niedziela, 16 października 2011

Kto jest Twoim Panem?


Panie, mocno chwyć mnie za rękę, tak jak Cyrusa. "Ty ujarzmisz przed nim narody i królom odepniesz broń od pasa, otworzysz przed nim podwoje, żeby się bramy nie zatrzasnęły" (Iz 45,1.4-6). Obietnica dana przez Ciebie raz na zawsze, będzie dotrzymana. Wiem to. Bo Twoje słowo jest jak miecz obosieczny - zdolne przeniknąć myśli i pragnienia mojego serca. Tnie w obie strony! Tego kto mówi, ale i tego kto słucha! Obiecujesz, że będziesz mnie mocno trzymał za rękę... czuję to w każdym momencie mojego życia... widzę to na każdym kroku. Przepraszam za moją niewdzięczność marudzenie i skarżenie się w momencie kiedy jest mi źle, bądź dotyka cierpienie.


Twoje zapewnienie, że MOCNO UJĄŁEŚ mnie za rękę w zupełności wystarczy. Ujarzmiaj zatem- zgodnie z obietnicą jaką dałeś Cyrusowi - wszystkie moje słabości, nieposłuszeństwo, brak szukania Twojej woli i chodzenie własnymi ścieżkami. Odpinaj broń mojemu wrogowi, który krąży jak zgłodniały lew, broń mnie od jego zasadzek i pokus. Otwieraj przede mną podwoje swojej łaski, pilnuj mnie, abym nie zatrzasnęła przed Tobą drzwi mojego serca. Pilnuj mnie Panie proszę! Bo znasz mnie przecież... Drogi Przyjacielu, klęknij ze mną przed Panem. Bo On "nazwał cie twoim imieniem, pełnym zaszczytu", w momencie kiedy Go jeszcze nie znałeś i kiedy ja Go jeszcze nie znałam. Już wtedy mnie wybrał i ciebie również. On wybrał... powołał. Jak odpowiadam zatem na to wybranie, powołanie??


Czy nie jest przypadkiem tak, że odpowiadam wtedy kiedy mi wygodnie? W momencie kiedy coś mi nie pasuje mówię: poczekaj Panie, jeszcze nie teraz! On czeka - cierpliwie. Ale proszę, nie wystawiaj tej Cierpliwości na próbę. Bo może się okazać, że ominęło cię w życiu coś najpiękniejszego. Bo skoro Pan coś daje - nawet jeżeli wydaje ci się to mega trudne! To pamiętaj: "Ja jestem Pan i nie ma innego". Czy Jezus jest PANEM twojego życia? Jedynym? Powiedział że innego przed Nim nie ma. On nie kłamie. Ale faktem jest, że często szukamy - i ty i ja - zastępczych "panów".


Przyjacielu, pewnie wiesz co to jest... może telewizja? bóg stojący pośrodku pokoju i towarzyszący w każdym momencie dnia i nocy. Czasami towarzyszący naszym snom, bo często łatwo się przy nim zasypia. Wszędobylski bóg któremu wierzę i który kształtuje umysł mojego dziecka... Kiedyś zrobiłam sobie miesiąc bez telewizora... prawdziwa wolność i ile czasu wolnego! Teraz włączam go wówczas, kiedy naprawdę uważam to za stosowne. Chociaż mocno się zastanawiam czy warto. Bo nic wartościowego niestety tam nie ma. Same śmieci. Rozważ to drogi Przyjacielu. Pewna żona miała "kłopoty" ze swoim mężem, który każdy wolny czas - czytaj: cały czas spędzał przed tym grającym pudełkiem. Prośby nie skutkowały. Napisała zatem list... w którym opisała co czuje... i w trakcie oglądania, przykleiła na szklany ekran. Zrobiła to z niezwykłą delikatnością i wdziękiem:) Mąż list przeczytał. Efekt był zbawienny. W innej sytuacji nie mogąc się doprosić modlitwy małżeńskiej uklękła przy fotelu na którym "odpoczywał" mąż oczywiście z wielką lubością wpatrując się w szklane okienko. Zaczęła modlić się głośno, ale nie przekrzykując dość ładnej spikerki. Mąż wyłączył telewizor... Można i tak, bez przemocy coś dobrego osiągnąć. A ja znam rodzinę, gdzie już dawno telewizor z domu został wyrzucony. Jak żyją? Wspaniale... cudowna rodzinka.


Przepraszam, że w swoim rozważaniu aż tyle miejsca poświęciłam tak nieistotnemu bogu... ale czyż nie jest ich o wiele więcej w naszym życiu? Internet, media, które kształtują myśli, nawet całe życie... czyż najlepszym przykładem nie są ostanie wybory, podczas których istotne miejsce w parlamencie zajmuje pewien pan, który zaczyna swoje rządy od propozycji zdjęcia krzyża z miejsca, gdzie ważą się losy całego Narodu. On przynajmniej nie ukrywa kto jest jego panem. Dalej idąc - oprócz mediów - gry komputerowe, czy przesadne szukanie za wszelką cenę wygód... jest tego sporo. Na tym zakończę myśl o nieistotnych bogach, bo nie nimi trzeba się fascynować... tylko Bogiem jedynym, prawdziwym, poza którym nie ma innego!


A mój Pan mówi dalej i ze swoistą stanowczością: "Poza Mną nie ma boga"! Będziesz bardzo szczęśliwy mój Przyjacielu kiedy ta prawda głęboko dosięgnie twojego serca. A obietnica Pana dalej brzmi: "Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie ma niczego. Ja jestem Panem i nie ma innego". Powiem szczerze, że piękniejszej prawdy od tej wypowiedzianej przez Pana na dziś, chyba nie usłyszę. Pan obiecuje, że uzbroi mnie tak, abym umiała walczyć z obcymi bogami, tymi zewnętrznymi i tymi wewnętrznymi.


