piątek, 12 sierpnia 2011

Nie warto się żenić???? :) Mt (19,3-12)


"Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić":)


Powiem szczerze, że niesamowicie rozbawiło mnie to męskie myślenie:) wypowiedziane na głos. No cóż, pewnie coś w tym jest:) Jestem żoną i jestem w pełni szczęśliwa wypełniając swoje małżeńskie powołanie... ale po części rozumiem "kombinowanie" uczniów Jezusa. Czyżby w domu mieli żony - hetery? które w żadnym wypadku nie dają im spokojnie żyć?


Ale po kolei. Faryzeusze - jak sama nazwa wskazuje:) "kombinowanie" mieli we krwi - chyba?:) Przychodzą do Jezusa tylko po to, aby wystawić Go na próbę. Oj, brzydko.... wystawiać swego Boga na próbę. Zadają Mu pytanie, niby proste, bo przecież doskonale znają odpowiedź, ale niestety ich faryzeizm bierze górę: " Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu"? Zawsze "podziwiam" ich przebiegłość, ale nie da się niestety zauważyć i głupoty..., która wynika z braku zanurzenia się w Słowa Boga samego.


W czasach Jezusa sprawa rozwodów stała ciągle pod znakiem zapytania. Izraelici wprawdzie uważali, że rozwody są zabronione przez samego Boga, ale zakaz ten odnosili raczej do narodów pogańskich. Sami jednak uważali, że mają specjalny przywilej, który zezwalał na oddalenie żony. Prawo Mojżesza nie określało szczegółowo przyczyn dopuszczających rozwód. W księdze Powtórzonego Prawa (Pwt 24,1) znalazłam stwierdzenie, które bardzo ogólnie mówi, że rozwód jest możliwy wówczas, jeżeli mąż "znalazł u żony coś odrażającego". No tak... "fajne" stwierdzenie. Od razu nasuwa mi się powiedzonko: zatem "hulaj dusza, piekła nie ma!" Ale wracając do tekstu Pwt (24,1). W czasach Jezusa "poradzono" sobie z interpretacją tego przepisu. Jedna interpretacja(rabbi Szammaj) dotyczyła dziedziny seksualnej np. cudzołóstwa żony. Druga (rabbi Hillel) była stosunkowo " ciekawsza", ponieważ do oddalenia żony wystarczył mały szczegół zakłócenia harmonii rodzinnej, np. źle przygotowany posiłek - "zupa była za słona". Na pewno interpretacje powyższe wymyślili mężczyźni - nie ma siły! :)


Ale idźmy dalej. Faryzeusze, którzy podchodzą do Jezusa i pytają Go bynajmniej nie o dopuszczalność rozwodów, ale zauważ drogi Przyjacielu, że pytają o powody, jakie mogłyby usprawiedliwić rozwód. Wiedzą zapewne, że Jezus mógłby im powiedzieć(gdyby zapytali o to, czy można wziąć rozwód, czy nie?) : "Co wy! Tacy ciemni jesteście!?" Nie! oni doskonale wiedzą o co pytają: " Czy można oddalić żonę z JAKIEGOKOLWIEK POWODU?" Jezus odpowiada... Uwielbiam mądrość mojego Pana:) "Czy nie CZYTALIŚCIE" (tu im dowalił:), chociaż nie wiem, czy "załapali" o co chodzi) "że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swą żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela". I na tym zdaniu można zakończyć to rozważanie:), ale jeszcze przecież chciałabym wrócić do "zawiedzionych" uczniów Jezusa, którzy stwierdzili, że: jak tak! To nie warto się żenić:)


Niesamowita mądrość mojego Pana... wraca do początku, do zamysłu Pana Boga względem tych dwojga: kobiety i mężczyzny. W zasadzie komentarz słów Jezusa jest tu zbędny, bo jest tak jasny i prosty w przekazie, że trudno tu cokolwiek dodać czy ująć. Ale bardzo polecam rozważanie Jana Pawła II : "Mężczyzną i niewiastą stworzył ich" - niesamowita uczta duchowa.


