niedziela, 11 września 2011

Złość i gniew... to uczucia, które nie podlegają ocenie moralnej...


...a tymczasem Księga Syracydesa (27,30-28.7) wyraźnie mówi, że "są obrzydliwościami, których pełen jest grzesznik". Mocne słowo mojego Pana. Jak czytam Syracydesa dalej... serce na chwilę przestaje bić: "Tego, który się mści, spotka zemsta od Pana: On grzechy jego zachowa w pamięci". Kiedy zatem podlegają ocenie moralnej? Bo to, że przychodzą i są to rzecz jasna - naturalne. Natomiast, kiedy spotykają się z tak surową oceną? kiedy są "obrzydliwością" w oczach Pana i kiedy On je zachowa w pamięci? Otóż wtedy drogi Przyjacielu, kiedy zaczynasz wchodzić głębiej w swoją złość.. wprowadzasz ją w czyn... urasta ona do granic możliwości... wzbudza w tobie gniew - taki niepohamowany, który niszczy ciebie, drugą osobę i wasze relacje. Dlaczego św. Paweł powiedział: "gniewajcie się lecz nie grzeszcie" i w innym miejscu: "niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem"?


Bo zapewne każdemu z nas nie jest obcy gniew. Czasami można się "wkurzyć" i to porządnie! Ale trzeba umieć panować nad swoimi uczuciami, trzeba umieć powiedzieć sobie "stop!" w momencie kiedy w parze z gniewem i złością idzie brak przebaczenia... o!, to już naprawdę zaczyna się problem, bo "gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia?(..) jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów?". Brak przebaczenia jest grzechem i to wcale nie małym, który blokuje w nas Bożą łaskę. Jest jak pancerz, który jest nie do przebicia. Łaska Pana obija się od niego jak piłeczka od ściany! Czy wiesz, że Pan stworzył cię dzieckiem światłości? Jesteś cały skapany w Bożym świetle. Ale jeżeli w twoim sercu jest nawet cień nieprzebaczenia "opancerzasz się" cały - od stóp do głów - i Pan może zesłać całą lawinę swojej łaski, ale ty jej nie przyjmiesz! Nie przyjmiesz uzdrowienia Jezusa, które płynie z otwartego Jego boku... bo wszystko zależy od ciebie - od twojej decyzji i otwartości na Bożą pomoc w kwestii przebaczenia. Jeżeli zauważysz drogi Przyjacielu, że do twojego serca zakrada się "usprawiedliwienie" i myślisz sobie: mam prawo się złościć i gniewać, bo to on - to mój brat! mnie bardzo skrzywdził i mam prawo... pielęgnować w sobie... brak przebaczenia... to bardzo cię proszę: pomyśl! I poszukaj uzdrawiającej obecności Pana. On pomoże, On dotknie twojego zranienia i uzdolni cię do przebaczenia. Ale aby to zaistniało musisz(nie lubię tego słowa, ale w tym wypadku chyba jest konieczne) wykonać mały wysiłek - trzeba abyś się otworzył, aby przez tę małą szczelinę dostało się światło Bożej łaski, które uzdolni cię do przebaczenia i uzdrowi w tobie brak przebaczenia.


Nie łatwo jest przebaczyć osobie, która krzywdzi, ale wiesz jakie owoce przynosi właśnie przebaczenie? Nie jesteś w stanie tak naprawdę tego ogarnąć, pojąć. I nie czekaj aż ktoś pierwszy wyciągnie rękę. Dwa dni temu spotkała mnie bardzo trudna sytuacja. Zostałam zraniona.. przez osobę, która dość często mnie rani. Jaka była moja pierwsza reakcja? Oczywiście zdenerwowałam się do granic możliwości. Ponieważ był wieczór i byłam bardzo zmęczona, szybko zasnęłam. Ale czułam, że coś jest nie halo - pamiętałam o całym zdarzeniu i czułam się źle. Kiedy rano wstałam Boża łaska wyraźnie popychała mnie, aby zadzwonić do tej osoby. Oczywiście zaczęłam się bronić i tłumaczyć: dlaczego znowu ja? Przecież to ona na mnie naskoczyła! No dobra Panie - (w końcu poddałam się) - Ty lepiej wszystko wiesz. Zadzwoniłam... zaczęłam rozmowę o "wszystkim i o niczym", ale absolutnie z pozytywnym wydźwiękiem. Usłyszałam po drugiej stronie słuchawki... głos lekko zaskoczony... i ku mojemu totalnemu zaskoczeniu i zdziwieniu z ust tamtej osoby padło słowo: "przepraszam" - a tego to się w ogóle nie spodziewałam. Zadzwoniłam tylko po to, aby rozładować sytuację i normalnie rozmawiać... ale takiej reakcji nie spodziewałam się, a tym bardziej nie oczekiwałam. Wieczorem dodatkowo poszukałam umocnienia i oddałam tę sytuację w sakramencie Bożego przebaczenia - spowiedzi.


