4.jpg

czwartek, 10 lutego 2011

Jestem po to, by kochać... kilka myśli o kontaktach damsko-męskich


Jeżeli ktoś już czytał rozważania o narzeczeństwie, to niech mi wybaczy, ale niestety się powtórzę. Nie wyobrażam sobie, aby mówiąc o kontaktach damsko - męskich nie zacząć od początku... od Księgi Rodzaju. Kiedy Bóg zasadził ogród Eden, umieścił tam człowieka, którego stworzył - Adama. Już po krótkiej obserwacji stwierdził: "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc" (Rdz 2,18). Przyprowadza do niego "wszelkie zwierzęta lądowe i ptaki powietrzne". Ale niestety mężczyźnie to nie pomogło w zapełnieniu swojej samotności. Nasunęła mi się tutaj taka myśl: mimo cudownego ogrodu i powierzenia władzy człowiekowi na ziemi (mężczyzna miał dowolność jeżeli chodzi o nazewnictwo przyprowadzonych do niego zwierząt, ale nie tylko), cieszył się obecnością samego Boga!... mimo tego "nie znalazła się pomoc odpowiednia" dla niego.


Bóg znał serce Adama na wskroś. Widział jego smutek, jego samotność, jego tęsknotę... może jeszcze mężczyzna nie wiedział za czym lub za kim tęskni... ale jego serce i jego cała istota wołały za kimś, kto będzie z nim tworzył całość i jedność... I Pan to zobaczył. Sprawił, że Adam pogrążył się w głębokim śnie. A kiedy spał, wyjął jedno z jego żeber i zbudował z tego żebra niewiastę. Kiedy Adam obudził się i zobaczył stojącą obok niego dziewczynę, wykrzyknął (w Piśmie Świętym zamiast słowa "wykrzyknął" jest: "powiedział", ale czyż wykrzyknik na końcu tego zdania nie świadczy o okrzyku?): "Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mojego ciała!" (Rdz 2,23). Był to okrzyk pełen zachwytu i radości. Ewa musiała być bardzo piękna. Zachwyciła do granic możliwości Adama. W końcu poczuł i był pewien tego, że tworzy z nią jedno, że bez niej już nie będzie umiał żyć.


W kontekście słów Adama i w ogóle całego opisu stworzenia człowieka... nasuwa mi się taka refleksja: drodzy Panowie, jeżeli, któremuś z Was uda się przypadkiem wygłosić teorię: "Bez baby da się żyć! (i to jak!)" bądź: "Dam sobie bez niej radę"... Drogie Panie: jeżeli słyszę zdanie: "Jestem samowystarczalna, a facet do szczęścia jest mi zupełnie niepotrzebny"... uśmiecham, ale trochę tak ze smutkiem. Bo to po prostu zwykła nieprawda jest. Pan nie stworzył człowieka jako mężczyznę i tylko mężczyznę. Pan stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę i dopiero wówczas obydwoje tworzą jedność, do tego stopnia, że stają się jednym ciałem por. (Rdz 2,24).


Zanim jednak dojdzie do jedności ciał, zaistnieć powinno najpierw coś innego. Wzajemna fascynacja i ogromny pociąg w swoim kierunku. Tzn. mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny. Owo zafascynowanie, zauroczenie... drżenie na widok ukochanej osoby i przyśpieszone bicie serca... uśmiech pojawiający się na twarzy na samą myśl o ukochanej osobie i ciągłe myślenie tylko o nim, tylko o niej... są to promyki dane nam przez Pana. I cóż mogą one oznaczać? Zakochałam się... zakochałem się.


Zakochanie to taki stan, gdzie uczucia i emocje biorą górę na maksa. Czy zakochanie jest potrzebne? Na pewno jest bardzo miłe i może być początkiem pięknej miłości. Ale czasami nie ma nic wspólnego z miłością. Zakochanie się... to niestety często przejaw egoizmu. Zakochałem się... tzn. MNIE jest bardzo dobrze, bardzo miło, spędzam z osobą, w której się zakochałem mnóstwo czasu... ale czy chcę, czy szukam jej dobra? Najlepiej to widać przed ślubem kiedy chłopak (czy dziewczyna, bo dzisiaj to już z tym różnie jest) ciągnie tę drugą osobę do łóżka. I bardzo często uczucie zakochania nazywają miłością. Więcej na ten temat w "Rozważaniu o okresie narzeczeństwa" http://www.koscioldomowy.lomza.pl/index.php/formacyjne/26-inne/89-okresnazecenstwa


