niedziela, 13 listopada 2011


Pełnia Współżycia - sakramentalny akt małżeński część II


Witam i na początku mam prośbę - przed przeczytaniem artykułu zerknij na część pierwszą (sakramentalny akt małżeński) - bo jest to całość i to nie odrębna poniższych myśli - dzięki.


(2 P 1.10) "Starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór".


Dlaczego akt małżeński jest dla nas szansą?


- Nasze spotkanie fizyczne może zaistnieć jak są spełnione odpowiednie warunki, o których już mówiliśmy - czyli jedność duchowa i psychiczna - bez tego nasza jedność fizyczna nie jest pełna - mało tego powinniśmy się zastanowić, czy jest dobra, czy nie jest odzierająca z naszej godności i naszej woli.


Przykład:


Mężczyzna - mąż pragnie być ze swoją żoną (być - oznacza akt płciowy), a żona nie ma na to najnormalniej ochoty - nie ma takiej woli - może się zdarzyć, że facet ma "wilczy apetyt" (Nieraz się słyszy, że MUSI ZALICZYĆ - brzydko rzecz ujmując) i w momencie, gdy zmusi do współżycia swoją kobietę - czy to fizycznie, czy psychicznie - to poprzez to czy nie odziera jej - ich z miłości? Czy przez takie siłowe rozwiązania nie kopie między nimi rowu, braku zaufania, niezgody i poczucia krzywdy? To jest droga do nikąd.


Na pewno więcej byłoby korzyści jeśli mąż powie żonie, że bardzo za nią tęskni i nie może doczekać się pełnego zjednoczenia- jeżeli jest jakiś sygnał, że moja żona coś przeżywa -powinniśmy w ramach ciągłego i nieustannego poznawania się - czyli zainteresowania współmałżonkiem - dowiedzieć się co się zdarzyło - tzw. komunikacja która musi działać w dwie strony, żebyśmy ciągle działali i funkcjonowali w sferze naszej jedności duchowo-psychicznej - a dopiero konsekwencją takiej jedności będzie jedność fizyczna, a może i decyzja o jej odłożeniu na inny czas. Przez takie postępowanie oboje budujemy naszą miłość, jedność i małżeństwo. Rezygnacja z siebie - swoich pragnień w tym przypadku będzie właśnie wyrazem miłości. I w tym momencie gdy żona zauważy taki "akt heroizmu" swojego męża powinna umieć to docenić, a przede wszystkim tego nie wykorzystywać -bo czy ma prawo dla własnego wygodnictwa, może nawet humoru trzymać męża na dystans? Czyż nie jest to pozbawianie się i swą drugą połówkę okazji do wzajemnego uświecanie się - życia sakramentem małżeństwa?


To głównie proste niedomówienia są przyczyną takiego zachowania tak żony jak i męża - brak zwykłej rozmowy o wszystkim. Bywa, że relacje między małżonkami są bardziej skomplikowane i wymagają dużo więcej pracy i nawrócenia obu stron. W takim przypadku stosunek - akt małżeński - chyba jest trochę miej radosną chwilą (zwłaszcza dla kobietki - brak komfortu porozumienia poczucia bezpieczeństwa i pokoju ) i jednak w tym przypadku czy zaniechanie podjęcia współżycia jest usprawiedliwione? Na pewno w wielu przypadkach tak. Każdy ma prawo do godności. Godność i szacunek jest jednym z wielu przyczynek do budowania wzajemnej miłości. Lecz trzeba pamiętać że pełne odizolowanie się od męża czy żony naraża nas na nieodwracalne dla naszego małżeństwa skutki. W tym miejscu zacytuję, śp. O. Możdrzenia - Jezuity: "Jeżeli współżyjesz ze swoją żoną tylko raz w miesiącu to masz się z czego spowiadać" - oczywiście odnosi się to do normalnego zdrowego fizycznie i psychicznie małżeństwa, a odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponoszą oboje.


Ale teraz zajmiemy się przykładem w miarę poukładanej pary a wręcz ludzi będących w stanie przezwyciężać swoje różne niedyspozycje czy słabości i ucieszyć sobą swego męża i samej ucieszyć się mężem oraz odwrotnie, a przy dobrej komunikacji dochodzą do porozumienia często bez słów - ale możliwe to jest bo często z oddaniem siebie nawzajem słuchają - chcą się poznawać przez całe swoje życie -bo jest to jedyna metoda na pełne ich porozumienie. Patrzymy na siebie z miłością wyrozumiałą i tęskniącą za sobą - wzajemna fascynacja CAŁĄ osobą męża / żony


