54.jpg

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Nie martw się o to, jak ani co masz mówić


Narodzenie Jezusa... i niemal natychmiast mowa o Jego Krzyżu...

Zatrzymaj się, Drogi Przyjacielu, dzisiaj przed tą prawdą, bo Słowo Boże dotyka do głębi, jest bardzo konkretne.

Ten, który narodził się po to, abyś Ty mógł żyć... doświadcza "odrzucenia, gniewu tłumu, niesprawiedliwego procesu z fałszywymi świadkami i śmierci poprzedzającej bolesną mękę" (Oremus). Liturgia drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia mówi o pierwszym męczenniku, o św. Szczepanie. Kiedy czytałam Dzieje Apostolskie najpierw dotknęła mnie postawa tych, którzy oskarżyli Szczepana. "Podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali" (Dz 6,8-10; 7,54-60).

My często umiemy "podnosić wielki krzyk"... nawet jeżeli robimy to w bardzo ścisłym gronie... Pamiętaj Drogi, to wszystko co zostaje wypowiedziane na temat drugiego człowieka, Twojego brata, nawet po cichu, a ma zabarwienie negatywne, potępiające... do uszu Pana dociera w postaci "wielkiego krzyku", nawet jeżeli ten sąd wypowiedziałeś tylko w swoim sercu.


"Zatkać sobie uszy"... aby nie słyszeć! Zamknąć swoje uszy celowo... niby z powodu "świętego oburzenia", w imię sprawiedliwości... "rzucić się" na swojego brata, "wyrzucić go" poza swoje środowisko... i kamienować"! Straszne... ale jak bardzo nam "bliskie", prawda? Dzisiaj jadąc do Warszawy, pomyślałam o tych wszystkich ubogich dziewczynach, które są nieodłącznym obrazkiem na trasie Łomża - Warszawa. Pomyślałam ze współczuciem... ale przyszła od razu taka myśl... no dobrze, współczujesz, ale czy... nie ma w tobie choćby maleńkiego cienia zaszufladkowania w kategorii - nic się już nie da zrobić w jej życiu? Czy byłabym w stanie zatrzymać samochód i powiedzieć tej dziewczynie, że nie jest stracona, że właśnie w Nocy stała się rzecz niezwykła.. otwarły się bramy Nieba dla WSZYSTKICH. Że Jezus narodził się właśnie dla niej...


Nie zapomnę słów jednego zakonnika - franciszkanina, który powiedział, że jak widzi te wszystkie dziewczyny, ma pragnienie przed nimi z pokorą uklęknąć... Zrozumiałam tę niesamowitą pokorę, której pragnieniem było przywrócenie dziecka na łono Ojca. Dlaczego akurat ten przykład, a nie inny? Bo łatwo nam wybaczać proste sprawy, bardziej "oczywiste" postawy wynikające ze zwykłej słabości... ale te cięższego gatunku już nie.


Zawsze w takiej sytuacji wyobrażam sobie Jezusa... i zadaję sobie samej pytanie: co On by zrobił na moim miejscu? A kiedy moja wyobraźnia już sobie pogłówkuje, Jemu zadaję to samo pytanie: "Co Ty byś zrobił na moim miejscu?" I wczoraj jak tak w milczeniu przemierzałam drogę do Warszawy, przyszła jasna odpowiedź... w postaci jawnogrzesznicy... ją też chciano ukamienować... Ale Jezus przyszedł właśnie do niej, tylko ze względu na nią. Łatwo jest "wyrzucić (kogoś) poza miasto", wyeliminować ze swojego otoczenia, powiedzieć: "nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, od biedy mogę cię tolerować, ale nie wchodź mi w drogę". A może bliższy przykład, nam chrześcijanom... "ja ci wybaczam, ale od dziś lepiej będę cię omijać szerokim kołem, życzę ci wszystkiego co najlepsze, ale ...szczęść Boże i do widzenia"... a w sercu rośnie malutka niechęć, zadra? coś do końca jest nie tak? Dlatego Drogi powierzaj tę relację Panu, aż do skutku... aż On przyjdzie i uzdrowi, dotknie, użyczy Ci swojego wzroku...


Szczepana ukamienowano. Za co? Za to, że "pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu". Za to, że "nie mogli sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał". Autor Dziejów św. Łukasz komentuje ich zachowanie: "Zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego". W konsekwencji swojego postępowania zabijają go. Byli tak pełni wściekłości, że nie potrafili zapanować już nad sobą... Demon gniewu, odrzucenia, złości, oskarżenia zapanował w ich sercach.