Miłość jest darem z siebie... w dodatku bezinteresownym! Nie jest uczuciem! Jest pragnieniem dobra drugiej osoby. Najlepiej o tym pisze św. Paweł w Hymnie o miłości: (1 Kor 13,1-13). W kontekście słów Pawłowych warto zadać sobie pytanie: czy kocham miłością cierpliwą? łaskawą? - bez względu na to jaki jest współmałżonek? Czy akceptuję go takim jakim jest? A może chcę go zmieniać? Narysowałam/em sobie ramki i muszę koniecznie wcisnąć go w ten obraz - koniecznie w taki, jaki JA sobie wymarzyłam/em! O nie, nie tędy droga. Miłość wymaga tego ode mnie, żebym to ja zaczęła od siebie. Żebym to ja zaczęła zmieniać swoje życie, swoje nawyki i postępowanie. To nie mąż jest winien tego, że ciągle się irytuję... to mnie brakuje cierpliwości i muszę się uczyć jej każdego dnia na nowo.


Idąc dalej drogą Hymnu o miłości:


Miłość nie zazdrości- jeden aspekt zazdrości tylko poruszę. Nie będę szukać w moim współmałżonku jakiejkolwiek zdrady, wierzę mu i ufam. Nie będę go ograniczać. Ma prawo do wyboru przyjaciół. Cieszę się z jego czystych i szczerych intencji. Miłość nie szuka poklasku, nie unosi się pychą - nie będę ciągle udowadniać, że to "ja jestem górą" we wszystkich przedsięwzięciach, że to tylko ja mam rację i ja tu rządzę!


Miłość nie jest bezwstydna... zachowam czystość w moim małżeństwie, we współżyciu. Chcę, aby nasze życie małżeńskie było święte pod każdym względem, a łoże nieskalane por. (Hbr 13,4), nie będę wystawiać naszej intymności na pośmiewisko - to nie jest teren do żartów.


Miłość nie szuka swego - będę pracować nad swoim egoizmem, umniejszać swoje ja, nie szukać siebie i dobra swojego tylko dobra współmałżonka.


Miłość nie unosi się gniewem - może i czasami puszczą mi nerwy... ale teraz pytanie co z tym zrobię? Czy opanuję w porę mój narastający gniew, krzyk, złość?


Miłość nie pamięta złego - pamiętać o tym co dobre i nieustannie za to dziękować. Nie wolno nigdy wypominać współmałżonkowi jego błędów, podkreślać ich na każdym kroku.


"Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje"(1Kor 13,7-8a)


No właśnie... Miłość małżeńska jest wierna, wyłączna i nigdy się nie kończy! Mój współmałżonek dany mi jest na zawsze, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Więc nie ma co kombinować i szukać dróg ewakuacji. Wszystkie swoje siły trzeba zmobilizować na pogłębianiu miłości. W związku z tym nasuwa się pytanie: co zrobić, aby nasza miłość małżeńska nieustannie pogłębiała się? Zadajmy najpierw pytanie kobietkom:


Co robisz, aby być ciągle atrakcyjna dla swojego męża?... Zatrzymajmy się przy słowie "atrakcyjna"... kobieta atrakcyjna kojarzy się - posłużę się tekstem, jakim bardzo często posługują się Panowie - z "nieziemską laską" - działam tu na wyobraźnię i nie będę w szczegółach tłumaczyć co mężczyźni rozumieją pod tym pojęciem (w tym miejscu powinien pojawić się bardzo szeroki uśmiech).


Zatem drogie Panie, co to znaczy być atrakcyjną dla swojego mężczyzny? Faceci to wzrokowcy! Dlaczego Adam powiedział to, co powiedział, przy stworzeniu Ewy? Bo ją ZOBACZYŁ!. Najpierw ją zobaczył. A dopiero później zaczął ją poznawać... Każdy lubi zawiesić oko na zadbanej kobietce! A ona wcale nie musi mieć figury super modelki... oby nie!, bo kobieta powinna być kobietą... myślę, że każdy wie co chcę przez to powiedzieć... Natomiast zadbać o siebie - to tak naprawdę wystarczy niewiele... należy tylko wyrzucić z szafy porozciągane swetry, za duże dresy i poplamione podomki. Jeżeli trzeba Kochana Żono - zrób dyskretny makijaż i starannie uczesz włosy, dobierz odpowiednie perfumy... ale to nie wszystko...


