11.jpg niedziela, 12 lutego 2012 19:10

"Jeżeli chesz, możesz mnie oczyścić".

"Pewnego dnia przyszedł do Jezusa, trędowaty i upadając na kolana, prosił Go" (Mt 1,40-45)
Jak to możliwe, że trędowatemu pozwolono przyjść do Jezusa? Przecież "Trędowaty, który podlega tej chorobie będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: "Nieczysty, nieczysty! Przez cały cza s trwania choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem" (Kpł 13,1-2.45-46)

Każdy kto zobaczył trędowatego uciekał, gdzie pieprz rośnie albo z odrazą odwracał głowę i na pewno nie chciał mieć nic wspólnego z tym człowiekiem. Straszne.... Wyrzucać ludzi poza miasto... jednocześnie być może to był "jedyny sposób", aby trąd nie rozprzestrzeniał się.

Próbuję wejść w skórę trędowatego... tak po ludzku jego życie było stracone. Ciało gnijące, odpadające po kawałku... Ale chyba najbardziej boli słowo: "nieczysty"! i to przebywanie w nieznośnej samotności, w odrzuceniu wszystkich, taki "żywy trup".

Przyjacielu, czy jesteś sobie w stanie to wyobrazić? Może się dziwisz... jak można tak traktować człowieka?! Takie było prawo Mojżeszowe. I wszyscy, którzy tak traktowali trędowatych uważali, że postępują słusznie... No cóż... okazuje się, że każde postępowanie jakoś można wytłumaczyć...

Dzisiaj wokół nas nie ma trędowatych w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ale są TRAKTOWANI jak trędowaci. Czy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że absolutnie masz czyste myśli, klarowne intencje w stosunku do wszystkich osób, które spotykasz? Nawet mały margines zepchnięcia człowieka, nawet niewielkie przekreślenie go, brak akceptacji... jest traktowaniem, o którym dzisiaj mówi Księga Kapłańska. Możesz kogoś nie lubić, ale musisz go kochać! A czy miłość to brak akceptacji? Czy miłość to wyrzucenie go ze wspólnoty? Nawet jeżeli odbywa się to tylko w sferze czysto - nazwijmy to "myślowo-psychicznej"?

Gdyby Jezus potraktował trędowatego według przepisów Prawa... nie chcę myśleć co by się stało z nim... co by się stało ze mną! Podziwiam odwagę tego człowieka, który niejako pierwszy łamie te przepisy, pierwszy do Jezusa podchodzi... i prosi: "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić"

Jakbym słyszała siebie... Wołaj Przyjacielu wraz ze mną: Jezu, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić...

.... z trądu moich złych przyzwyczajeń, moich nieuporządkowanych myśli, pychy, wszelkich zaniedbań dobra, niewypełniania swoich obowiązków, egoizmu, różnego rodzaju zniewoleń, nałogów, przywiązań do grzechu, lenistwa, kłamstwa, braku uczciwości, trwonienia czasu, braku czasu dla dzieci, dla współmałżonka, braku czystości, pożądliwości, bałwochwalstwa pod różną postacią, oddawania czci obcym bogom - telewizji, Internetowi, pieniądzom, złemu duchowi - pod różną postacią(wróżbiarstwa, zabobonom, zawierzeniu gwiazdom), życiu w związku niesakramentalnym, wszelkiego rodzaju zdradach, nieufności, zawiści i nienawiści, zazdrości, wszelkiego rodzaju wyuzdania, oziębłości, niechceniu czynienia dobra, niecenzuralnych słów i zachowań...

....z trądu.... oczyść mnie Panie!
Przesadzam? Może!... Ale jeżeli nie oddasz Jezusowi swojej choroby, swojego trądu, z pewnością umrzesz! Nie ma co do tego wątpliwości. Trędowaty duchowy sam się nie wyleczy, ani też nie pomoże mu medycyna, wyspecjalizowany psycholog, czy też - co nie daj Boże - poszukiwanie tzw. "wyższych stanów świadomości".

Bo czyż trąd duchowy nie jest gorszy od tego, który dotyka tylko ciało? Trądu duchowego nie można ukryć. Prędzej czy później wyjdzie na zewnątrz ze zdwojoną siłą. Będzie go również widać na twoim ciele... w postaci jakiejś choroby, niepokoju, czy smutku, który spowodowany jest grzechem. Bo grzech toczy nie tylko dusze, ale i ciało - całego człowieka.

