10.jpg wtorek, 31 stycznia 2012 12:04

Moje dziecko umiera... przyjdziesz i ocalisz je?


Przychodzę dzisiaj do Ciebie Panie, jak Jair. Upadam przed Tobą i proszę: "Moja córeczka (umiera), przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła" Mk (5,21-43). Reakcja Twoja jest krótka: idziesz do domu Jaira.

Komu z nas nie zależy na tym, aby nasze dzieci były zdrowe, mądre, szczęśliwe? Kiedy pojawia się owa tajemnicza istotka w łonie twojej żony, szalejesz ze szczęścia. Duma cię rozpiera! Jesteś gość! Zrobisz wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo bezbronnemu dziecku, a jego matkę nosisz na rękach. Mam rację? Bo jeżeli nie, to popraw się!

A ty mamo? Robisz wszystko, aby nie dostarczać niepotrzebnych emocji swojemu dziecku, starasz się zdrowo odżywiać i często się uśmiechać - pogodną być, aby nie urodzić dzieciątko obciążone już na starcie odrzuceniem, smutkiem...

"W Księdze Życia" mogłam zobaczyć jak powstaje życie. Ujrzałam jak nasza dusza kształtuje się w momencie, w którym plemnik łączy się z komórką jajową. Wówczas pojawia się cudowna iskra emanująca światło, które pochodzi ze światła Boga Ojca. A łono przyszłej matki rozświetla się promieniami tej nowej duszy w momencie, gdy komórka jajowa jest zapładniana" (Gloria Polo "Stałam u bram nieba i piekła")

Jesteś napełniona chwałą Pana w momencie kiedy On zapala w twoim łonie iskrę życia. Od tego momentu troszczysz się o to dziecko i robisz wszystko, aby zapewnić mu jak najlepsze życie. Oboje jesteście mu w stanie nieba przychylić...

W pewnym jednak momencie dzieci zaczynają uciekać spod bezpiecznych skrzydeł swoich rodziców... zaczynają żyć po swojemu... niejednokrotnie dokonują niestety złych wyborów... Środowiska do których trafiają nie są dobrymi - najdelikatniej mówiąc.

Czasami widzisz konkretnie zmianę - niestety na gorsze, a czasami dzieje się to w zaciszu serca twojego dziecka... Najlepszym jednak sprawdzianem, czy dziecko podąża dobrą drogą, jest to, czy korzysta z sakramentów. Jeżeli unika życia sakramentalnego, nie chodzi do spowiedzi, nie przyjmuje Komunii Świętej, omija kościół... powinieneś się o nie zatroszczyć bardziej niż kiedykolwiek.

Kiedyś wysłuchałam skargi - pełnej bezradności - jednej z matek: mój syn jest już dorosły. Wyjechał na studia, żyje w wolnym związku... co zrobić? Wysłuchuję też co jakiś czas skarg matek nastolatków, a nawet małych dzieci... co zrobić? W sumie to nie trzeba wysłuchiwać matek, wystarczy zobaczyć jak dzieci zachowują się na co dzień w szkole...

Jest wiele naprawdę cudownych dzieci! Nie ma złych dzieci, są tylko dzieci zaniedbane, pozostawione same sobie, są dzieci oddane na wychowanie wszelkiego rodzaju mediom...

Pamiętam panią profesor, która przychodziła do młodzieży szkół średnich w związku z wprowadzeniem programu Wychowanie do życia w rodzinie. Mówiła o czystości. Słuchaczami byli panowie lat 18. Spotkania miała cykliczne - nie pamiętam z jaką częstotliwością. W każdym razie kiedy weszła na następne zajęcia.... Była w głębokim szoku. W klasie panował totalny bałagan, a kwiatki, które wcześniej stały na parapetach zostały powyrywane z ziemi i porozrzucane po podłodze. Na klamce wisiały prezerwatywy. Okazało się, że dwie godziny wcześniej, przyszła do nich pani, która mówiła na temat "odpowiedzialnego rodzicielstwa" - oczywiście "odpowiedzialnego" weźmy w wielki cudzysłów, uczyła ich jak poprawnie należy zakładać prezerwatywy. Młodzież była nie do poznania....

Wolne związki, wczesna inicjacja seksualna, środki antykoncepcyjne, wszelkiego rodzaju używki (papierosy, alkohol, narkotyki, leki halucynogenne), pornografia...

Kto wychowuje nasze dzieci i jak uchronić je przed duchową śmiercią?

Wiesz dlaczego Jezus zdecydował się iść do domu Jaira wiele kilometrów? Bo zobaczył troskę ojca, bo zatroskany ojciec błagał Go: "Przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła!" Wiara ojca w to, że Jezus może uzdrowić jego córeczkę była potężna.

Wierzysz w to, że Jezus może wyciągnąć twoje dziecko z największego bagna? Nawet jeżeli wydaje się, że nie ma już ratunku? WIERZYSZ???

