przychodzi ci pracować mają świadomość czym jest sakrament u progu którego stoją?


- Jest to bardzo przykre co powiem, ale młodzi szukają wszelkiej możliwości, żeby ominąć nauki przedmałżeńskie. Wielu z narzeczonych, którzy stawiają się w poradni prosi mnie, żebym tylko podpisała im kartki, bez żadnej rozmowy... Nawet kiedy usiłuję im wytłumaczyć po co spotykamy się przed zawarciem sakramentu, to po kilku minutach ponownie pytają czy mogłabym podpisać im kartki, bo jak dają mi do zrozumienia, tylko po to przyszli. W ich przekonaniu nauki im się nie przydadzą. Zainteresowanie pojawia się dopiero po pierwszym spotkaniu. Treści, które przywołuję w końcu do nich trafiają. Na niwie zdobytego doświadczenia potrafię już na pierwszym spotkaniu określić relacje i nastroje między nimi. Łatwo wywnioskować czy młodzi chcą zawrzeć ten sakrament w pełnej świadomości czy czują przymus jakim jest np. mające pojawić się na świecie dziecko. Jeśli poczęte dziecko jest jedynym czynnikiem decydującym o zawarciu sakramentu to przeczuwam duże ryzyko rozpadu tego małżeństwa. Lepiej dla młodych, żeby dali sobie czas i podjęli dojrzałą decyzję.


Z jakimi reakcjami spotykasz się mówiąc młodym o naturalnych metodach planowania rodziny?


To zadziwiające, że młode kobiety zupełnie nie znają swojego ciała, cyklu hormonalnego czy nie mają elementarnej nawet wiedzy o NPR. Wiedzą natomiast dużo o antykoncepcji o której w samych superlatywach rozpisują się periodyki dla kobiet. Oczywiście jest to wiedza niepełna. Tylko jedna świecka osoba - katechetka zaprosiła mnie do szkoły, żebym opowiedziała o metodach. Zaproszenie otrzymywałam również od księży, którzy zapraszali mnie w charakterze prelegenta na katechezy i nie tylko. Księża ostrzegali mnie mówiąc, że uczniowie nie zachcą mnie słuchać, a nawet mogą ostentacyjnie atakować.


Sprawdziły się te mało optymistyczne prognozy?


Ku mojej wielkiej radości nie. Jedna z bardziej wrogo nastawionych uczennic przyznała, że ją przekonałam, to chyba dobry zwiastun?


Wspominałaś podczas jednego wykładu na Studium Życia Rodzinnego spotkanie z narzeczonymi kiedy zadałaś pytanie: jaki chciałabyś żeby był twój mąż? A one odpowiedziały, żeby nie pił, nie bił i żeby zarabiał.... Gdzie ma źródło ta skromność oczekiwań?


W mojej ocenie chodzi tu ewidentnie o kryzys ojcostwa. Mnóstwo młodych dziewczyn wychowuje się teraz bez ojca, albo z ojcem który jest alkoholikiem i nie zdaje sprawdzianu ze swojej funkcji wychowawczej. Nawet jeżeli ten ojciec jest, to zazwyczaj jest nieobecny w życiu tej córki. Ojciec dla dojrzewającej córki jest ważniejszy niż matka. Po to żeby widzieć jej urodę i kobiecość, adorować ją i pomagać jej w budowaniu poczucia własnej wartości.


Ojciec przynoszący żonie i córce kwiaty, prawiący komplementy, troszczący się o córkę to gwarant jej dobrych relacji z mężczyznami. Ojciec dbający by córka nie ubierała się wyzywająco, by nie prowokowała strojem, sposobem bycia stoi niejako na straży jej czystości. Jeżeli dziewczyna otrzyma ciepło, przytulenie, dobre słowo w domu rodzinnym od ojca i matki nie będzie notorycznie szukała potwierdzenia własnej atrakcyjności.


Czy epatowanie zmysłowością to właśnie poszukiwanie owego potwierdzenia własnej atrakcyjności? krzyk o miłość?