Kobieta musi mieć w sobie to coś, co nieustannie będzie pociągało mężczyznę... jej prawdziwe piękno złożone zostało w jej sercu. Wypływa ono na zewnątrz i widać je w całej jej istocie. Zawsze cicha (nie wrzaskliwa), uśmiechnięta, pełna pokoju, mówiąca z umiarem (chociaż to będzie trudne - wiem!, bo sama jestem kobietą)... dbająca o najmniejszy szczegół... tam świeże kwiaty, tutaj nowy obrus... To wszystko składa się na jej wrażliwość i na jej piękno.


O jednej rzeczy chcę jeszcze powiedzieć: żeby nie zapomniała o prawidłowej relacji z Panem - z całym szacunkiem do każdego męża - to Jezus jest pierwszym Oblubieńcem Twojej żony. To On powinien być na pierwszym miejscu w jej życiu. Mało tego, to On powinien być na pierwszym miejscu w Twoim życiu, w Waszym małżeństwie! Jeżeli będzie inaczej... po omacku będziecie szukać namiastek szczęścia i na pewno go nie znajdziecie.


Kochana kobietko! Czy wiesz, że Twój mąż po przyjściu z pracy potrzebuje przynajmniej 15 min. tylko dla siebie. Niech usiądzie w fotelu i po prostu odpocznie. Zapytaj ewentualnie, czy czekając na obiad nie napije się czegoś. Nie opowiadaj mu od drzwi o tym jak dzisiaj dzielnie "walczyłaś" z waszym dzieckiem, które było chore. Jak w ciągu godziny zmieniała się temperatura ciała i jaką konsystencję i kolor miały kupki Antosia. Nie zasypuj go szczegółami. Facet jest konkretny. Wystarczy mu informacja, że było ciężko, ale sytuacja już opanowana.


Będzie to trudne oczywiście, bo kobieta MUSI SIĘ WYPOWIEDZIEĆ- o tym też proszę, aby panowie pamiętali. Kobieta potrzebuje mówić o tym co ją dotyka, mało tego, potrzebuje mówić o tym w najmniejszych szczegółach! Pozwól swojej żonie opowiadać o wszystkim. Ale wracając do tematu: mężczyzna MUSI mieć swoje 15 min... Harował cały dzień bardzo ciężko i w końcu wraca do domu, gdzie chce po prostu odpocząć - przy cichej, spokojnej żonie.


I jeszcze jedno: jeżeli zabiera się do pracy np. naprawia rower - nie proś go jednocześnie o zrobienie innej rzeczy i to natychmiast! Bo to jest po prostu nierealne. On najpierw musi naprawić ten rower! To tylko Ty możesz robić kilka rzeczy jednocześnie: łyżką mieszać zupę, nogą kołysać wózek z dzieckiem, rozmawiać przez telefon i jednocześnie myśleć o tysiącu innych rzeczach! Pan obdarzył Cię niezwykłą podzielnością uwagi i niewątpliwie trzeba Mu za to podziękować... natomiast Twój mąż jest na pewno bardzo uzdolnionym człowiekiem, mężczyzną, który umie robić mnóstwo rzeczy, ale naprawiając rower nie może jednocześnie naprawić właśnie zepsutego miksera! Nie wymagaj tego od niego.


Tak samo nie wymagaj tego, aby się domyślał o co Ci chodzi. Mężczyźnie trzeba wszystko wyłożyć jak na tacy. Jasno i otwarcie wypowiedzieć swoje prośby, czy oczekiwania. Jeżeli będziesz mówić podtekstami, zastawiać znaki zapytania... bądź tego pewna, że mężczyzna na pewno się nie domyśli. To dotyczy różnych sfer, dotyczy również sfery Waszego pożycia małżeńskiego. Jasne wypowiedzenie swoich myśli, oczekiwań... na pewno będzie sprzyjało wzajemnemu porozumieniu się.


Zawsze staraj się zauważyć dobre momenty Waszego życia małżeńskiego. A szczególnie eksponuj to, co dobrego do małżeństwa wnosi Twój mąż. Mężczyzna potrzebuje podziwu dla swojej mądrości, dzielności, odpowiedzialności. Bycie prawdziwym mężczyzną nie polega - jak to dzisiaj stara się mocno zauważyć świat - tylko i wyłącznie na umiejętności współżycia seksualnego! On musi się poczuć mężczyzną na wielu płaszczyznach życia. Powinien czuć się głową małżeństwa, rodziny, wiedzieć, ze jest w stanie ochronić swoją kobietę, wiedzieć, że tylko on jest dla niej najważniejszy. Nie dzieci - gdyż one za chwilę wyfruną z gniazdka rodzinnego - a Wy zostaniecie, razem, do końca swoich dni. Dzieci są Darem, są bardzo ważne, ale dane nam zostały na krótki czas... - to temat do innego rozważania. Kobieta to ta, która rozumie, nie krytykuje, podnosi na duchu, swoją delikatnością ochrania swojego mężczyznę, wybacza i kocha mimo wszystko.


