poniedziałek, 14 listopada 2011


"Panie, żebym przejrzał" Łk (18,35-43)


Panie, siedzę przy drodze i żebrzę... głodny chleba, spragniony ludzkiego ciepła, odrzucony przez innych, zepchnięty na margines, nie radzący sobie zupełnie z tym co mnie dotyka... borykający się z trudnościami dnia codziennego, nie radzący sobie z krnąbrnym dzieckiem, oziębłym mężem, kłótliwą żoną. NIE WIDZĘ wyjścia z danej sytuacji... jestem ślepy, bezradny... potrafię tylko usiąść i żebrać... potrafię tylko płakać. Wiesz, tak bardzo chciałbym w końcu przejrzeć, zobaczyć Twoimi oczyma świat i ludzi...


Nagle słyszę: "Jezus z Nazaretu przechodzi!"

Wreszcie! Jest nadzieja, że coś zmieni się w moim życiu! Wołam zatem ze wszystkich sił, wołam na całe gardło: " Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!"

...Bo tylko Ty jesteś w stanie zmienić moje życie! Tylko Ty jesteś w stanie mnie podnieść! Sprawić, abym zaczął dostrzegać... drugiego człowieka obok mnie, zdejmij z moich oczu łuski, przywróć wzrok sięgający głęboko, pozwól dostrzec to, co powinienem zobaczyć, co Ty chcesz - abym zobaczył...


Przestańcie mnie uciszać! Chcę wołać do mego Pana nieustannie. Chcę, aby zatrzymał się nad moja niedolą, moją ułomnością. Będę krzyczeć, nawet jeżeli wam się to nie podoba! Będę wołać mego Pana jeszcze głośniej: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Nie zamkniecie moich ust, nie wyrwiecie krzyża z mojego serca. Nawet jeżeli uważacie, że jestem tylko ułomnym ślepym, "mocherowym beretem", ciemnogrodem... nie zamkniecie moich ust, krzyku mojego serca!

Jezus przystanął... cisza wypełniła wszystko wokół...


To nie przypadek, że przechodził obok jakąś drogą, która prowadzi do Jerycha... On tam właśnie chciał być... a wiesz po co? żeby zobaczyć moje i twoje zamknięte oczy, zamknięte serce, błądzące myśli, nieuporządkowane sprawy. To nie przypadek.

Zobacz, pochyla się nad tobą i nade mną. Jego cała Istota napełnia pokojem, Jego ramiona rozpięte na krzyżu do granic możliwości ogarniają... Cały jest twój i do twojej dyspozycji...


Ale Panie, ja nie widzę Cię! Jestem zupełnie ślepy, jestem zupełnie bezradny... ale i na to znajdujesz sposób! Tym, którzy mnie za wszelką cenę chcieli uciszyć! im - każesz mnie przyprowadzić do Siebie. Mądrość Twa Panie i niesamowita pedagogia znowu mnie zaskakuje. Przecież Sam spokojnie mogłeś podejść. Ale nie! Ty każesz im, tym, którym przed chwilą przeszkadzało wołanie Twojego Imienia!


Jestem już całkiem blisko Panie! Tak blisko, że możesz mnie dotknąć. Pragnę tego dotknięcia jak chyba nikt na świecie! Już teraz nic innego się nie liczy! Jestem w zasięgu Twojego wzroku, czuję dotknięcie Twoich rąk... już dobrze Panie. Ale Ty chcesz... abym Ci powiedział... dlaczego wołałem, dlaczego pragnąłem Twojej bliskości. Panie, przecież Ty wszystko wiesz! Słyszę Twoje wyraźne: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Panie, Ty wiesz... "żebym przejrzał".


"Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła" Cudowne słowo "PRZEJRZYJ"!


Ja mocno wierzę Panie w to, że Ty w tym momencie, w momencie każdego spotkania z Tobą: w Twoim Słowie, w Eucharystii, u kratek konfesjonału, przez to, czy inne zdarzenie wypełnione Twoim Duchem... nieustannie uzdalniasz mnie do widzenia więcej, głębiej, wielopłaszczyznowo, do widzenia Twoim wzrokiem. Panie, już nie zamknę moich oczu, serca, myśli, dłoni... przed moim współmałżonkiem, potrzebującym troski i obecności dzieckiem, przed osobą, która mnie krzywdzi, być może szkaluje moje imię - naucz mnie przebaczenia, naucz widzenia w taki sposób jak Ty widzisz.


Wierzę, Panie mocno w to, że tylko dzięki Tobie będę widzieć... I... natychmiast przejrzałem!... Spadły łuski z moich oczu i mojego serca...

Teraz już nie wyobrażam sobie: jak można być tak ślepym? Wiem, też, że jeżeli chociaż na krótka chwilę oddalę się od Ciebie... znowu przestanę widzieć, znowu stanę się ślepcem uzależnionym od innych... żebrzącym o każdy gest...


Od tej chwili, kiedy Ty przemieniłeś moje życie, chcę za Tobą iść, chcę Cię wielbić, niech moje życie będzie jednym wielkim uwielbieniem, nawet jeżeli wokół będą na mnie krzyczeć, żebym zamilkł! Z Twoją pomocą, zawsze chcę na moich ustach nieść Twoje Imię, w sercu przebaczenie, nie wpuszczę do mojego życia marazmu, braku otwartości na bliźniego... ...proszę, uzdolnij mnie do tego...


I uchroń od tego o czym mówi dzisiaj Boży Duch w Księdze Machabejskiej (1,10-15.41-43). Uchroń od "korzenia wszelkiego grzechu". Spraw, abym nie był "synem wiarołomnym"! Abym nie "odpadł od świętego przymierza", "nie składał ofiar bożkom i znieważał szabat". Aby w moim sercu nie było "ohydy spustoszenia", abym nie "darł w strzępy i palił ogniem Księgi Prawa". Abym nie "zabijał" mojego brata myślą, słowem, czynem... "Wolę raczej umrzeć" niż sprzeniewierzyć się Tobie.


Dotykaj Panie nieustannie mojego serca, moich oczu, moich pragnień i postanowień. Uzdrawiaj... Spraw "Panie, abym przejrzał".


Agnieszka Frydrych