niedziela, 28 sierpnia 2011

"Uwiodłeś mnie..." Jer (20,7-9)


"Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś". Dość osobliwe wyznanie Jeremiaszu. Ale zgadzam się z Tobą w 100%. Nie można się nie dać uwieść Panu, no chyba! , że ktoś mocno się uprze... ale po prostu wtedy jest nieszczęśliwy. Kiedy rozważam te słowa, rodzi się we mnie głęboka wdzięczność, przede wszystkim za to, że Pan tak bardzo umiłował mnie... do tego stopnia - jak powie dzisiejsza Ewangelia, że "będzie zabity..." Tak, Twoja miłość Panie mnie uwiodła... Twoja miłość do mnie zaprowadziła Cię aż na krzyż.


Moment zauroczenia, uwiedzenia jest piękny... wiele tam cudownych emocji, uczuć, ekscytujących wrażeń, dobrych chwil, które... chciałoby się, aby trwały bez końca. Tak, Bóg jest niesamowicie ekspresyjny, pociągający... tak się teraz zastanawiam dlaczego?


Dlatego, że w Nim jest pełnia wszystkiego, On jest tym, który potrafi zaspokoić wszelkie pragnienia i tęsknoty ludzkiego serca. Bez Niego jest totalna pustka. Kto jeden raz prawdziwie Go doświadczy, nigdy nie będzie w stanie o Nim zapomnieć. Dlatego rozumiem Cię Jeremiaszu... Ale Twoje dalsze wyznanie jest dla mnie bardzo trudne. Czy dobrze Cię zrozumiałam? Odkąd odpowiedziałeś na miłość Pana "stałeś się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy Ci urągają". No to nieźle... Podejrzewam, że Twoje życie od momentu kiedy odpowiedziałeś Panu "tak", przeszło niesamowitą rewolucję. Mówisz: "Albowiem ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: "Gwałt i ruina!". Zacząłeś głosić prawdę Jeremiaszu, prawdę, która stała się dla wielu niewygodna... wyobrażam sobie, że od tej pory nie jesteś w stanie prawdy nie głosić. Poczułeś wielki ciężar, może bardziej: trud. "Tak, słowo Pana stało się dla mnie każdego dnia zniewagą i pośmiewiskiem" .... Trudny krzyż Jeremiaszu masz do niesienia. Krzyż bez którego, nie można pójść za Panem. Prawda, którą zdecydowałeś się głosić budzi gniew, a może nawet i nienawiść tych, do których jest skierowana... do tego stopnia, że powiedziałeś: "Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię". Twoje wyznanie bardzo mną wstrząsnęło... a wiesz dlaczego?, bo odnalazłam w nim siebie....


Drogi Przyjacielu, czyż nie jest tak, że ty i ja, bardzo często niestety porzucamy Pana... przy byle jakim zniechęceniu? Porażce? Może nawet przy faktycznym doświadczeniu odrzucenia przez innych właśnie z powodu Jezusa? A On mówi dziś wyraźnie: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje". Jasny i oczywisty program na życie. Trudny... ale tak naprawdę jedyny! "Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je" i dalej Jezus mówi: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?" por. Mt (16,21-27)


Jeremiaszu, dziękuję za Twoją szczerość w momencie kiedy chciałeś porzucić Pana: "Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem". Zbędny zdaje się komentarz Twoich słów... bo kto raz zasmakował obecności Pana, ten wie, o czym mówisz... A Psalmista dzisiaj daje odpowiedź: "Boże mój Boże szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza. Ciało moje tęskni za Tobą jak ziemia zeschła i łaknąca wody... Twoja łaska jest cenniejsza od życia(...) stałeś się dla mnie pomocą(...) prawica Twoja mnie wspiera". Ps (63, 2-6.8-9.) Zachęcam Cię drogi Przyjacielu do modlitwy tym Psalmem... niesamowity jest...


A św. Paweł dzisiaj radzi: "Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża". Świat dzisiejszy nienawidzi krzyża, o którym Jezus mówi wyraźnie w Mateuszowej Ewangelii. Świat pociąga nas i kusi, abyśmy weszli na drogę bez krzyża. I jeżeli dziś drogi Przyjacielu nie posłuchasz św. Pawła... może się okazać, że jesteś na drodze, która zepchnęła krzyż na pobocze... i wydaje się drogą "szczęśliwą", gdzie wszystko zdajesz się mieć na wyciągnięcie ręki, bez żadnego wysiłku i poświęcenia. Czy jednak krocząc tą drogą - wierzę, że będziesz szukał tam pełni życia - przypadkiem je nie utracisz? Czy na tej drodze odnajdziesz miłość? Powiem Ci teraz smutna prawdę... niestety...znajdziesz tam tylko pustkę...


Panie, Ty przyszedłeś do mnie drogą krzyża, drogą miłości, która prowadzi do Ciebie... to znaczy, że ta droga ma być również i moją? Tak, CHCĘ! kroczyć właśnie tą drogą. Naucz mnie jej i pozwól pokochać. A kiedy przyjdzie Jeremiaszowe zniechęcenie... przytul mocniej... nawet jeżeli będzie to pocałunek płynący z krzyża. Kocham Twoją wolę Panie:)


Agnieszka Frydrych