Zaskoczeni faryzeusze zapytali: "Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?" Jeszcze kombinują... Ale to na nic, bo Jezus odpowiada: "Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było". Jezus wyjaśnił faryzeuszom, że przepis, na który się powoływali (Pwt 24,1) nie jest żadnym przykazaniem ani tym bardziej przywilejem, lecz ustępstwem związanym z grzeszną "zatwardziałością serca". Jezus wyraźnie odwołuje się do pierwotnego planu Boga , objawionego w Księdze Rodzaju Rdz (1,27;2,24) i tym samym cofa wszystkie rzekome "przywileje" mężczyzn w przypadku ewentualnego rozwodu. Odesłanie żony wcale nie rozwiązuje "problemu", w żadnym wypadku nie zrywa więzów małżeńskich, podobnie jak nie czyni tego małżeństwo wolnego mężczyzny z kobietą odprawioną przez jej męża. W zamyśle Pana małżeństwo jest nierozerwalne i tzw. klauzula rozwodowa: "poza wypadkiem nierządu"(Mt 5,32) wcale nie podważa tego stanowiska. Jasna i zrozumiała prawda wybrzmiewa ze słów Jezusa: " Kto oddala swoją żonę, chyba w wypadku nierządu, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" - Naprawdę wszystko w temacie! I z czym tu jeszcze dyskutować?


No i właśnie w tym momencie słychać to zdanie uczniów Jezusa, które wprawiło mnie w uciechę po uszy:) Posłuchali Jezusa... zobaczyli, że nie ma co dyskutować... a w ich męskich sercach zrodziła się myśl: w takim razie "nie warto się żenić". Ale na pomoc przeszedł oczywiście Jezus. Jak usłyszał wątpliwość uczniów natychmiast odpowiedział: "Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane" Ups!... prawdziwa weryfikacja. Czyżbyśmy aż tak byli niepojętni?.... A Jezus mówi dalej: "Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy już z łona matki tak się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili". I tutaj oczywiście mam przed oczyma tych wszystkich którzy walczą o prawo adopcji dziecka dla "par" homoseksualnych... MASAKRA!!!! Jeżeli takie dziecko zostanie wychowane przez dwóch mężczyzn (niewiadomo, który z nich będzie próbował zastąpić matkę chłopcu, bo zazwyczaj homoseksualiści adoptować chcą chłopców) to kim ono w przyszłości zostanie? Oczywiście homoseksualistą! Dlaczego tę prawdę próbuje się ukryć?! Tak samo dwie kobiety żyjące w ohydnym związku... ku jakim wartościom wychowają dziewczynkę??? Będzie tu w ogóle mowa o "zdatności" do małżeństwa, o której dzisiaj mówi Jezus?


Ale Jezus mówi o jeszcze jednej grupie ludzi: "są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni". I znowu ciekawie kończy się dzisiejsza Ewangelia: " Kto może pojąć niech pojmuje".... Dobrowolna bezżenność... fajna sprawa:)... dla Jezusa wszystko:) nawet rezygnacja z własnej rodziny. Za czasów Jezusa bezżenność była pojmowana w różny sposób, ale szczególnie wartościowa była ta, która wiązała się z dobrowolną wstrzemięźliwością ze względu na Królestwo Boże, a więc motywowana głęboką religijnością. Nie wszyscy potrafią to zrozumieć dlatego Jezus mówi: "Kto może pojąć, niech pojmuje". Taka bezżenność jest propozycją samego Boga, który wystosowuje zaproszenie tylko do niektórych osób. Osoba powołana przez Pana do celibatu w pełni swojej świadomości wybiera Boga i świadomie rezygnuje z założenia rodziny właśnie ze względu na Niego. Celibat zatem jest powołaniem do doskonalszej miłości Boga, oddaniu się Jemu całkowicie i oddaniu się na służbę bliźnim.


Chciałabym zobaczyć minę faryzeuszy... ale podejrzewam, że i tak z tego co powiedział Jezus niewiele do nich dotarło... A dlaczego? Bo nie chcieli poznać prawdy, chcieli Go wystawić na próbę. A wówczas serce człowieka nie jest szczere... jest nawet zamknięte na Słowo Pana. Ale może się mylę? Może chociaż jeden z nich był zdolny do tego, aby "pojąć" co Jezus mówi. Mam nadzieję... bo czasami mam niestety coś w sobie z faryzeusza... Niemniej jednak i z tego się cieszę, bo mogę być blisko Niego i zadawać Mu szereg pytań, prosząc jednocześnie, aby uzdolnił mnie do "pojmowania" Jego Słowa.


Kocham Twoją Mądrość Panie:)


Agnieszka Frydrych