Czy czasami nie jest tak, że bardzo łatwo USPRAWIEDLIWIAMY swoje "drobne" uniesienia emocjonalne. Łatwo dajemy upust swoim emocjom krzywdząc drugiego człowieka. I mówimy: zdenerwowałem się lub zabrakło mi cierpliwości. A może - cytując pewnego ojca egzorcystę - "w pewnym momencie przychodzi do nas konkretnie demon gniewu, demon złości"... który pod przykrywką uczuć realizuje swój plan i podsuwa łatwe rozwiązanie i usprawiedliwienie. Nasze czyny rodzą się w sercu... najpierw tam, a później ewentualnie dochodzi do ich realizacji. Pozwolisz na to, aby uczucia panowały nad Twoją postawą? Uczucia są bardzo ściśle związane z ciałem... nie z duszą. Więc? Zatrzymaj się, Drogi, chwilkę na tym i rozważ to.


Bóg lubi działać w czasie. Jest przedziwny, zaskakująco działa w naszym życiu. Szaweł, który bez mrugnięcia okiem przygląda się kamienowaniu Szczepana, który przyjmuje szaty tych, którzy są świadkami śmierci świętego... ten sam Szaweł, gorliwy skąd inąd faryzeusz, broniący do bólu Prawa, wierzący w Jedynego. Przecież on z wielką skrupulatnością tępiąc chrześcijan uważał, że jest na dobrej drodze, że służy Bogu! Tak się zastanawiam... może właśnie dlatego Pan tak stanowczo wkroczył w jego życie? Nie mogę się nie zatrzymać teraz, choć na chwilę przy tej postaci, więc chociaż kilka myśli... W drodze do Damaszku, z zamysłem w sercu i jasnym postanowieniem, że nie spocznie dopóki nie pozabija lub wtrąci do więzienia wyznawców Jezusa... nagle mocą Boga spada z konia, widzi wielką światłość i słyszy głos... "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?" Zdumiony pyta: "Kim jesteś?" W odpowiedzi słyszy: "Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz". Traci wzrok... musi dojść do Damaszku prowadzony przez swoich towarzyszy. Opiera się jeszcze... wszak jak może iść do tych, których z taką gorliwością prześladował? Łaska Pana jednak jest większa. Przyjmując chrzest staje się nowym stworzeniem w Chrystusie. Odzyskuje wzrok w pełnym tego słowa znaczeniu.


Ale wracając do Szczepana... Jeszcze słyszę jego głos: "Panie, nie poczytuj im tego grzechu". Pierwszy męczennik Kościoła powtarza słowa z Krzyża... słowa swojego Mistrza. Czy jestem w stanie aż tak wybaczyć, w każdej sytuacji... w każdym momencie? To głośne, wrzaskliwe zło... ale i to zupełnie ciche, ukryte? Bez Jezusa nie da rady! Do tego potrzeba głębokiego uzdrowienia. Zapytasz się Drogi Przyjacielu jak to zrobić? Jak i kiedy uzyskać uzdrowienie ze swoich zranień? Odpowiedź jest prosta: ukochaj Mszę Świętą. Jezus w każdej Eucharystii przychodzi, dotyka Cię i uzdrawia, ale w dużej mierze zależy to od Twojego otwarcia się na Jego łaskę. Szaweł był otwarty... według swego mniemania głęboko i wiernie służył Bogu. To, że podążał błędną drogą... to fakt, ale on był przekonany, że idzie dobrą, że służy Bogu. Pan jest Bogiem delikatnym, ale czasami potrafi wejść tak, że hej! Szaweł mógł pozostać ślepy... ale nie! On otwiera się na łaskę. Jezus zawsze może wkroczyć w Twoje życie, ale jest Bogiem nie narzucającym się, szanującym Twoją wolę. Czy mógł zatrzymać ręce kamienujących Szczepana? Z pewnością tak. Ale On szanuje ludzką wolność i ludzkie wybory... dlatego zdecydował, że przyjdzie na świat, że stanie się jednym z nas. Że odda swoje Życie po to, abyś Ty mógł żyć. Tak w pełni, tak na serio! Nie zmarnuj tego proszę Cię...


Stary Testament jest wypełniony zapowiedzią przyjścia Mesjasza. A już zupełne zadziwienie pojawia się we mnie kiedy czytam Protoewangelię... Już o tym pisałam. Pierwsza zapowiedź przyjścia Jezusa i pokonania szatana i zła zostaje wypowiedziana tuż po grzechu Adama i Ewy, jeszcze w raju, zapowiedź, która wybrzmiała w wypowiedzi do węża. Czy Adam i Ewa usłyszeli to co powiedział Bóg? Może... ale dla mnie jest to fenomen! Rodzi się Zbawiciel, który ostatecznie zwycięży zło, grzech i śmierć!


