niedziela, 25 września 2011

Czyżby moje "tak" w rzeczywistości oznaczało "nie"???


Pobudzasz dzisiaj Panie do myślenia... pytasz wprost: "Co myślicie?" Moim pragnieniem jest myśleć -w Twoim rozumieniu - właściwie. Więc najpierw proszę o Twojego Ducha, aby ogarnął mnie całą, spraw, abym poruszała się w obszarze Twoich myśli - tylko tak, inaczej nie chcę. Tak, usłyszałam Twoją prośbę: "Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy". Słyszę to zdanie wielokrotnie w ciągu dnia: Zajmij się dzisiaj dobrze swoimi dziećmi. Bądź trochę bardziej dla nich wyrozumiała, uzbrój się w cierpliwość, znajdź dla nich czas. Twój mąż potrzebuje ciebie: dobrego słowa, ciepłego posiłku, drobnych uprzejmości, twojej pogody ducha, w końcu i tak bardzo potrzebnej czułości.


Dzieciaki na katechezie są spragnione Mnie, powiesz im dzisiaj o Mnie? Nauczysz ich Mojej Miłości? Będziesz dobrym Moim świadkiem wszędzie tam gdzie cię poślę? Dzisiaj poślę cię tam, gdzie nie za bardzo masz ochotę iść... ale pamiętaj uzdolnię cię do tego, abyś poszła porozmawiać z tą osobą... wiem, że za bardzo jej nie trawisz, ale czyż właśnie w niej, nie spotkasz się ze Mną? Czekam na ciebie w swoim Słowie, będziesz chciała mnie dzisiaj posłuchać? Znajdziesz dla Mnie czas? Dzisiaj będę specjalnie dla ciebie sprawował Eucharystię... przyjdziesz? Chcę, abyś powiedziała świadectwo - lubię jak mówisz o Mnie - dlaczego się jeszcze wahasz, zastanawiasz? Bądź dzisiaj Moim wzrokiem, Moimi ustami, poczuj Moje pragnienia, bądź przedłużeniem Moich rąk... Bądź tego pewna, że uzdolnię cię do tego wszystkiego, obdarzę potrzebnymi łaskami do wykonania tych wszystkich zadań... tylko... czy odpowiesz: "Idę Panie"?


Za wszystkie moje "tak" wypowiedziane przed Tobą, ale bez pokrycia... przepraszam. Najnormalniej w świecie okłamałam Cię. Bo powiedziałam "tak" i czułam, że Ty jesteś obok... ale tak naprawdę moje "tak" niestety przekształciło się w "nie"! Setki wymówek... tysiące wytłumaczeń... miliony usprawiedliwień... Źle mi z tym Panie jest. Niewierność w wielu sprawach to właśnie fałszywe "tak" wypowiadane przed Tobą. I tak dzień po dniu, nie wypełniam Twojej woli...


Ktoś może powie: e tam... to taki drobiazg! Nawet nie warto się nad nim dłużej zatrzymywać. A jednak! Tak bardzo zwracamy uwagę na to, aby nie popełnić grzechu... a zaniedbanie dobra? A zaniedbanie natchnień Boga? Może jest tak, że mamy swój świat, tak szczelny i hermetyczny... że nie ma w nim miejsca na wolę Pana? Jesteśmy poukładani w każdym calu i na każdym kroku według naszego upodobania - naszego, nie Pana! - wypowiadamy przed Nim "tak", ale czy na pewno jest to "tak" dla Niego? "Pozorna zgoda, deklaracja, zapewnienie, które nic nie kosztuje i pozostaje jedynie ozdobnikiem na ustach mówiącego. Zbyt wielu dzisiaj mówi "tak" wszędzie i w każdej sytuacji, obnosi się z własną wiernością i łatwo potępia niewierności innych, a wszystko po to, by nikt i nic nie było w stanie zakłócić im dobrego samopoczucia, czyli "świętego spokoju".(Oremus wrzesień 2011 str. 115 - komentarz do dzisiejszej Ewangelii Mt 21,28-32)... I wydaje się, że tak naprawdę pokorni jesteśmy... mówimy, ale nie czynimy! Przepraszam, muszę to nazwać po imieniu: co za obłuda! Panie, przepraszam za moją obłudę, chcę teraz prosić Cię, abyś dotykał miejsc, które potrzebują uzdrowienia... abyś dotknął mojej obłudy. Bo tylko Ty możesz sprawić, aby moje "tak" było przejrzyste.