W momencie, gdy między nami dochodzi do zbliżenia - świadomego wyczekanego po krótszych czy dłuższych dniach lub czasami i tygodniach oczekiwania na siebie - podczas których (dzięki naszej pracy)pogłębiała się nasza miłość więź duchowo - psychiczna- my celebrując ten moment, osiągamy niesamowitą jedność ducha i umysłu, a Pan zaproszony do naszej intymności delikatności - naszego świętowania - obdarza nas niepojętymi łaskami - musimy sobie uświadomić, że w tym momencie jeśli małżonkowie są w stanie łaski uświęcającej - to ich AKT: każde dotknięcie i pieszczota, pocałunek-uświęca ich oboje. Nawet trzeba nazwać go świętym aktem małżeńskim, a cała intymność, namiętność i delikatność służy i ukierunkowana jest na dobro współmałżonka(cieszymy się szczęściem swojego małżonka). Akt buduje ich miłość i jedność. Znający swoją żonę mąż musi tak pokierować ich wspólnym byciem, by Ona w odpowiednim klimacie - atmosferze dojrzała do przeżycia tej wyjątkowej chwili.


Trzeba znowu tutaj wrócić do komunikacji. Małżonkowie nie powinni zachowywać się w taki sposób i robić takich rzeczy jakich nie akceptuje nasza połówka - nie można taić przed sobą żadnej informacji ani wiedzy. Dużo czasu trzeba rozmawiać - nie jeden lub dwa dialogi..., pamiętajmy życie jest dynamiczne, zachodzą różne okoliczności, mówmy sobie wszystko - jednak zawsze musimy czuć, że współmałżonek jest pełen szacunku dla nas i że to co między nami jest, wypływa z chęci dobra dla drugiej osoby - jeżeli są jakieś sytuacje albo zaistnieją czynności jakie są dla nas na tę chwilę nie do zaakceptowania - trzeba delikatnie, ale jednocześnie zdecydowanie dać do zrozumienia, że czegoś jeszcze nie akceptujemy. Może powinniśmy się jeszcze czegoś nauczyć (uczymy się siebie przez całe życie), zaakceptować - nic na siłę - a może fizycznie odczuwamy jakiś ból, coś nam nie odpowiada - komunikacja w każdej chwili jest konieczna i niezbędna do pogłębienia naszej wiedzy, zaufania, świadomości i miłości. Trzeba też pamiętać że wiedza męża na temat seksualnych potrzeb swojej żony zależy tylko od tego na ile ona będzie chciała mu powiedzieć o swoich oczekiwaniach i pragnieniach i odwrotnie - oczywiście w pełnym wzajemnym poszanowaniu.


Hbr 13,4 "we czci niech będzie małżeństwo i łoże nieskalane"


Jeżeli żona będzie przekonana i będzie czuła, że mąż ją otacza wyjątkowym szacunkiem i czcią, będzie w stanie otworzyć się całą sobą i oboje przeżyją niewyobrażalną chwilę uniesienia i radości. Bóg obdarza nas wtedy niesamowitymi darami i największym szczęściem - nie do opisania Niewinny Uśmiech...


Już wtedy w tamtej chwili -największego uniesienia kiedy niemalże zapominamy jak się nazywamy - uwielbiamy naszego PANA - dziękujemy za niesamowitą łaskę i to szczęście spotkania. Miejmy świadomość, gdzie znajduje się źródło przeżywanej radości - doznajemy oboje wtedy jeszcze większego uczucia naszej jedności powiększonej o doskonałość i świętość miłości naszego Pana to on obdarza nas łaską przeżywania pełni doznawanych odczuć... mamy prawo , więcej - powinniśmy się modlić o tę pełnię doznań. Miejmy świadomość że nie zawsze ta łaska musi nam być dana. Owszem facet zawsze ma orgazm -kobieta musi mieć taką łaskę, ale o to muszą się modlić oboje i oboje w swoje zjednoczenie muszą włożyć wszystkie siły i starania...


Ponieważ kobieta - żona "stygnie" powoli, mąż świadomy tego stanu rzeczy nigdy się nie odwróci i nie zostawi jej samej - tylko też upaja się tą chwilą. Oboje jeszcze długo mogą się przytulać - czasem mogą razem zasnąć, a czasem jeszcze rozmawiają, ucztują i parę godzin, a głęboką więź i jedność będą odczuwać jeszcze bardzo długo. Oczywiście mogą dalej kontynuować, a jak jest potrzeba zaczekania na siebie z różnych względów i na różnych płaszczyznach to nie jest żaden dla nich problem, czekanie wręcz zaostrza apetyt i pogłębia ich więź psychiczną i duchową. Nad więzią duchową muszą trochę więcej popracować oddzielnie. Mają świadomość, że to Jezus jest sprawcą tej jedności i On jest źródłem szczęścia każdego człowieka. Małżonkowie mają szansę to dostrzec tylko bardziej namacalnie - są w końcu dla siebie darem - darowanym właśnie przez Wszechmogącego. Wiedzą, że Jezus jest ich Panem. To On pomoże każdemu małżeństwu w drodze do największej jedności oraz szczęścia.


