środa, 09 marca 2011

Tylko pozwól mi przy Tobie trwać... (Środa Popielcowa)


Dzisiaj rano podczas trwania przed Panem usłyszałam słowa: "Nawróć się do mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament" (Jl2,12). Zapytałam Jezusa: Panie, dlaczego mam płakać i lamentować?? Płakać to rozumiem... ciągle upadam... od jakiegoś dłuższego czasu mam poczucie swojej słabości, grzeszności... w zasadzie uświadomiłam sobie, że wykładam się na pierwszym lepszym zakręcie... upadam! Jak już sobie postanowię, że tu na pewno się zmienię..... (pobożne życzenia) zaraz upadam... znowu! I mimo, że jest to trudne do przyjęcia i smutne... to jednak cieszę się, że tak odczuwam, bo resztki zaufania samej sobie, jakie do tej pory gdzieś tam miałam... poszły już dawno w zapomnienie! Dziękuję Panu za poczucie, że sama z siebie nie jestem w stanie nic dobrego uczynić..., bo jeżeli próbuję coś SAMA sklecić... rozsypuje się to natychmiast jak domek z kart.


I powiedziałam: Odzierasz mnie Panie z samej siebie, a im dłużej się sobie przyglądam... tym bardziej chcę przylgnąć mocniej do Twojego Krzyża... bo tylko tutaj znajdę ukojenie, bo tylko tutaj znajdę Miłość, która zawisła za mnie na Krzyżu... I zrób ze mną Panie wszystko... tylko pozwól mi przy Tobie trwać! Weź moją nędzę, moje nieustanne upadki, moje odchodzenie od Ciebie. Chcę całkowicie należeć do Ciebie!... I zrozumiałam: po co lament... jedna łza na policzku... to trochę za mało?


A Pan mówił dalej: "Rozdzieraj (...) swoje serce, a nie szaty!" (Jl 2) Trwałam w zupełnej ciszy myśląc o tym co powiedział do mnie Jezus... Panie, ale ja nawet tego nie potrafię! Bóg przez proroka Joela mówił jednak dalej: Jestem "łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli". I krzyknęłam w swojej duszy: Huuurrrra!!! To ja właśnie jestem tą wielką NIEDOLĄ - sama sobie ze sobą rady nie dam, ale jest Ktoś Kto da!...Panie Ty wiesz jak wielka jest moja niedola i jak każdego dnia na nowo potrzebuję nawrócenia! Bez Ciebie nie ma NIC... bez Ciebie nie ma mnie!


Liturgia Środy Popielcowej zachwyca... za chwilę po proroku Joelu, Dawid wyśpiewuje Psalm 51 - i tam również odnalazłam siebie... bo liczę na to, że Pan w swojej łaskawości zgładzi moją nieprawość, obmyje mnie zupełnie z mojej winy i oczyści mnie z grzechu mojego... Bo mam nadzieje, że Pan da mi serce czyste i nowego ducha, że nie odrzuci mnie sprzed swego oblicza i nie odbierze mi Świętego Ducha swego. Uczyni mnie zdolną do głoszenia Jego chwały.


W ubiegłą niedziele podczas Mszy Świętej w Leszczydole Nowiny k/Wyszkowa mieliśmy szansę głosić chwałę Jezusa - podczas składania świadectwa. Każde mówienie o Jezusie przynosi ogromną radość. Otrzymujemy więcej niż dajemy! I żadna w tym nasza zasługa! Bo to On czyni nas "zdolnymi do głoszenia Jego chwały" Ps 51. Idąc dalej... św. Paweł to jest jednak gość! Prosi: "Pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu"... I pochyliłam się głęboko przed Panem... To za mnie i dla mnie Jezus objął Krzyż!


Dzisiejsza Ewangelia (Mt 6,1-6.16-18) normalnie mnie powaliła! Jezus z miłością, ale wielką stanowczością powiedział: "Strzeż się, żebyś uczynków pobożnych nie wykonywała przed ludźmi (...)kiedy dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą (...) aby cię ludzie chwalili (...) niech twoja lewa ręka nie wie co czyni prawa. (...) Gdy się modlisz (...) wejdź do swej izdebki i zamknij drzwi"! I powiedziałam: Dobra, Panie! Z tą izdebką to spoko, bo codziennie rano DAJESZ MI SZANSĘ, by przed Tobą trwać - bez tego umieram, bez Twojego Słowa po prostu mnie nie ma! ... ale z tym zamknięciem drzwi to już gorzej! Nie umiem pozamykać drzwi moich myśli, moich planów, szukania na modlitwie siebie a nie Ciebie!... i tu pojawiła się cała litania mojego braku skupienia... I usłyszałam... Ciiiiiiiiiiii..... módl się.


Kiedy spojrzałam w tekst Ewangelii, zobaczyłam, że tak właśnie kończy się zdanie: "wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca". A kiedy "pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz"- dalej mówił Pan.. Naucz mnie Jezu pościć z pogodną twarzą... Aby to Ojcu się podobać, który jest w ukryciu, a nie komu innemu. Broń mnie Panie od postu bez modlitwy... Z wielką radością dzisiaj przyjęłam popiół na swoją głowę, słysząc jak Pan przez usta kapłana ponowił swoją prośbę: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Modlitwa, post, jałmużna... możliwości, które w swojej wolności każdego dnia mogę ofiarować Panu i tym samym zbliżyć się do Niego.


Wielki Post... Czas nieustannego wpatrywania się w Krzyż. Czas nieustannego niesienia Krzyża. Chcę mocno objąć Krzyż, chcę nosić Krzyż na swoim ciele... Bo na nim zawisło moje Zbawienie - mój Jezus, bez którego wszystko traci sens, a w którym wszystko sens odnajduje.


Moje dziecko...

"Moje dziecko jestem przy tobie.

Nie opuściłem cię.

Jakże mało masz wiary!


Jesteś za bardzo pyszny,

Wciąż liczysz na siebie.

Jeżeli przez wszystkie pokusy chcesz przejść bez upadku

bez słabnięcia, spokojny, pogodny,

To trzeba byś oddał się w moje ręce,

Trzeba, byś uznał, że jeszcze nie jesteś dojrzały,

jeszcze nie dosyć silny.

Trzeba, byś zgodził się na kierowanie sobą,

Jak dziecko,

Jak moje jedyne dzieciątko.


Więc podaj mi rękę i nie bój się niczego.

Jeżeli będzie błoto, przeniosę cię w mych ramionach.

Ale trzeba, żebyś się stał malutki, maluteńki,

Bo tylko małe dzieci Ojciec nosi."


Michel Quoist


Agnieszka Frydrych