niedziela, 11 grudnia 2011


Duch Pana nade mną


"Duch Pański nade mną, bo Pan mnie namaścił"


Duchu mojego Pana, wołam: PRZYJDŹ! Przyjdź i rozjaśnij we mnie mrok, staję przed Tobą pusta - zupełnie... jeżeli nie pozbędę się wszystkiego co mnie napełnia, dla Ciebie miejsca nie będzie. Uczyń ze mnie puste naczynie, wylej wszelką zawartość, abyś Ty mógł mnie ogarniać, wypełniać... Wyrzuć nawet to co z pozoru nazywam dobrem, bo tylko Ty wiesz co jest dobre, zabierz wszystko co przeszkadza w spotkaniu z Tobą. Oddaję Ci moje myśli, mój umysł, moje oczy, usta, ręce, całe moje ciało będzie gotowe, otwarte na Ciebie, tylko i wyłącznie do Twojej dyspozycji, każdy skrawek mojej duszy, mojego istnienia. Już niech nie będzie we mnie żadnych moich dążeń... tylko Ty Sam.


Uwielbiam Cię Duchu Święty, który wyryłeś na mnie niezatarte znamię w sakramencie chrztu świętego. Uczyniłeś z mojej duszy swoje mieszkanie, a moje ciało uczyniłeś świątynią Swoją. Jak bardzo nieszczęśliwa jestem w momencie kiedy zaniedbuję Twoje święte natchnienia. Bo Ty wiesz najlepiej! Bo Ty widzisz w całości. Kiedy w końcu przyjmę prawdę, że chcesz tylko mojego dobra! Często się boję wchodzić na drogę, na którą mnie posyłasz. Dlaczego? Bo obawiam się, że nie dam rady? Że nie podołam... Bo chcę polegać tylko na sobie, dobrze wypaść w oczach innych... A Ty gdzie jesteś? Przecież o wszystko się troszczysz. Tyle razy słyszę: "Nie lękaj się, Ja Jestem"...


Wyobrażam sobie ten moment kiedy kapłan podczas sakramentu chrztu św. naznaczył mnie krzyżmem, olejem świętym... Należę do Ciebie w całości... odkupiona Twoją Przenajświętszą Krwią, jestem dzieckiem Światłości... Ty jesteś zawsze obok, kochasz... Tylko ja nie zawsze słucham Twoich natchnień. Dlatego błagam: uwolnij mnie ode mnie samej, pozabieraj to co przeszkadza w doskonałym kontakcie z Tobą.


Ten, który posyła mnie, abym ubogim głosił dobrą nowinę... Izajaszu w jasny sposób mówisz o moim Panu. Ale dzisiaj konkretnie odnoszę to do siebie: posyłasz mnie Panie, abym głosiła Ewangelię... i to wcale nie tym, którzy chcą słuchać. Trudne zadanie kładziesz przede mną! Moje kochane dziecko na katechezie mówi mi, że już dwa lata nie było u spowiedzi, jeszcze inne twierdzi, że od pierwszej Komunii Świętej nie spowiadało się, a jest teraz w klasie szóstej. Coraz częściej zdarza się, że nie chodzi do kościoła... tak po prostu... bo "nie ma czasu" albo "że mu się nie chce". Na pytanie: Czy chcesz być święty? Wprost odpowiada: "NIE"! A na prośbę o modlitwę odpowiada: "Nie będę się modlił". Trudne zadanie dałeś mi Panie do spełnienia... Głosić Ewangelię tam, gdzie młodzi odpowiadają: " Moja sypialnia to moja sprawa". Kościół nie ma nic do tego czy będę stosować antykoncepcję, czy nie. Metody rozpoznawania płodności są dla ciemnoty. Uczynię sobie z seksu bożka... Trudno jest zachęcić młodych do trwania w czystości... często słyszę: to już poza nami. Ze smutkiem wtedy patrzę. Ale mocno ufam, że Pan jest ponad tym. Że On jest Panem tego wszystkiego i może zmienić wszystko. Może dokonać przemiany serc...


Ale trzeba iść... tam, gdzie posyła Pan. Trzeba "opatrywać rany serc złamanych". Nawet nie wiesz drogi Przyjacielu ile miłości potrzeba. Powiesz może: nie potrafię, nie umiem pocieszyć. Umiesz. Czasami wystarczy tylko, czy może "aż" obecność. Czas dany potrzebującemu jest niesamowitym darem... dla Ciebie samego też. To Jezus jest Źródłem. Tylko On umie uzdrowić, opatrzyć ranę, którą spowodował grzech. Tylko On! Ale lubi też posługiwać się ludźmi... Tobą...


