niedziela, 04 grudnia 2011


Zatańczę z moim Panem... pomimo Adwentu, a może właśnie szczególnie w tym cudownym czasie


Głos Pana... (Iz 40,1.5-9-11) Jego dwukrotne: "pocieszcie"(...) "przemawiajcie do serca i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana"!


Ty, który umiesz pocieszyć! Tylko czy... ja... to pocieszenie umiem przyjąć? Czy umiem wydostać się z marazmu, w którego niewoli jestem? Wystarczy mała szczelina, aby Nieprzyjaciel wkradł się tam ze swoim jadem... goryczy, smutku, beznadziei... Z drugiej strony: czy umiem rozradować znękane serce mojego brata, płaczące serce mojej siostry? Bo przecież Ty posługujesz się żywymi ludźmi! Posyłasz mnie tu i jeszcze tam! Czy chcę iść?... z Twoim pocieszeniem na ustach? Bo Ty wyraźnie dzisiaj do mnie mówisz: "Pocieszcie, pocieszcie mój lud!" Dzisiaj tak bardzo potrzeba wielu dobrych słów, ciepłych gestów, konkretnych postaw. Tak bardzo potrzeba! Zatem... co robię z Twoim wołaniem: "Pocieszcie!" Łatwo jest kogoś walić po głowie i zauważać tylko jego błędy, potknięcia. Łatwo jest oceniać: myślą, mową, uczynkiem... Spowiadam się dziś Panie przed Tobą... z braku pocieszenia... wszystkich, których mi dałeś...


...począwszy od mojego współmałżonka, dziecka, chorej matki, opuszczonych dziadków, tej "nieznośnej" sąsiadki, kogoś, kto nieustannie wydzwania... a ja wcale nie chcę odebrać tego telefonu! Każdy, kto przechodzi obok... potrzebuje pocieszenia Pana! I nie myśl, że coś dzieje się "przypadkiem". Nie ma przypadków... Są tylko natchnienia Bożego Ducha, który w doskonałą całość splata historie naszego życia. Czy wiesz ile z tych natchnień nie znajduje odzwierciedlenia w moim i Twoim działaniu? Drogi Przyjacielu... zrób sobie dzisiaj rachunek sumienia i koniecznie! najszybciej jak tylko dasz radę znajdź osobę, która doświadczy Bożego uśmiechu w Tobie. Pan Cię dziś prosi: "Przemawiaj do serca(...) wołaj do niego"!


"Nieprawość jego odpokutowana"! Z utęsknieniem czekam na przyjście Pana... to powtórne. Bo tylko On wziął na Siebie mój grzech... zapomniał, odpokutował karę i winę. Tylko On! Ja tam mogę coś próbować robić ze swoim życiem... starać się naprawić zło... ale to będzie tylko karykatura mojej próby wyjścia z przestrzeni grzechu. To JEZUS - tylko ON jest w stanie mnie dotknąć i uzdrowić! Wyzwolić z konsekwencji grzechu, przeciąć więzy zła... Ja mogę tylko "przygotować drogę" na kompletnej pustyni mojego serca... mogę, oczywiście z łaską Pana tylko i wyłącznie! "wyrównać na pustkowiu mojego życia gościniec". Góry mojej pychy niech rozwali Boże tchnienie! Urwiska moich wszystkich niedociągnięć, zaniedbań, niech wyrówna łaska sakramentu pokuty. Strome zbocza i krawędzie, po których dość często kroczyłam wybierając grzech:( niech swoimi ramionami ogarnie Krzyż Pana. Wszystkie doliny... kompleksów pochodzących... na pewno nie od Pana, niech staną w prawdzie i w obecności Stwórcy. Wystarczy przygotować drogę... Panu. Nic więcej. Nawet nie trzeba wychodzić naprzeciw. To Jego przywilej... Ty masz tylko za zadanie przygotować Mu drogę... gładką i prostą! Wtedy! - jak z całą mocą podkreśla Izajasz - "chwała Pana się objawi, zobaczy ją wszelkie ciało".


Drogi Przyjacielu Adwent to czas przygotowania, czas przemiany serca... ale czy... aby na pewno? Niestety bardzo często "udajemy", że próbujemy coś zrobić z naszym życiem, w czasie rekolekcji adwentowych być może pojawi się nawet jakiś strach z powodu jakiegoś grzechu, w którym tkwimy. Udajemy, że nas w sobie coś tam przeraża! Wiesz dlaczego tak myślę? Bo gdyby nie było udawania, to na serio, nie tylko krzyczałbyś, ale i darł się na całe gardło: "Jezusie! Synu Dawida! ulituj się nade mną!" grzesznym. Nie odszedłbyś od Jego stóp ślepy. Kratki konfesjonału byłyby dla Ciebie jak dom. Nie byłoby żadnej Eucharystii bez Komunii Świętej! Dzisiaj Ksiądz Dariusz tak powiedział, -że aż się obejrzałam na reakcję ludzi. Zazwyczaj tak nie robię, ale dzisiaj nie mogłam się powstrzymać. Spośród wielu cennych słów padło: "Jeżeli nie przyjmujesz Komunii Świętej, w jasny sposób pokazujesz, że żyjesz w grzechu ciężkim!" Sobie pomyślałam: Ale ksiądz "pojechał"! No i jaki to wstyd! Nie przyjmować Komunii i tkwić uparcie w grzechu ciężkim.