Kiedyś podczas rekolekcji Ojciec James powiedział: Byłem bardzo poraniony przez pewne osoby. Jezus poprosił mnie, abym poszedł do nich i pojednał się z nimi. Byłem przeciwny - zadałem pytanie: Panie, ale dlaczego to ja mam przepraszać, przecież to te osoby zrobiły mi krzywdę.. Jezus powiedział: Idź! I właśnie tak zrobiłem. Przebaczenie, które dokonało się wówczas było wyzwalające i uzdrawiające nie tylko dla mnie samego, ale również dla osób, do których posłał mnie Pan.


To świadectwo Ojca bardzo mnie poruszyło. Zapadło mi głęboko w serce. Dlatego moje zachowanie w stosunku do osoby, która mnie zraniła było jednoznaczne i również było wyzwalające. Nie czekaj zatem drogi Przyjacielu na czyjś gest, to ty pierwszy wyciągnij rękę do zgody.


Pozwól proszę... jeszcze tylko kilka myśli konkretnie z dzisiejszej Ewangelii Mt 18,21-35. Dług na dziesięć tysięcy talentów... normalnie masakra... nie do spłacenia nawet i za 100 lat! Wyobraź sobie, że jeden talent równy jest 34 kilogramom czystego złota. Zatem dłużnik z dzisiejszej Ewangelii winien był swojemu panu 10.000 talentów... w przeliczeniu na dziś: 340.000! kg. złota. Żeby było jasne, napiszę kwotę słownie: trzysta czterdzieści tysięcy kilogramów czystego złota!!! Naprawdę... można się załamać! Tak na marginesie - chrześcijanin nigdy nie może się załamać! Postawmy jednak się w miejsce dłużnika z Ewangelii - nie ma z czego oddać kasy - pan każe go sprzedać wraz z żoną i dziećmi i całym jego majątkiem! Co innego mu pozostało jak tylko upaść do nóg i błagać!!! Tak też zrobił. I pan cały ten dług mu darował... 340.000 kg czystego złota!!! Lecz jak tylko wyszedł..cały wolny i z czystym kontem... żadnych długów: żyć nie umierać! Co robi? Spotyka jednego ze współsług, który był mu winien tylko 100 denarów (3 miesiące pracy - jeden denar to dniówka)... chwyta go i zaczyna dusić: Oddaj coś winien!!! Tamten błaga... "miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie".. w odpowiedzi, niewdzięczny sługa wtrąca go do więzienia! Żal mi go jak nie wiem co... bo kompletnie nic nie zrozumiał z lekcji, którą przed chwilą sam przeżył! Smutne to!


Drogi Przyjacielu... każdy z nas.. i ty i ja, wobec Pana jesteśmy dłużnikami i to niewypłacalnymi! A Bóg wybacza nam za każdym razem i to za darmo! Jeżeli zaś ja nie przebaczam.. to znaczy, że łaskę przebaczenia, którą otrzymuję, zatrzymuję tylko i wyłącznie dla siebie i traktuję to jako taki osobisty, mój przywilej, tylko mój! A inni już do tego nie mają prawa? Dlatego marnie kończy sługa z dzisiejszej Ewangelii.. ten sam, który w jednej sekundzie był wolny... "Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?" Uniesiony gniewem pan oddał swego sługę katom... "Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu". Czy dotarło do ciebie tak do końca to ostatnie zdanie z Ewangelii? "Trochę" mrozi... ale właśnie tak jest! Nie ma co naginać Ewangelii.


Wiem!.... często trudno jest przebaczyć... bo jak może wybaczyć kobieta zgwałcona? Jak może rzucić się na szyję ojcu ze słowami na ustach "kocham cię tatusiu" ... molestowana przez niego córka. Ale i coś zupełnie zwyczajnego... czasami nie możesz wybaczyć komuś, kto nazwał cię głupim - niby nic a zadra zostaje i myślisz: ręki mu nie podam! Czytaj wtedy dzisiejszą Ewangelię tyle razy, aż ją zrozumiesz! I jeszcze jedno: proś Pana, aby uzdrowił twoją pamięć.. dzisiaj podczas homilii usłyszałam historię osoby, która od 20 lat nie potrafiła wybaczyć swojej siostrze. Kapłan jej poradził: to czas najwyższy wyciągnąć do siostry rękę, czas to zmienić. Ojcze, to niemożliwe... moja siostra od 15 lat nie żyje... Straszne... tak pamiętać i tak zapamiętać się w braku przebaczenia, że nawet śmierć tego nie zmienia... Tylko Jezus jest w stanie uleczyć naszą pamięć i brak przebaczenia.. tylko On!


Przyjacielu, mam prośbę: módl się ze zrozumieniem słowami modlitwy "Ojcze nasz" bo jest tam taki moment kiedy Boże przebaczenie dotknie mnie i ciebie wówczas kiedy sami z serca przebaczymy.


Agnieszka Frydrych