Oczywiście jest to opis miłości i jedności doskonałej, ale bardzo realnej mogącej zrealizować się w każdym małżeństwie - najważniejsze aby wejść na pewien stopień świadomości. Jezus zawsze wyciąga do nas pomocną obdarowującą dłoń. Powinniśmy ją chcieć dostrzec. Powinniśmy chcieć trwać ciągle i nieustannie w jego sakramentalnej łasce. Nie podejmujmy nawet cienia dyskusji ze złem. Bo to oznacza że ono wkradnie się do naszego życia, małżeństwa ,pracy. Zły zawsze będzie szukał swej szansy, a jest naprawdę inteligentną bestią, gotową skoczyć nam do gardła przy byle okazji i stoczyć krwawy bój o naszą duszę. Niechęcę demonizować , ale podjęcie dysputy ze Złym na polu naszej płodności (antykoncepcja to specjalność zła) szukanie jakiegoś kompromisu na tym tle, to zawsze będzie oznaczać naszą porażkę.


Pan nas chroni, lecz jak Go na moment zostawimy, odsuniemy na boczny tor, gdzieś na skraj świadomości w te puste miejsce w naszym sercu natychmiast wpełza obślizgły, podstępny wąż. Ten mimowolny "gość" "pomoże" wytłumaczyć sobie - nam zwłaszcza, że nas dobrze zna, obserwuje - wszystko.


W tym momencie pozbawione łaski sakramentalnej małżeństwo - na swoje życzenie - czyni z świętego aktu małż. - którym mamy szansę się uświęcać - zwykły akt ... jeśli nasz "kompromis ze złym" posunie się dalej i nasze nastawienie będzie miało tylko konsumpcyjny charakter - bo chcemy tylko nawzajem z siebie SKORZYSTAĆ zamykamy się na Boga - przecież Go sprawy naszej alkowy nie powinny interesować! W końcu jesteśmy małżeństwem! Należymy do siebie i mamy do siebie prawo! - to w tym momencie wpadamy właśnie w gardziel zła... przeważnie jest tak , że nasza komunikacja szwankuje. Nasze relacje zaczynają mieć charakter roszczeniowy. Może nawet mówimy sobie o różnych rzeczach - nasza otwartość jednak znika, porozumienie szwankuje, zaczyna się rywalizacja i targowanie(bo ty sobie ciągle coś tylko kupujesz! - krzyczy mąż, a Ty nawet palcem nie ruszysz, żeby mi coś pomóc w domu...)spirala się nakręca, atmosfera jest mało przyjemna , i co? No oczywiście wieczorem idą do łóżka żeby się pogodzić... nie jest przeszkodą, że nie są pewni swojej płodności - umieją sobie "z tym radzić" - albo gumka, albo pigułka, lub może coś naturalnego tzw. "przerywaczek" (stosunek przerywany) - zresztą mają całą gamę różnych możliwości i najlepszego "podpowiadacza"- Zło opanowało ich małżeństwo - miłość ich - starzeje się w oczach.


Dla tego małżeństwa - w tym momencie - ich akt małżeński chyba nawet nie jest sakramentalny - choć zachodzi w jak najbardziej sakramentalnym małżeństwie. Niestety uprawiając seks - ta przykładowa oczywiście para - zamiast pogłębiać swoje relacje - spłyca je. Oboje broczą w grzechu śmiertelnym z każdym kolejnym dotykiem pieszczotą. Nie odczuwają jedności, tylko płytkie i krótkotrwałe nasycenie, zaspokojenie. Być może są przekonani że skoro "dogadali się w łóżku" to reszta jakoś tam dalej będzie. ALE NIE JEST, I NIE BĘDZIE.!!!!!!!!!


Scenariusz się jeszcze może powtórzyć - przez jakiś czas nawet tak mogą egzystować. Ale z każdym dniem, miesiącem, rokiem - jest coraz trudniej, gorzej. Po jakimś czasie zauważają, że nawet seks ich nie zadowala - żyją obok siebie już tylko ze względu na dzieci. Grzech ich zniszczył.


Można oczywiście jeszcze długo pisać, różne dla nich scenariusze...

Ale czy nie ma dla nich już nadziei???


Oczywiście każde sakramentalne małżeństwo - właśnie siłą sakramentów jakie daje nam Kościół -siłą Jezusa Chrystusa - może i powinno zmienić swoje relacje... Każdy może przeżyć nawrócenie. Mogą nam w tym pomóc Aniołowie, których Bóg nam posyła w drugim człowieku...


Pełni świętości naszych małżeństw życzę Wam i sobie.. AMEN.


Jacek Frydrych