Absolutnie Psalmista dzisiaj jest bezkonkurencyjny w swojej modlitwie Ps 31. Modli się słowami Jezusa z Krzyża, słowami też św. Szczepana: "W ręce Twe Panie, składam ducha mego". TAK PANIE, Ty bądź dla mnie skałą schronienia, warownią, która ocala, jesteś moja skałą i twierdzą, kieruj mną i prowadź. Powierzam się Tobie całkowicie, Ty mnie odkupisz z nędzy mojego grzechu. W Twoim ręku jest mój los, wyrwij mnie z ręki mojego wroga. Niech Twoje oblicze zajaśnieje nade mną, wybaw mnie w Twym miłosierdziu. Parafraza Psalmu niech stanie się moją modlitwą w Twojej obecności Panie.


A Aklamacja? "Pan jest Bogiem i daje nam światło" Tylko On!


Ewangelia (Mt 10,17-22) mówi o tym co nas niewątpliwie może spotkać. Ale czy można się bać? Czy można się lękać? Wprawdzie Jezus ostrzega: "Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować(...) z mego powodu". Czy to się nie dzieje w naszym życiu? W moim tak. Były sytuacje w moim życiu kiedy jasno i otwarcie trzeba było przyznać się do Jezusa... Nie było łatwo. Ale On daje odwagę, nie wolno tylko spuścić głowy, trzeba się wyprostować i z dumą powiedzieć swoją postawą, a może i słowami: "Tak kocham Jezusa, wierzę w Niego, jest On dla mnie żywym Bogiem! Bogiem, Który Jest, który działa w moim życiu, mimo moich słabości, grzechów i wad, mimo mojego nieustannego wypierania się Go przez grzech!" Może to być też i cicha postawa... jednoznaczna, ale cicha, być może poczytywana przez innych jako nawet nietakt. Prosty przykład. Chrzciny (wczoraj)... toast wznoszony za nowoochrzczone dziecko... zero modlitwy - głośnej za to dziecko (oczywiście oprócz Mszy Świętej)... ale toast i owszem. Wszyscy wstali do toastu oprócz mnie. Dziwna postawa, być może odczytana jako totalny nietakt w stosunku do rodziny, do tego dziecka... ja tego nie wiem... Ale moja postawa nie mogła być inna! Podpisując Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, podejmując post w intencji osób uzależnionych od alkoholu... nie mogłam zachować się inaczej! I żeby było jasne: nie jestem wrogiem alkoholu.


Inny przykład... Impreza "poślubna"... litry alkoholu, a na parkiecie pijani, być może i trzeźwi bawią się i tańczą w rytm muzyki chwalącej złego ducha... zadrżałam w środku patrząc na tych ludzi, niemalże słysząc chichot złego... Siedząc przy stole usiadłam blisko Jacka, aby wraz z nim uwielbiać Boga w Trójcy Jedynego! I wiem, że Jezus zwyciężył! Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu!... przeciw "ave smok". Wiem, że Jezus zwyciężył! Jestem tego pewna! Na 100%.


Piękne są słowa z dzisiejszej Ewangelii... " Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was". Doświadczam tego na każdym kroku... kiedy odarta zupełnie z własnych myśli, z totalna pustką... staję w obliczu jakiejś sytuacji... trudnej, niezrozumiałej... Uwielbiam Boga za tę pustkę, bo już wtedy wiem, że to nie ja będę mówić... Często tak po ludzku boję się, drżę z tego powodu, że nie mam nic do powiedzenia... ale wiem, że jest Boży Duch, który przecież nigdy mnie nie opuszcza, modli się we mnie, mówi... Zresztą co tu się dziwić... spełnia się obietnica Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. Dlatego Drogi Przyjacielu nie bój się mówić, nie lękaj się iść tam, gdzie posyła Cię Pan, nawet jeżeli to będzie bardzo trudne. Nie odmawiaj Mu. Bądź pewien, że jeżeli sprawia Ci to jakąś trudność to z pewnością jest to Boże dzieło. Demon strachu nie daje Ci spokoju?... Ufaj, Jezus zwyciężył! "Nawet jeżeli (będziesz) w nienawiści u wszystkich z powodu (Jego) imienia"... Nie martw się... "kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".


Ściskam świątecznie


Agnieszka Frydrych