niedziela, 04 września 2011

Być odpowiedzialnym przed Bogiem za śmierć mojego brata...


Po przeczytaniu drugiego zdania z Księgi proroka Ezechiela (Ez 33,7-9) pomyślałam: to już niestety nie przelewki... być odpowiedzialnym przed Bogiem za śmierć mojego brata... szczerze mówiąc: ostra jazda! Ale za chwilę moją uwagę przykuły słowa Pana: "Ciebie(...) wyznaczyłem na stróża, abyś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu". Zatem zanim mam "występnego sprowadzić z jego drogi" mam słuchać tego co mówi do mnie Pan... mam słuchać Jego napomnień, a w konsekwencji przestrzegać ich. Jeżeli to będę czynić: słuchać i przestrzegać, wtedy Bóg uzdolni mnie do tego, o czym mówi w drugim zdaniu. Bo tylko wtedy kiedy cała moja osoba: duch i ciało spełni warunki bycia "stróżem", o którym mówi dziś Bóg przez Ezechiela, będę zdolna do tego, aby "występnego sprowadzić z jego drogi". Ciekawe jest stwierdzenie: "a ty nic nie mówisz" sugerujące postawę wobec osoby, która postępuje źle. Bóg tutaj domaga się konkretnego świadectwa - postawy, która jednoznacznie powie: "Robisz źle!" Jeżeli przejdę obojętnie obok kogoś kto błądzi, nie tylko mam udział w grzechu cudzym, ale również odpowiedzialność za jego zbawienie spada na mnie.


Brrr... powiało chłodem, który powoduje drżenie serca... W ostatnim zaś zdaniu Bóg mówi, że jeżeli zachowałam się tak jak On chce: "ostrzegłam występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę". Ufff... kamień z serca... tylko teraz co robić, aby postępować właśnie tak, jak Panu się podoba? Zaczęłam trochę Mu marudzić: "no dobrze, ja wiem, że tak trzeba, ale czy Ty wiesz jak trudno i to z miłością! mówić do swojego brata o tym, że w jego życiu coś jest nie halo?" I kto w ogóle dał mi takie prawo? Zwracać uwagę innym, jak sama jestem pełna niedoskonałości, wad, słabości? Panie Jezu, chyba coś jest nie tak? Pamiętasz, kiedy mówiłeś mi , żebym usunęła najpierw belkę z mojego oka, po to żeby usunąć "wątpliwą" drzazgę z oka mojego brata? Kiedy tak rozmyślałam nad tym poczułam się trochę jakby w pułapce - błędnego mojego myślenia. Jezus mnie przytulił:) Powiedział: "Spokojnie... czy ty mnie w ogóle słuchasz? :) Co ci dzisiaj powiedziałem przez proroka Ezechiela? Bądź czysta przede Mną, słuchaj tego co do ciebie mówię, a później tym żyj. Uzdolnię Cię do mówienia prawdy z miłością.


Kiedy tak zatrzymałam się na tych słowach, św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 13, 8-10) powtórzył za Jezusem prawdę o miłości:) Poza wzajemna miłością cóż jest ważniejszego? Pamiętam słowa Ojca Świętego Jana Pawła II: "Bóg jest Miłością!" I do miłości wszystko się sprowadza. Wszystkie przykazania zawierają się i mają sens w nakazie: "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego". Miłość nie wyrządza zła bliźniemu". Św. Paweł to niegłupi gość, jednym zdaniem obalił całą moją teorię i pozwolił zrozumieć o czym mówił Jezus... belka i drzazga w oku brata? Stań w pokorze... stań w postawie pełnej miłości wobec drugiego człowieka i jeżeli nawet będziesz uważał drogi Przyjacielu, że nie wypada się odezwać, bądź nie masz argumentów lub totalną porażką jest iść w strugach deszczu podczas Marszu dla Życia i głośno manifestować: Tak! Kocham życie! i... nie wolno zabijać chociażby nie wiem co!!! Nawet jeżeli z powodu powiedzenia swojemu szefowi, że żyje w konkubinacie, cudzołoży - jednym słowem, możesz wylecieć z pracy...(!) to kochany, odważny Przyjacielu "ocalisz swoją duszę". Wiesz, jak ciężko jest mówić młodym ludziom, że współżycie przed ślubem jest moralnym złem? Stosowanie antykoncepcji jest grzechem ciężkim? Wiem... bo pracuję w Poradni, gdzie spotykam się z kpiącym uśmiechem i na pytanie o miłość, słyszę: my już wszystko wiemy! Tak, wiecie, tylko niestety nie od tej strony co trzeba! A później gorzkie łzy i w ciągu roku status: rozwodnik. Niezbyt ciekawa perspektywa.