Wybierając taki wyzywający wizerunek dziewczyna pragnie zwrócić na siebie uwagę, ale to wcale nie oznacza, że ona myśli o zbliżeniu. Ona szuka przede wszystkim akceptacji, ciepła, komplementów i zainteresowania. Szuka tego, czego nie otrzymała w rodzinnym domu. Młody chłopak któremu buzują hormony zupełnie opatrznie interpretuje jej wizerunek i zachowanie. Ich oczekiwania są diametralnie różne, rozjeżdżają się w zupełnie innych kierunkach. Ona pragnie miłości, on chce ją uwieść. I ona w tej ślepej desperacji, w tym chorym pragnieniu miłości zazwyczaj mu ulega.


Nie obwiniałabym w takich sytuacjach tylko tych młodych dziewczyn. Gdzie są rodzice? Czemu nie podejmują takich tematów? Wiedzę młode kobiety czerpią z książek, gazet a najczęściej od rówieśników, a ci mówią o sferze ludzkiej seksualności w sposób zwulgaryzowany i wybiórczy, postrzegając ją w kategoriach rozrywki. Jeśli seksualna inicjacja miała miejsce w przypadkowym miejscu, w lesie, samochodzie, czy w dyskotekowej toalecie, to nic dziwnego, że potem kobiety brzydzą się i wstydzą swojej seksualności. Kobiety mówią mi o wielu zranieniach na tym polu, dlatego apeluję do rodziców nie żałujecie dzieciom czasu, uczuć i uwagi, a nade wszystko mówić im o wartości życia w czystości. Zadbajcie o to by głód miłości nie sprowadził młodych na życiowe manowce.


Traktujemy małżeństwo jak koncert życzeń gdzie wybranek ma uleczyć nasze traumy, wyleczyć nas z kompleksów, służyć nam jak niewolnik...


Młode kobiety o czym wspomniałam wcześniej oczekują, że mąż zastąpi im ojca, co świadczy poniekąd o ich niedojrzałości i egoizmie. Czym jest egoizm? Egoizm jest grzechem, jest zwróceniem uwagi tylko na to co ja chcę, gdzie nikt inny się nie liczy. Zamiast posłuszeństwa Panu Bogu egoiści wybierają posłuszeństwo sobie. Osoba zasklepiona w swoim egoizmie staje się niezdolna do miłości. Ja chcę żebyś ty mi służył, żebyś ty wszystko robił według moich oczekiwań. Chcę wszystko w zamian nic nie dając. Narysuję piękne ramki i za wszelką cenę będę ciebie chciała w nie wcisnąć, a co jeśli druga strona też przygotowała dla mnie takie ramki?


Niezgodność charakterów, które często wymienia się jako powód rozpadu małżeństwa to też egoizm?


To określenie to w moim przeświadczeniu synonim kryzysu wiary. W jakim sensie do siebie nie pasujemy i gdzie jest owa niezgodność? Ciało każdej kobiety pasuje do ciała każdego mężczyzny i odwrotnie ciało każdego mężczyzny pasuje do ciała każdej kobiety. Nie może więc być mowy o niedopasowaniu na poziomie ciała. Człowiek składa się z ciała, umysłu i duszy. Na tych trzech płaszczyznach musimy wykonać ogromną pracę i mąż i żona, nie ja nad moim mężem, ani on nade mną, tylko każde z nas nad sobą. Zacznijmy wymagać od samych siebie, tak jak nauczał Papież Jan Paweł II. Uczciwy trud włożony w budowanie prawidłowej relacji, gdzie miłość rozumiemy jako pragnienie dobra drugiej osoby to nieodzowny element małżeńskiej jedności. Rozumny człowiek planujący założenie rodziny powinien zastanowić się, w jakim stopniu nadaje się do roli męża-ojca, tak samo kobieta do roli żony-matki. Nie da się stworzyć dobrej relacji małżeńskiej bez podjęcia trudu samorozwoju i pokonywania własnego egoizmu.


z Agnieszką Frydrych rozmawiała: Magdalena Macko