Z wielkim bólem patrzę na moich podopiecznych w szkole... trupie czaszki na bluzach... poniekąd bardzo "ładne", bo ozdobione świecidełkami, krew spływająca z czerwonych oczu, ukrytych w jakiejś nieokreślonej twarzy (to bardziej u chłopców, bo dziewczynki mają to wszystko w "ładniejszym" wydaniu): czaszka przyozdobiona różową wstążeczką, "uśmiechnięta", "straszy" na piórnikach, ołówkach, długopisach... dlaczego właśnie tych młodych ludzi aż tak fascynuje śmierć? Rzadko które nosi na piersiach krzyż... często są to wisiorki z inicjałami bądź właśnie... trupie czaski! Smok ( w Apokalipsie znajdziesz wyjaśnienie: smok czytaj: szatan) jako ozdobnik ubrań. Zwykła pacyfka (krzyż Nerona)... ostatnio dziecko zapytało mnie: czy czymś złym jest nosić właśnie pacyfkę? Przecież to znak pokoju, znak, który noszą ekolodzy. Bez słowa podeszłam do tablicy i narysowałam wielką pacyfkę. Rysując po kolei najpierw odwrócony krzyż, którego dolne ramiona (poprzeczne) są złamane i opuszczone do dołu. Tak połamany, odwrócony krzyż wpisany jest w koło, podobnie jak pentagram... Dziecko zrozumiało, chociaż zadało pytanie, które pozostawiłam bez odpowiedzi: to dlaczego ekolodzy przyjmują taki znak? Dobre pytanie. Ale można zadać je również dzieciom. Dlaczego nosisz na bluzie taki znak? Jest tego mnóstwo... pacyfka wyrysowana w tęczowych kolorach da się zauważyć już na ubrankach dla niemowląt. Nie przesadzam, sama dostałam takie ubranko od kogoś znajomego... A tymczasem pacyfka to: wystarczy zajrzeć do wyszukiwarki:


1. Tzw. krzyż Nerona, złamany krzyż ale bez okręgu, symbol walki z chrześcijaństwem.

2. W okultyzmie oznaka upadku chrześcijaństwa, pogański znak czarnej magii, do którego nawiązywało hitlerowskie SS.

3. W satanizmie znak używany podczas odprawiania czarnych mszy.

4. Pacyfa, pacyfka (ang. peace - pokój), znak rozpoznawczy pacyfistów.


Kiedyś z tego powodu - uświadamiania prawdy dzieciakom - wylądowałam na "dywaniku" u dyrekcji, bo jakiś rozhisteryzowany rodzic przyleciał do szkoły ze skargą, że straszę jego dziecko. A ja tylko jasno wyjaśniłam dzieciom, czym są symbole noszone przez nich... Podejrzewam, że to niestety nie rodzic... to był atak, kogoś kogo za bardzo dotknęłam... bo dzieciaki natychmiast pozdejmowały z szyi znaki "niewiadomego" pochodzenia, a zawiesiły krzyż. I to się bardzo musiało nie spodobać przeciwnikowi Boga. Dziękuję Ci Izajaszu, że dzisiaj będąc ustami Pana tak jasno oznajmiasz kto jest jedynym Panem! Psalmista w Psalmie 96 mówi: "Wielki jest Pan i godzien wszelkiej chwały, budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie. Bo wszyscy bogowie są tylko ułudą, Pan zaś stworzył niebiosa".


A sam Jezus, jak zwykle przejrzysty w swoich myślach i zamiarach, widząc ludzką przewrotność pyta: " Czemu Mnie kusicie, obłudnicy?" Ciarki mi przeszły po plecach jak dzisiaj usłyszałam to pytanie. Połączyłam je od razu z wyznaniem Izajasza. Gdybyśmy byli czyści i nieskalani przed Panem, gdybyśmy powyrzucali ze swojego życia obcych bogów, nie bylibyśmy nazwani obłudnikami, nie wystawialibyśmy naszego Pana na próbę, zadając Mu podchwytliwe pytania... Na pewno wiesz drogi Przyjacielu z jakim nastawieniem przyszli do Jezusa faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii Mt 22,15-21, chcieli Go "podchwycić w mowie". I najpierw Go chwalą, mówią, że jest " prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie naucza". Że "na nikim Mu nie zależy, bo nie ogląda się na osobę ludzką" i tak dalej... i tak dalej. A Jezus zna intencje... nawet jeżeli są najpiękniej wypowiedziane, wcale nie muszą być piękne! Jezus to wie! "Oddaj więc Cezarowi to co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga". Czy oddajesz Bogu to co do Niego należy? Jednym słowem, czy oddajesz Mu siebie? A może jest jakiś obszar w Twoim życiu, który jest tylko i wyłącznie twoim? Może tam Bogu zamykasz drzwi przed samym nosem? Może świadomie lub nie, mówisz (przepraszam, że zabrzmi to niezbyt ładnie, ale tak to trzeba nazwać): wynocha mi stad! Ja tu jestem panem. Zapytaj Jezusa na najbliższym spotkaniu z Nim, czy jest Panem całego twojego życia. Jeżeli usłyszysz, że nie, to zapytaj, który obszar jeszcze do Niego nie należy. On ci powie. I zaproś Go tam.


Już widzę jaki jesteś szczęśliwy... jesteś szczęściarzem, mając Jezusa za swojego Pana. Ale ty o tym wiesz, prawda?

Ściskam


Agnieszka Frydrych