Dzisiaj potrzeba świadków Bożej prawdy... Moje najmłodsze dziecko przyszło któregoś razu z podwórka z takim tekstem: "Mamo, jeżeli jest jakaś biedna rodzina, to może "usunąć" dziecko?" Szczęka mi opadła i nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, ale spojrzałam na szeroko otwarte, pytające oczy. "Nie, dziecko, nigdy nie wolno nikogo zabić! Nigdy nie wolno...". Usłyszałam: "usunąć" - nawet wtedy jak są bardzo biedni? Musiałam odłożyć swoje zajęcia, przytulić mojego małego, ciekawego świata szkraba i wytłumaczyć... z miłością. Tylko tak... bo inaczej po prostu się nie da.


Drogi Przyjacielu, też przeżywam takie chwile, że nie wiem... co powiedzieć, jak? powiedzieć, aby nie zranić drugiej osoby. Wtedy pytam Pana... przede wszystkim Jego, później szukam wsparcia u innych. Kiedyś, już św.p. O.Józef Możdrzeń SJ, rozmawiał z chłopcem, który powiedział, że współżyje z dziewczyną... ale zaraz zaczął zapewniać, że on tak ją mocno kocha... i to dlatego. O.Józef powiedział tak: A gdyby ta dziewczyna po akcie zaraz zmarła... czy powiedziałbyś: ja tak z miłości wtrąciłem ją do piekła! Niesamowita mądrość Ojca... i zarazem powiedzenie prawdy z miłością.


Idąc dalej. Mocne Słowo Pana na dziś zwala z nóg. Najpierw Bóg przez Ezechiela, teraz bezpośrednio sam Jezus w Mateuszowej Ewangelii Mt (18,15-20) mówi wprost: "Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy". No właśnie drogi Przyjacielu: W cztery oczy! A czy przypadkiem nie jest tak, że najpierw wie cała okolica... a dopiero później osoba zainteresowana? Łatwo jest mówić o czyichś upadkach i błędach innym, ale jemu samemu? Co za niedorzeczny pomysł! A jednak!... Jezus mówi wyraźnie: w cztery oczy. Powiem szczerze, że długo musiałam siedzieć u stóp mojego Mistrza zanim to zrozumiałam... W cztery oczy - ale z wielką, ogromną miłością. Bo jeżeli bez miłości zostanie zwrócona uwaga, odbije się to rykoszetem i zaboli dużo bardziej. Wczoraj przeczytałam w jednym z rozważań: "Nawet Boży nakaz nie może być stawiany ponad miłością" - wszystko w temacie. Powtórzę się: najważniejsza jest miłość i zacytuję jeszcze raz św. Pawła: "Miłość nie wyrządza zła bliźniemu". Drogi Przyjacielu jeżeli masz trudności w wypowiedzeniu prawdy z miłością, pamiętaj: w cztery oczy, nie odchodź od Jezusa, dopóki On nie uzbroi Cię w słowa pełne miłości, w przebaczenie i zrozumienie. Nie lękaj się i nie bój. Nawet jeżeli ktoś będzie się śmiał i powie: co ty taki nawiedzony jesteś?! Nie lękaj się... na dobrej drodze jesteś. Wiesz co powiedział dalej Jezus? : "Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata" - cudowna perspektywa... Jezus tu mówi o zbawieniu tego człowieka. Niesamowite!