Czasami mam coś w sobie z drugiego syna... na szczęście:). Ale czasami, a może nawet częściej niż mi się wydaje mówię: "Nie chcę!". Postawa jednoznaczna: nie chcę! Ale Ty Panie obejmujesz swoje krnąbrne dziecko i sprawiasz, że stanowcze: "nie chcę" przemienia się w pragnienie: a właśnie, że chcę! Ty nie pamiętasz już o moim: "nie chcę" w momencie kiedy idę i wypełniam Twoją wolę. Tak na marginesie: umówmy się:) - z tym wypełnianiem Twojej woli to nie jest taka prosta sprawa. Bo zawsze wkrada się moje "ja"... niestety! Klękam przed celnikami i nierządnicami... bo jak mi dzisiaj powiedziałeś, to właśnie oni wchodzą przede mną do Twojego Królestwa. Bo ich "tak" jest przejrzyste. Ezechiel (18,25-28) mi dzisiaj to uzmysłowił na maksa: "Jeśli bezbożny odstąpi od bezbożności, której się oddawał, i postępuje według prawa i sprawiedliwości, to zachowa duszę swoją przy życiu. Zastanowił się i odstąpił od wszystkich swoich grzechów, które popełniał, i dlatego na pewno żyć będzie, a nie umrze".


A wracając do początku proroctwa. Pan powiedział, odpowiadając na zarzut: "sposób postępowania Pana nie jest słuszny" : " Czy mój sposób postępowania nie jest słuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne?" Postępowanie przewrotne... "trochę" mrozi to stwierdzenie. Bo znowu widzę siebie w roli pierwszego syna, który mówiąc "tak" postępuje na "nie". I na taką postawę Ezechiel ma odpowiedź: " Jeśli sprawiedliwy odstąpił od sprawiedliwości, dopuszczał się grzechu i umarł, to umarł z powodu grzechów, które popełnił" Niby tacy sprawiedliwi jesteśmy wypowiadając "tak", które w rzeczywistości oznacza "nie"... Ezechiel mówi jasno co spotyka taką postawę. Kiedyś na katechezie uczeń zadał mi pytanie: Czy jakby szatan się nawrócił... to czy Pan Bóg by mu przebaczył? Odpowiedź jest oczywista i prosta... ale! Otóż... to co tutaj napiszę jest bardzo smutne... cała prawda o Złym jest taka... raz wypowiedziane NIE!!! przed Panem z jego strony niestety ciągle wybrzmiewa. I tak prawdę mówiąc szczerze się mu dziwię... inteligencja stworzona przez Pana, powołany do niesamowitych rzeczy: Niosący światło - tak brzmi jego imię w zamyśle Pana..oglądający Pana twarzą w twarz! I przebywający w Jego obecności... wypowiada swoje "NIE!!!", które nie ma końca... Smutna prawda... ale czy ta prawda nie wybrzmiewa również i w naszym życiu? ...


"Bóg tymczasem w swojej szalonej miłości do nas, po całej serii zbyt licznych "tak", które oznaczają "nie" i "nie", które znaczą "tak", i jeszcze liczniejszych "ale", chciałby wreszcie usłyszeć... milczenie posłusznego syna" (Oremus)


I na koniec słowo św. Pawła Flp (2,1-11). Apostoł mówi: "dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich". W tej Pawłowej prośbie wybrzmiewa doskonałe "tak" dla Pana, na każdej płaszczyźnie życia.


Przyjacielu, życzę Tobie i sobie postawy drugiego syna. Błogosławione "tak" wypowiadane nieustannie przed Panem... błogosławione, czyli szczęśliwe.


Agnieszka Frydrych