niedziela, 06 marca 2011

Krucjata wyzwolenia człowieka
- heroiczne dzieło i trudne świadectwo...


Z krucjatą - czyli dobrowolnym wyrzeczeniu się alkoholu - spotkałem się ok. dwudziestego roku życia. Szczerze mówiąc mimo, że w mojej najbliższej rodzinie doświadczyłem tragedii alkoholu, to ani mi w głowie było brać udział w tym dziwnym - jak wtedy myślałem - procederze czyli takim dobrowolnym nie piciu. Uważałem wtedy, że skoro nie mam z tym żadnych problemów, a imprezy z małym "co nieco" są całkiem fajne, to ludzie bawiący się w krucjatę są co najmniej dziwakami lub alkoholikami na odwyku. Być może ta moja osobista teoria dodatkowo wsparta była przykładami osób które, uważałem za niezbyt przystosowanymi do "życia społecznego".


I tak sobie tkwiłem w swoim przekonaniu, dopóki sam nie dotknąłem i nie poznałem tego środowiska i pobudek, którymi się kierują wywodzący z niego ludzie.


Naprawdę z krucjatą zetknąłem się - tak na poważnie - na pielgrzymce pieszej do Częstochowy na którą wybrałem się "z dużą nieśmiałością" pod wpływem mojej dziewczyny. Tam pierwszy raz usłyszałem co to jest krucjata i co ma na celu. Wtedy po raz pierwszy spojrzałem na to zjawisko... Zobaczyłem i poznałem zaangażowanych młodych ludzi, którzy nie wydali mi się jakoś bardzo dziwni - mało - byli normalni.


Wtedy myślałem sobie, że mnie ten post - bo tak to zostało określone - nie jest potrzebny. Ja idąc na pielgrzymkę miałem prywatną "alkoholową intencję". Szedłem do Królowej Polski prosić o trzeźwość swojego ojca. Ofiarowałem w tej intencji wszystkie moje trudy, cały wysiłek i większość swoich modlitw. Moja "krucjata" pielgrzymkowo-modlitewna ciągnęła się jeszcze następny rok i następną pielgrzymkę. Dzięki temu i mojej dziewczynie - z którą w międzyczasie wziąłem ślub - sam przeżyłem nawrócenie. Z tej perspektywy, człowieka mającego większe poczucie obecności Pana i Boga, zacząłem też inaczej patrzeć na zagadnienie krucjaty.


Dalej nie dopuszczałem do siebie myśli o podjęciu tego dzieła, jestem zbyt dużym smakoszem piwa, wina, ogólnie - takiego luzackiego stylu życia. Niestety moje modlitwy, posty i inne wyrzeczenia nie przynosiły żadnego skutku. wręcz przeciwnie, ojciec pogrążał się coraz bardziej, na kalendarzu nie było wolnego dnia od jego picia przez długie miesiące. W końcu na kolejnych rekolekcjach (jako małżeństwo trafiliśmy do wspólnoty małżeństw i regularnie braliśmy udział w trzy - cztero dniowych rekolekcjach) moja małżonka powiedziała mi kiedyś: - może Jezus oczekuje od ciebie jakiejś większej ofiary i większego postu, aby pomóc ojcu?


Na koniec rekolekcji, nawet niespodziewanie dla siebie, podjąłem dzieło krucjaty - post połączony z modlitwą. Najpierw jako kandydat - czyli na jeden rok, potem następny rok, a trzeci raz już na stałe - jako członek. Może wspomnę tylko jeszcze, że Agnieszka moja żona, podpisała członkostwo pięć lat wcześniej, a jej przykład miał dla mnie decydujące znaczenie.


Być może to przypadek, ale Pan Bóg tak to poukładał, że moje modlitwy zostały wysłuchane i mój ojciec trafił na leczenie po mojej deklaracji przyjęcia krucjaty na stałe. Życie całej rodziny nabrało innego wymiaru - widać było uśmiech i rozluźnienie na twarzach i w zachowaniu. Ja odzyskałem ojca.


Wyzwolenie człowieka od nałogu alkoholizmu - krucjata - jest dziełem, które pomogło przede wszystkim mi. Z perspektywy czasu, oraz doświadczeń z moim tatą jestem pewien że jest to zbawienne dla pełnego przeżywania życia: małżeństwa , miłości, ojcostwa i macierzyństwa w pełnym tego słowa znaczeniu - pełną piersią niczym nie zmąconej harmonii oraz pełnej stabilizacji w naszej rodzinie i małżeństwie. Oczywiście zawsze są trudności i jakieś problemy, ale w naszej rodzinie począwszy od najmłodszych do najstarszych zawsze możemy liczyć na wsparcie i pomoc.


Jeżeli chodzi o trwanie w krucjacie to oczywiście są pewne trudności - jest to post, ale i styl życia. Musimy dawać tzw. ciągłe świadectwo swoimi poglądami i uczynkami. Samo nie spożywanie alkoholu tu nie wystarcza. Nie możemy w żaden sposób ani bierny, ani czynny, brać udziału w spożywaniu przez naszych bliźnich w szerokim tego słowa znaczeniu alkoholu. Tym samym zaświadczamy (bez głośnej agitacji) o naszym przekonaniu - możemy jedynie zwrócić uwagę na fakt że najważniejsza jest nasza trzeźwość i wolność których królem jest Jezus - nasz Pan i Zbawiciel. On daje nam potrzebne siły i napełnia swoimi łaskami. Dzięki Niemu pokonamy każdą trudność i powstaniemy z każdego niepowodzenia czy upadku. Narażeni jesteśmy na niezrozumienie i wyśmianie, ale ja osobiście doświadczyłem raczej szczerego uznania połączonego czasem z nutką podziwu.


Jacek Frydrych