Kochany Mężu, Kochana Żono! Ty w szczególności jesteś odpowiedzialny za zbawienie współmałżonka. Jak możesz pozwalać na grzech w Waszym małżeństwie? Tolerować go, może zmuszać? albo przymykać oko na różne sprawy... z nadzieją, że będzie dobrze! To ja ci dzisiaj mówię: Nie będzie dobrze! Jesteście za siebie nawzajem odpowiedzialni, macie wspólnie dążyć do świętości. Więc czemu z miłością, w cztery oczy, nie mówisz o tym co trzeba zmienić?


Kiedyś przyszła do mnie koleżanka, która poprosiła: naucz mnie metod rozpoznawania płodności! Stosujemy od lat stosunki przerywane... mam tego dość! Najchętniej uciekłabym gdzie pieprz rośnie przed moim mężem! Mam totalne lęki przed współżyciem i (przepraszam za wyrażenie, postaram się określić najdelikatniej jak można jej słowa): wymiotować mi się chce na samą myśl o tym! Zaczęłyśmy naukę jej własnego ciała. Z radością odkrywała prawa rządzące jej organizmem. Nauczyła się metod na perfekt. Po jakimś czasie spotkałam ją, ale już z daleka wyczułam smutek... Powiedziała: Nic z tego... mój mąż wyśmiał mnie jak tylko wyciągnęłam termometr... Jedna postawa, jedna kpina, spowodowała, że wszystko: cały jej zapał i radość związaną z poczucia, że jest w pełni kobietą... zniszczył... śmiejąc się.


Smutne to... nawet bardzo. Ile potrzeba wówczas wieczorów spędzonych w cztery oczy? Ale tutaj musiało zaistnieć coś więcej. I o tym za chwilę mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii: " Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa". Przytuliłam ją wówczas... a ona wyznała mi, że mąż siedzi po uszy w pornografii, karmi się tym, mało tego ogląda "filmiki" w pokoju , w którym śpią dorastający synowie.... MASAKRA! I właśnie tutaj rada Jezusa ma swoją rację bytu. Potrzeba osoby, bądź osób, które pomogą mu z tego wyjść. Osób, które też swoim świadectwem przyprowadzą go do Jezusa, który uleczy uzależnienie, pomoże wyjść z nałogu.


Dalej słowa Jezusa są jeszcze bardziej radykalne: "Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik".... I znowu wrócę do Ezechiela. Mamy przed Bogiem odpowiedzialność za naszych braci. I albo będziemy obarczeni śmiercią naszego brata, który trwa w grzechu, albo ocalimy naszą duszę. Por. (Ez 33, 7-9). Nie jest to łatwe. Jan Chrzciciel musiał przypłacić życiem to, że nie dawał spokoju Herodowi, mówiąc o jego cudzołóstwie z Herodiadą.


Zaskakująco kończy się dzisiejsza Ewangelia. Pomyślałam nawet sobie, że dwa ostatnie zdania nie pasują do całości. Ale oczywiście Pan rozjaśnił moje ciemności... Jezus mówi o modlitwie: "Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o cos prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec(...)Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich". I pomyślałam... modlitwa wstawiennicza za osobę, która błądzi, czyni cuda. Dlatego wcześniej pisałam też o modlitwie, żeby prosić Pana o dwie rzeczy: aby pozwolił słuchać Go i żyć Jego wskazaniami oraz aby dodał odwagi i uzdolnił do mówienia z miłością do osoby, która błądzi.


Dzięki za to spotkanko Panie:) Jak zwykle niezawodny Jesteś:)


Agnieszka Frydrych