A teraz mężczyzna. Zadaj sobie pytanie: Czy kochasz swoja żonę taką jaka jest: piękną i dobrą, czasami rozkapryszoną i nieznośną, z całą jej cyklicznością (tutaj Panowie niezbędna jest wiedza na temat zmian hormonalnych, które zachodzą w organizmie kobiety w czasie każdego cyklu), czy przyjmujesz i akceptujesz to, że rano się serdecznie uśmiecha, a wieczorem jest nie do wytrzymania? To związane jest właśnie ze zmianami hormonalnymi i zupełnie od niej niezależne - inna rzecz, że kobieta świadoma swoich nastrojów powinna nad nimi panować i nie wykorzystywać tego faktu, aby uprzykrzyć życie swojemu mężowi i wszystkim wokoło.


Czy pomagasz swojej żonie w rozumieniu jej samej? A może jesteś tylko panem i władcą? - Przynieś, podaj, pozamiataj... Zauważasz jej starania?: posprzątany dom, dopilnowane dzieci, wyprasowane sterty ubrań, przygotowany smaczny obiad? Zauważ, że ona wszystko to robi pracując zawodowo? Postaw się na jej miejscu. Często jej praca jest ciężka - tak jak Twoja. A mimo wszystko po powrocie do domu, często bez chwili wytchnienia, zaczyna drugi etat: ma na głowie cały dom i dzieci, które potrzebują zainteresowania. Pranie, prasowanie, gotowanie, sprzątanie, dopilnowanie lekcji... (na tym się zatrzymam, bo artykuł nie zmieściłby się na naszą stronę).


Super, tak wrócić do czystego, przytulnego domku i jeszcze na dzień dobry dostać smaczny obiadek. Czy dostrzegasz to, że ona naprawdę się stara? Kiedy ostatni raz powiedziałeś jej, że jest piękna? Że ja kochasz? Jeżeli stwierdzisz, że 20 lat temu wypowiedziane: "kocham Cię" nadal obowiązuje, to powinieneś dostać solidne lanie! Kiedy ostatni raz dałeś jej kwiaty, bądź sprawiłeś jakiś prezencik? Może ostatni raz zdarzyło Ci się to tuż przed ślubem?


Czy dbasz o to, aby Wasze zbliżenia i cała sfera intymności były wielkim świętem? Co robisz, aby Twoja żona czuła się na tym polu do granic bezpieczna? Pamiętaj, że ona każde współżycie płciowe będzie łączyła z poczęciem dziecka. Bo to ona w pełni ponosi konsekwencje każdego zbliżenia, to ona przez 9 m-cy nosi w swoim łonie dziecko - czasami ten czas przebiega łagodnie, a czasami łączy się z ogromnym trudem. Później moment porodu - nie będę Wam mężczyznom tego tłumaczyć... bo tego wytłumaczyć się po prostu nie da. Trzeba to przeżyć, ale w zamyśle Pana Boga dane jest to tylko kobiecie... więc nie będę się nawet starać tego tłumaczyć. Kiedy dziecko przyjdzie na świat, kobieta znowu oddaje całą siebie, daje mu cząstkę swojego ciała - karmi go piersią.


Więc co robisz, aby pomóc jej w łagodnym spojrzeniu na tę piękną sferę Waszej płciowości? Może zmuszasz ją do stosowania antykoncepcji, może do użycia środków wczesnoporonnych? Nosisz swoją żonę na rękach, dosłownie i w przenośni? Kobieta potrzebuje usłyszeć np., że pięknie wygląda. Nigdy nie powinieneś powiedzieć swojej żonie, że jest: duża i silna! Trzeba tutaj sporo taktu i delikatności. Należy wziąć pod uwagę kategorie piękna i dobra - Jesteś piękna i dobra. Nie wolno żartować z piękna i dobra swojej żony i za każdym razem powtarzać, że zamiast kupować ciągle nowe ciuchy, powinnaś zastosować jakąś dietę - najlepiej cud! po to, aby zmieścić się w te stare. Panowie, nie tędy droga. Może Twoja żona tak na oko wydaje się bardzo skomplikowana, ale jak jej się przyjrzysz trochę bliżej... zobaczysz, że jest to druga połowa Ciebie - doskonale pasująca. A w komplecie tworzycie niezły duet.


