środa, 27 lipca 2011

Stając w obecności Pana - odsłoń twarz (Wj 34,29-35)


"Ilekroć Mojżesz wchodził przed oblicze Pana na rozmowę z Nim, zdejmował zasłonę" z twarzy. No tak, bo stając przed Panem trzeba się całkowicie odsłonić. W innym wypadku modlitwa będzie tylko czczą gadaniną.... z zaangażowaniem tylko warg.... ale bez udziału serca. Może pomyślisz: a po co tak się odsłaniać, przecież Bóg i tak zna nasze najgłębsze myśli i pragnienia. Tak, masz rację drogi Przyjacielu. Bóg to wszystko wie. Zna całą historię twojego życia, zanim jeszcze zacząłeś istnieć w łonie twojej matki... Zatem tego odsłonięcia twarzy i stanięcia w całkowitej prawdzie o sobie... czyż nie potrzebujemy my sami?


Jezus powiedział: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Bóg jest Prawdą i tylko stając w prawdzie, możemy Go spotkać. Czasami prawda o sobie samym jest bardzo bolesna.... trudno! trzeba to jakoś przeżyć, ale pomyśl, jak bardzo ta prawda jest wyzwalająca! Jeżeli zasłonisz swoje oblicze przed Bogiem, założysz maskę - często jest tak, że chcemy nawet w oczach Bożych wypaść lepiej... a rzeczywistość jest zupełnie inna.... jeżeli zamkniesz swoje serce przed Panem... i będziesz grać - to życie twoje utraci sens, pozostaniesz w swoim świecie - być może pogrążony w złudzeniu o własnej doskonałości i pobożności, a może i w twoim mniemaniu - nawet świętości. Bez stanięcia w prawdzie nic się nie zadzieje dobrego. Na modlitwie nie musisz udawać, tłumaczyć się, usprawiedliwiać... przychodź do Pana taki jaki jesteś... bo tylko wtedy On ma szansę zmienić coś w twoim życiu. Jak bardzo nieszczęśliwy musi być człowiek, który czyni swoje serce zamkniętym, zasłoniętym przed Panem.


Kiedy spojrzałam dzisiaj na Mojżesza.... pomyślałam... ale odjazd! Schodził z góry Synaj z dwiema tablicami trzymając je w swoich dłoniach. Tablice, na których sam Bóg wyrył swoje Słowa. Wyobraziłam go sobie... na pewno trzymał je mocno, przyciskając do piersi. A jego twarz? "Skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem" . Zatrzymałam się dłużej przyglądając się Mojżeszowi. Pojawiło się we mnie pytanie: czy moja twarz pod wpływem modlitwy, trwania przed Panem i w Jego obecności, zmienia się? Bardzo chciałabym... Drogi Przyjacielu, czy rozmowa z Panem zmienia twoje życie? Czy widać konkretne zmiany w myśleniu, w podejściu do drugiego człowieka w końcu, czy przekłada się to na twoje życie? Czy rozmowa z Panem powoduje, że stajesz się lepszy? Coraz bardziej wyciszony, ale też radosny, zakręcony - szalony wręcz na punkcie Jezusa? Cierpliwy, bardziej wyrozumiały, nie pobłażliwy, miłosierny, czy stajesz się coraz bardziej dla innych - gościnny, dzielący się ostatnią kromką chleba? Szukający woli Pana? Czy stajesz się....


Panie, czego Ty ode mnie wymagasz? Znasz mnie.... Mój pesymizm, egoizm, słabość, grzech? Znasz mnie... Tak, moje drogie dziecko znam. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Jak cieszy mnie twoje stawanie przede Mną w prawdzie. Przyjdź, odsłoń przede Mną nie tylko swoją twarz, odsłoń całego siebie i rzuć się w Moje ramiona. Twój pesymizm i smutek zamienię w prawdziwą, pełną radość, twój egoizm w bycie dla innych, to co wydaje się tobie niemożliwe zamienię w możliwe... tylko przyjdź... czekam. Jestem, Panie... zrzucam wszystkie maski, staję przed tobą zupełnie nagi... od tej chwili jesteś tylko Ty.


Kiedy Aaron i inni z Izraela zobaczyli Mojżesza, już z daleka widzieli, że zmienił się. Widzieli z daleka jego twarz jaśniejącą... i przestraszyli się, bali zbliżyć się do niego. Ciekawe dlaczego? Najpierw rodzi się pytanie. Czy inni postrzegając mnie... już z daleka widzą we mnie obecność Boga? Zawsze zastanawiam się nad stwierdzeniem: No, jak już będę sam... to wtedy będę mógł być już na zupełnym luzie, nie będę musiał się pilnować z niczym! A czyż chrześcijanin kiedykolwiek jest sam? Zawsze jest Ktoś, Kto mu towarzyszy, nawet jeżeli obok nikogo nie widać. Więc skoro to wiem, to będę żyć i postępować jak dziecko światłości, bo to co robię w ukryciu i tak kiedyś ujrzy światło dzienne.


Na początku zadrżało we mnie serce jak usłyszałam tę prawdę, ale później pomyślałam... jakie niesamowite błogosławieństwo, bo powołani jesteśmy do życia w świętości, czystości i przejrzystości. Nie jest to łatwe oczywiście - sama wiem to najlepiej. Ale czy nie można tego załatwić z Jezusem chociażby na codziennej modlitwie, prosząc Go o świętość i oddając słabość i grzech?


Dlaczego pojawia się lęk? Strach? Przed czym? Może przed stanięciem właśnie w prawdzie? Aaron znał swojego brata Mojżesza jak własną kieszeń... a jednak przestraszył się na widok jego odmienionej postaci, jego promiennej twarzy. Ciekawe.... Osoby przejrzyste, czyste... czyżby były wyrzutem naszego postępowania? Warto nad tym pomyśleć. Co robi Mojżesz? Woła ich, a kiedy przychodzą przekazuje im polecenia, powierzone mu przez Pana na górze Synaj. Ciekawy jest też tekst Wj 34,35 Kiedy Mojżesz opowiadał Izraelitom, to co Pan mu powiedział, mogli widzieć jego twarz - promieniującą... ale później "Mojżesz znów zakładał zasłonę na twarz, póki nie wszedł na rozmowę z Panem". Pobudzający do myślenia tekst... ale refleksje związane z tym pozostawiam tobie, drogi Przyjacielu.


Warto to rozważanie zakończyć słowami zawartymi w dzisiejszej aklamacji: "Słowa Twoje Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego". Dlatego odsłaniam twarz w obecności mojego Pana, po to, aby Jego Słowo napełniło mnie życiem.


Agnieszka Frydrych