Do domu Jaira było daleko. A poza tym ten wielki tłum, który zewsząd naciskał. Po drodze Jezus spotyka kobietę, która za wszelką cenę chciała się dotknąć choćby Jego płaszcza. Była bardzo chora, być może umierająca. Czy znalazła się na drodze przypadkowo? Dlaczego akurat wtedy kiedy Jezus szedł do umierającego dziecka? Kiedy zostaje uzdrowiona, Jair - zresztą nie tylko on - słyszy: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości". Jair usłyszał jak Jezus zwraca się do niej : "córko..." Niesamowite zdarzenie w drodze do jego ukochanej, umierającej córeczki, podtrzymujące na duchu, budzące jeszcze większą wiarę! Bóg jest NIESAMOWITY!!!

Zobacz drogi Przyjacielu, że w momencie kiedy Jezus jeszcze nie zdążył do końca wypowiedzieć zdania do kobiety, którą przed chwilą uzdrowił... przyszli ludzie z domu Jaira i powiedzieli: "Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz nauczyciela?"! Jak wiele słyszysz podszeptów typu: twoje dziecko jest skreślone, tkwi w nałogu, jest niewdzięczne, trwa w grzechu ciężkim, wpadło w takie towarzystwo, że już nic ani nikt nie jest w stanie go z niego wyciągnąć... twoje dziecko UMARŁO! Po co jeszcze zawracasz komuś głowę, po co "jeszcze trudzisz" Boga?

Zauważ drogi, ze Jezus natychmiast odpowiada na to pytanie. Ale nie pytającym, tylko zmartwionemu ojcu. Mówi do Jaira: "Nie bój się, wierz tylko"! Bóg nigdy nie zmęczy się twoją troską o twoje dzieci, Bóg nigdy nie będzie strudzony poszukiwaniem zagubionego dziecka! Słyszysz Jego głos? Sam Bóg dodaje ci otuchy. Przynoś codziennie twoje chore, zagubione dziecko do Jezusa. Powierzaj Mu je, zostawiaj całkowicie tylko Jemu. Ufaj i wierz, nie bój się. W Jego rękach twoje dziecko jest bezpieczne!

Kiedy Jezus wszedł do domu Jaira zastał "zamieszanie, płacz i głośne zawodzenie". Wyobrażam to sobie... totalny SZOK! Amok, z powodu śmierci dziewczynki... Słowa Jezusa: "Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi." Normalnie postradał zmysły! Przecież my wiemy najlepiej! Jej serce przestało bić! Wiemy jak wygląda osoba, która umarła! Kpisz sobie czy co?... Reakcją na słowa Jezusa jest śmiech... niewiary, lęku, pustki po stracie kogoś bliskiego. O jak wy nie znacie Jezusa! Dlaczego Go nie znacie? Dlaczego? Czy nie wiecie, że On jest Panem życia i śmierci? Że śmierć nie ma nad Nim żadnej władzy!? Ani śmierć cielesna, ani duchowa! Dajcie w końcu Jezusowi dojść do mojego umarłego dziecka!!

I nagle wśród ciszy... "Talitha kum". "Dziewczynko, mówię ci, wstań".

Mów Panie jeszcze do mojego dziecka, proszę...

"Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła". Wierzysz w to, że Jezus jest w stanie uzdrowić twoje chore dziecko, jest w stanie przywrócić twoje dziecko ze śmierci do życia? Ale musisz zrobić jedną rzecz. Musisz zrobić to, co zrobił Jair. Przyprowadzić Jezusa do domu gdzie leżą zwłoki twojego dziecka, oddać Mu to wszystko z czym ty sobie nie radzisz. Módl się za twoje dziecko... nawet jeżeli inni je już pogrzebali... nawet jeżeli mówią i tobie i Bogu samemu, że już nie ma szans na cokolwiek!

Oddawaj swoje dziecko Panu na modlitwie. Przyjęliśmy ostatnio wraz z Jackiem troszkę inną formę modlitwy za nasze dzieci niż do tej pory. Owszem, jest codzienna modlitwa w intencji naszych dzieci, ale od jakiegoś czasu w sposób szczególny powierzamy Panu nasze dzieci. Każde z osobna postanowiliśmy szczególnie omodlić. Każdy rok życia naszego dziecka szczególnie ofiarować i przedstawić Panu podczas codziennej Eucharystii. Zaczęliśmy od najstarszej naszej córki. W każdej Eucharystii każde z nas powierzało jeden rok życia, począwszy od poczęcia, aż po obecny rok życia. W ten sposób każda nasza dziewczynka została oddana Panu, każdy jej rok życia oddany w Eucharystii. Szczegółowo prosiliśmy Pana o dotknięcie różnych zdarzeń, chorób, zranień, które dotknęły nasze dzieci, a o których wie tylko On.

Warto! Naprawdę warto tak modlić się za swoje dzieci. Być może trzeba pokonać trud systematycznego przychodzenia na Mszę Świętą... mogą pojawić się też trudności... ale cóż to jest? w porównaniu z łaskami Pana, który przejmuje wychowanie naszych dzieci.

"Panie Boże, jeżeli Ty nie wychowasz moich dzieci, to ja je tylko popsuję".

Módl się tak za swoje dzieci, jakby ich wychowanie i życie zależało tylko od Boga i troszcz się o swoje dzieci tak, jakby ich wychowanie i życie miało zależeć tylko od ciebie.


Agnieszka Frydrych