Zaraz pewnie usłyszę: "Jesteśmy 20 lat po ślubie. Kto by myślał o takich bzdurach! Np. o noszeniu na rekach... Panowie, siłacze! Przecież Wy jesteście wprost do tego stworzeni! To nie są bzdury, Kochani Małżonkowie! To droga do szczęścia. Jezus, który złączył Was w Sakramencie Małżeństwa ciągle na nowo obdarza Was potrzebnymi łaskami. Czy z nich korzystamy???? On jest w stanie obdarzać nieustannie Miłością i o to samo nas prosi. Jego Słowo ma wielką moc! Czy łącząc nas razem przeznaczył nas do wegetacji? Czy uczucia, które dawno wygasły nie mogą wrócić? Mogą! Tylko oboje musimy się o to postarać. "Miłość jest jak kwiat - nie podlewany, po prostu usycha!"


Drodzy, kochający się małżonkowie. Pan nie dał nam prostego zadania. Łącząc ze sobą kobietę i mężczyznę... połączył dwa różne światy. Nasz Stwórca ma niezłe poczucie humoru! Chciałabym na koniec tych rozważań zadedykować Wam pewien tekst, nie jest mój i niestety nie podaję źródła i autora, ponieważ nie znam, ale myślę, że warto się nad nim pochylić:


"Ona wie, że on wie, że ona chce dostawać kwiaty. Kiedy on przynosi jej kwiatek po raz pierwszy, sytuacja jest nieco niezręczna, bo przecież on wie, że ona wie, że on wie, iż ona naprawdę marzy o tym kwiatku. Ale kiedy on pamięta o tym sam, i to przez dłuższy czas, to jest już całkiem miło.


On wie, że ona wie, że on potrzebuje 15 minut odpoczynku po powrocie z pracy. I on liczy na to, że skoro ona o tym wie, to mu postara się mu to umożliwić. I jakież to urocze, gdy wróciwszy z pracy, mąż słyszy, że obiad będzie za 15 minut, a na razie może położyć się i poczytać gazetę.


Ale może wcale tak nie być. Bo skoro on do tej pory o kwiatku nie pamiętał, to ona powinna zrozumieć, że myślenie o głupotach nie leży w męskiej naturze. Rozmawiali o tym nie raz i ustalili, że ich miłości nie zniszczą jakieś tam drobiazgi. I ona to przyjmuje, nie będzie przecież kłócić się o badylek, o powiew wiosny, o poryw serca. Nie będzie żądać powtarzania "kocham cię", skoro mąż zawyrokował, że te słowa wypowiedziane w narzeczeństwie nadal obowiązują. Nie będzie na siłę wciskać się w mężowskie objęcia i nadstawiać policzka do przelotnego pocałunku i ... i wielu innych rzeczy nie będzie robić, bo albo uschnie albo wmówi w siebie, że faktycznie tych "głupot" nie potrzebuje. A że przestała śpiewać przy gotowaniu? Że przestała ozdabiać dom wycinankami? Że przestało jej zależeć na ładnym wyglądzie? Nie można powiedzieć, że się zaniedbała, ale zniknęło nieuchwytne "coś", które czyni kobietę piękną. Nikt nie wie jak i dlaczego. Przecież powinna być szczęśliwa.


A może było jeszcze inaczej. Ona wie, jak ważne jest dla niego to 15 minut albo chwile zamyślenia, gdy przebywa "sam ze sobą". Słodkie "kochanie, o czym myślisz?" powtórzone po raz piętnasty nie sprzyja miłemu wieczorowi. Ona chce, żeby on był tylko dla niej, choć wie (bo on jej mówił), że pewna szczypta czasu jest mu niezbędna, żeby cały wieczór być tylko dla rodziny.


I teraz albo oboje będą się starać albo żadne. Bo gdy tylko jedno ustąpi (próba sił), pojawi się klasyczna "męczennica" czy "pantoflarz". I znowu kłopot, bo oboje czytali w podręcznikach psychologii, że nie jest to idealna relacja między dwojgiem ludzi. I on wie, że ona to wie, a ona wie, że on wie też".


Agnieszka Frydrych