Do słów : "pocieszaj, przemawiaj do serca, wołaj do niego, przygotuj na pustyni drogę, wyrównaj gościniec" Pan dziś dodaje: "Wstąp na wysoką górę zwiastunko dobrej nowiny (...) Podnieś mocno twój głos (...) podnieś głos, nie bój się!" Jak usłyszałam dzisiaj te słowa... zadrżało moje ciało i moja dusza. Z niecierpliwością moje oczy pobiegły do kolejnych zdań proroctwa Izajasza. Ale najpierw mocno dotarły do mnie słowa: podnieś głos, nie bój się! Ten kto mówi w Imieniu Pana nie może się lękać! Bo kto? albo co? może mnie spotkać lub mi zrobić, bez woli mojego Pana? Podnieś zatem głowę, odważnie! Wyprostuj się! Kim jesteś żeby się lękać mówić o Panu, albo może lepiej, w czyjej niewoli jesteś? Jesteś wolny, czy może zniewolony? Być może nawet nie umiesz do końca tego nazwać... pytaj zatem Pana. Zapytaj Go dlaczego się lękasz? Co się stało, że się zacząłeś lękać? Szukasz wymówek żeby nie służyć... też tak czasami mam... niestety!


Ale i za to dziękuję Panu, bo to jest niesamowita okazja, żeby On mógł mnie znowu dotknąć, znowu przywrócić wzrok... "ogarnąć swoim ramieniem, nosić na swojej piersi, prowadzić łagodnie". Mówię Ci drogi Przyjacielu! TO JEST NIESAMOWITE! "Oto Pan, Bóg, przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata". To jest szok! Takiego mieć Pana! Normalnie odlot! Nie mogę pomieścić w sobie wdzięczności, podziwu, radości... za mała jestem... żeby wyrazić radość z powodu Obecności Pana. A im bardziej On odkrywa we mnie moją słabość, tym bardziej okazuje swoją moc! To jest niesamowite! - wiem powtarzam się. Na takiego Pana czekam z utęsknieniem każdego dnia, za takim Panem - moim - tęsknie! - tak na maksa. Mała i słaba jestem do granic możliwości... a On i tak... mówi, że mnie kocha! Nie mieści mi się to w mojej malutkiej główce! I każdego dnia na nowo: uwalnia, dotyka, uzdrawia, ćwiczy w cierpliwości, słucha mojego "nie", daje "przejechać się" na błędach, chociaż nieustannie posyła swojego Ducha i mówi: to nie tak... ciągle wiernie trwa w zderzeniu z moją niewiernością... KOCHA mimo wszystko... bo... inaczej nie umie. Porywa mnie do tańca... i wiesz co Ci powiem drogi Przyjacielu: piękne doświadczenie.


Absolutnie pokochałam Psalmistę (Ps 85) za słowa: "Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg"! Ale super!!! Jeżeli uczynisz drogi Przyjacielu z tych słów swoją wizytówkę... będziesz najszczęśliwszy. Słuchać tego co mówi Pan i postępować według Jego Słowa, to chyba najlepsze co może mnie w życiu spotkać.


Piotrze, Ty to mnie rozumiesz... (1P 3,8-14). Tak sobie pomyślałam... jestem ograniczona czasem... żyję w biegu, marzę czasami o tym, aby ten dzień się już wreszcie skończył... jestem "padnięta" na twarz... gonitwa na całego... A u Pana luz ... "dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień". Bóg nie jest ograniczony czasem! Bóg nie jest niczym ograniczony. To tylko nam potrzeba czasowych ram... Kiedyś, kiedy borykałam się z pewnym problemem, mój kierownik duchowy powiedział: "Nawet jeżeli tu na ziemi żyłabyś 100 lat... to co to jest, w porównaniu z wiecznością??" Z wiecznością, która NIGDY się nie skończy? Dlatego tym bardziej w kontekście właśnie tych słów, uwielbiam słuchać Pana On, który "nie zwleka z wypełnieniem obietnicy, bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka, ale On jest cierpliwy w stosunku do nas. Nie chce (...) niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia". Nie oburzaj się zatem drogi Przyjacielu dlaczego Pan nie wykolei pociągu, którym jadą "złoczyńcy"... A wiesz dlaczego? Bo w tym pociągu jedziesz również i ty...


Piotrze, ostatnie zdanie spowodowało, że z pokorą uklękłam... kiedy mi powiedziałeś: "staraj się, aby On zastał cię bez plamy i skazy, w pokoju". Piotrze, najpierw myślałam, że zwariowałeś. Jak to możliwe? Przecież zawsze, nawet jeżeli dokonam gruntownego prania, znowu za jakiś czas pojawi się plama. Nawet jeżeli najostrożniej na świecie jadłabym zapiekankę, to i tak poplamię się ketchupem.Im bardziej się staram, tym bardziej mi nie wychodzi... Ale chyba wiem co chcesz mi powiedzieć. Czuwaj! Bez ustanku... bez spoczynku, non-stop... wsłuchiwać się w głos wołającego na pustyni... Już wiem... "przygotować dla Ciebie drogę, wyprostować ścieżki", przyjąć chrzest nawrócenia, wyznać swoje grzechy. Bo Ty jesteś "mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schylić się i rozwiązać rzemyk" u Twoich stóp. (Mk 1,1-8)


Być ochrzczonym Duchem Świętym! Normalnie szok! Nosić w sobie Go nieustannie i słuchać Jego natchnień... wystarczy chcieć, wyprostować ścieżki swojego grzechu, tak zupełnie na serio być Jego dzieckiem...


Czy jesteś dzieckiem, które czuwa i z niecierpliwością oczekuje przyjścia Jezusa? Proszę, odpowiedz: tak...


Agnieszka Frydrych