Zobacz co robi Jezus. Wyciąga rękę, dotyka gnijącego ciała i mówi: "Chcę, bądź oczyszczony". I gdyby nawet w tym momencie ewangelista Marek zakończył swoją relację... bądź pewien, że trąd opuścił ciało tego człowieka. A wiesz dlaczego? Bo Jezus POWIEDZIAŁ! Zobacz jakie to proste. Wystarczy przyjść do Jezusa i prosić Go. Wystarczy przyjść i oddać Mu swoją chorobę, swoje zniewolenie, swój grzech. Ale czy chcę? Pozwolę sobie zacytować ks. Krzysztofa, który w dzisiejszej homilii powiedział: " Gdyby ludzie, którzy podchodzą do kratek konfesjonału za każdym razem doznawali uzdrowienia fizycznego z różnych chorób... kapłani dzień i noc nie wychodziliby z konfesjonału z uwagi na bardzo długie kolejki". Dlaczego zwlekamy ze spowiedzią? To przecież tutaj Jezusowi można oddać swój trąd, można Go prosić, aby dotykał miejsc zmienionych chorobowo, gnijących. Nie ma nic gorszego niż duchowy trąd! Trąd fizyczny jest niczym w porównaniu z tym duchowym - grzechem.

"Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony"... NATYCHMIAST! Myślę, że to jednak kwestia wiary... w to, że Jezus może tego dokonać, tylko On! Zobacz Drogi Przyjacielu jakie to proste. Uwierzyć, przyjść, prosić... jesteś w stanie to uczynić? Jeżeli tak, NATYCHMIAST zostaniesz oczyszczony. Bo Jezus powiedział! Zachwycam się Jezusem, który mówi! W ogóle się Nim zachwycam... czy mówi, czy milczy, czy patrzy, wyciąga dłoń... zachwycam się Tym, Który Jest!

Z uśmiechem dzisiaj popatrzyłam na dotkniętego przez Jezusa - całkowicie NATYCHMIAST uzdrowionego, który mimo ostrego zakazu Jezusa: "Uważaj nikomu nic nie mów"... natychmiast leci i trąbi wszystkim wokoło, co też takiego uczynił mu Jezus. Takiego narobił zamieszania, że "Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych."

Panie Jezu, czego Ty wymagasz??? To chyba jasne, że o tym co uczyniłeś nie można nie mówić!!! Jak to sobie wyobrażasz? Ja bym to samo zrobiła co ten oczyszczony. Ale chwila! Jezus wie, co mówi. Nie mów nikomu, "ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz na świadectwo dla nich". Najpierw podziękuj Bogu za swoje uzdrowienie, oddaj Jemu chwałę, przebywaj w Jego obecności, dziękuj Mu, uwielbiaj Go swoim życiem, kochaj Go, uczyń Go jedynym Panem swojego życia, całym swoim sercem zapragnij kroczyć Jego drogą - tak postępuje człowiek uzdrowiony wewnętrznie.

Nie będziesz musiał krzyczeć, że Jezus cię uzdrowił, bo będzie to widać w twoim życiu. Konkretne świadectwo... to jest to o co chodzi. Bóg na pewno, w odpowiednim czasie powoła cię do tego, abyś złożył świadectwo słowami, ale najpierw pokaż swoim życiem Kto jest twoim Panem.

Świadectwo ma ogromną moc: "A ludzie zewsząd schodzili się do Niego". Mimo, że Jezus zakazał trędowatemu mówić. Słuchaj Pana do czego cię wzywa. Człowiek uzdrowiony nie jest w stanie nie mówić o swojej wolności w Panu. I nie myśli, że ta chęć opowiadania o tym, co uczynił w jego życiu Jezus, pochodzi od niego, bo ona jest natchnieniem Bożego Ducha. Otwieraj się zatem na Jego moc, Jego powiew, daj się porwać Jezusowi. Nie wstydź się opowiedzieć o Jego miłości i o tym co uczynił w twoim życiu, jeżeli poprosi cię o to. Nie odmawiaj Mu!

Gdzie będziesz bardziej bezpieczny, niż w Jego ramionach? Pokaż mi takie ramiona, a obsypię cię złotem:) Wprawdzie go nie mam, ale mogę to ci obiecać:) gdyż jestem PEWNA, ŻE BEZPIECZNIEJSZYCH RAMION NIGDZIE NIE ZNAJDZIESZ!

Ściskam

Agnieszka Frydrych