On, który "zapowiada wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę". Wiesz co to oznacza? Jezus może uwolnić Ciebie i mnie z każdej niewoli! Nawet z tej, która jest dla Ciebie mega kosmosem, nie do przeskoczenia, tylko On potrafi Cię uwolnić z czarnej rozpaczy, beznadziei grzechu. Grzech z pozoru przyjemny, lekki i ciekawy... potrafi uczynić Cię więźniem, pozbawić wolności... a niby taki "uwalniający" jak próbują niektórzy nam wmówić. Kobieta może sama decydować o własnym ciele. Tak, zgadzam się. Tylko dlaczego wmawia się jej, że może bez żadnych konsekwencji zabić swoje dziecko? In vitro... niby taka pobożna inicjatywa! Bo przecież chcemy powołać na świat nowe istnienie! Przestańcie krzyczeć i domagać się niby "swobody". Czy naprawdę aż tak ślepi jesteście???!!! Czy nie widzicie, że pozorna wolność niesie śmierć i czyni was oraz tych, których na tę drogę wpychacie, niewolnikami? więźniami? Posłuchaj krzykaczu: JEZUS JEST, czy ci się to podoba czy nie. Ten, który wyzwala jeńców i więźniom głosi swobodę. Ty też, jeżeli chcesz możesz do tej grupy dołączyć. On może cię uwolnić - jeżeli będziesz chciał.


"Obwoływać rok łaski u Pana". Uwielbiam Cię Panie w Twoim niezgłębionym Miłosierdziu. Ty, który darujesz wszelki dług, duszę czarną jak noc przywracasz do Światłości. Za każdą spowiedź, każde "przepraszam", żal do głębi... dziękuję. Bez Ciebie by mnie nie było.


Izajaszu, Twoja radość podnosi na duchu. Sprawia, że czynię ją swoją modlitwą: " Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przywdział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty". Radość jest owocem Ducha. Uwielbiam Boga słowami Przeczystej w Jej Magnificat. Uwielbiam


A święty Paweł (1Tes 5, 16-24) mówi: "Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie (...) Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie. Unikajcie wszystkiego co ma choćby pozór zła". Obdarz mnie Panie całkowitą wolnością, abym była wolna od - nawet - pozoru zła. Jeżeli cokolwiek, jakiekolwiek działanie stawia we mnie znak zapytania... zostawiam to. Duch Święty daje natchnienia do rozpoznania nawet choćby pozoru zła. Obdarza radością, nieustannie modli się w Tobie. Czy wiesz, że jak nie umiesz, nie potrafisz się modlić, masz szczególną trudność podczas spotkania z Panem w Jego Słowie... Jego Duch modli się w Tobie... Staraj się znaleźć czas, tylko tyle... konkretny czas w swoim zabieganym dniu... tylko dla Pana, On zrobi resztę. Tak się teraz na chwilę zastanowiłam: jak często i za co dziękuję? I CZY w ogóle dziękuję? Czy nie gaszę w sobie Bożego Ducha? Bożego Ducha, który chce mnie całkowicie uświęcić, po to "aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana". Bo "wierny jest Ten, który was wzywa". Wierny mimo mojej niewierności...


I jeszcze pozwól drogi Przyjacielu, że zatrzymam się nad Ewangelią (J 1,6-8.19-28) Tylko kilka myśli... Jan Chrzciciel to jest gość Dzisiaj prawie na każdą konkretną propozycję odpowiada: "Nie". Nie jestem Mesjaszem, nie jestem Eliaszem, ani prorokiem. Przyszedłem, aby zaświadczyć o Światłości. Warto sobie zadać pytanie: czy swoim życiem świadczę o Jezusie? Mało tego, czy jestem głosem wołającego na pustyni? Świat jest totalną pustynią, wypaloną od słońca NIE Bożych pragnień... Czy prostuję drogę Panu? Czy już odbyłem porządną spowiedź, pousuwałem to co przeszkadza? Pozbyłem się nawet pozoru zła?


Z utęsknieniem wyczekuję Oczekiwanego... Oby zawsze być gotowym i pełnym radości... dzisiaj zostaje zapalona trzecia świeca w wieńcu adwentowym: niedziela radości. Niech Pan rozweseli dzisiaj Twoja duszę - tak maksymalnie.


Agnieszka Frydrych