15.jpg wtorek, 20 marca 2012 10:24

Chcesz być zdrowy? J 5, 1-16


Trzydzieści osiem lat cierpię na swoją chorobę... A może więcej? Sam już nie wiem. Rok cierpienia jest jak tysiąc lat! Tak długie cierpienie spowodowało, że stałem się wyprany ze wszystkich uczuć, ze wszelkich pragnień... bo nawet jeżeli budzi się we mnie jakakolwiek nadzieja... drugi człowiek zabija ją we mnie. "Panie, nie ma człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną". (J 5,7)


Drogi Przyjacielu, czy nie jest czasami tak, a może i bardzo często, że doświadczasz zupełnej bezsilności? Różne są sytuacje, prawda? Choroba - czasami bardzo trudna, cierpienie fizyczne, totalna pustka, pustynia duchowa, odejście bliskiej osoby, brak pracy, absolutna porażka w wychowywaniu dziecka, trudności w porozumieniu z drugim człowiekiem, trwanie w jakimś nałogu, przywiązanie do grzechu, brak akceptacji przez środowisko, opuszczenie przez współmałżonka, brak zrozumienia, ktoś traktuje cię jak niepotrzebną rzecz... Być może leżysz tak jak ten chory z dzisiejszej Ewangelii ... duchowo, a może i fizycznie sparaliżowany... czekasz na pomoc drugiego. Wypatrujesz kogoś, kto mógłby pomóc ci wstać.


Moja siostra bezsilność... Bezsilność - w pełnym tego słowa znaczeniu - znikąd pomocy, znikąd pocieszenia. Osamotnienie w cierpieniu. Nawet jeżeli próbuję tę sprawę powierzyć drugiemu człowiekowi, to on i tak nie jest w stanie mi pomóc. Może nie chce pomóc bo nie jest w stanie, a może nie chce pomóc, bo... gdy ja sama chce zejść do sadzawki, on "schodzi przede mną" uniemożliwiając mi zejście? I wtedy moja bezsilność się pogłębia. Bo zamiast pomóc, ktoś jeszcze wali cię po głowie. I wówczas co pozostaje? Są dwa wyjścia: albo totalnie czarna rozpacz i beznadzieja albo.... Czy usłyszałeś już Słowo Pana na dziś?


Jezus patrzy w stronę Sadzawki Owczej - Betesdy. (Tak naprawdę to miejsce odzwierciedla życie człowieka). Co ciekawe... przy tej Sadzawce leży "mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych" i "człowiek, który od trzydziestu ośmiu lat cierpiał na swoją chorobę" (J 5,3-5). W okolicach Betesdy znajduję się i ja... i ty. Słyszysz pytanie Jezusa: "Czy chcesz stać się zdrowym?" (J 5,6b)


Może w tym momencie nie dostrzegasz Jezusa, słyszysz pytanie... ale czy wiesz Kto pyta!!!? Próbujesz Mu tłumaczyć... Panie, nikt się nie znalazł kto by zechciał mi pomóc, a wręcz przeciwnie - jest jeszcze gorzej, jak zwracam się o pomoc...! Nie tłumacz już nic... otwórz oczy i zobacz Kto cię pyta. Klękam przed delikatnością Boga, który nie musi pytać. Który chce usłyszeć twoją decyzję! Który szanuje twoją wolę... który nie wejdzie bez zaproszenia...


Co mnie najbardziej zaskoczyło w dzisiejszej Ewangelii? Właśnie to pytanie Jezusa. -No przecież Panie! Co jeszcze tak dziwnie pytasz! Pewnie, że chcę być zdrowy! -"Wstań, weź swoje łoże i chodź" "NATYCHMIAST wyzdrowiał (...), wziął swoje łoże i chodził" (J 5, 9)


Kocham moją siostrę bezsilność. Nie chcę się przeciw niej buntować... bo zabija we mnie moją pychę i brak pokory... bo pozwala na pełne miłości spotkanie Jezusa, który chce uzdrowić wszystkie moje słabości, który chce dotknąć wszystkich moich zranień. W mojej bezsilności... spotykam Boga.


Pewnie jesteś ciekawy co stało się dalej z człowiekiem uzdrowionym przez Jezusa? Otóż spotkali go Żydzi. A był szabat... Już widzę ich miny! "Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża" (J 5, 10).


Co za absurd!!!!

Z jednej strony rozumiem ich "święte" oburzenie, ale z drugiej strony, co za masochista ustanawia takie beznadziejne prawo. Jestem człowiekiem wolnym, mogę swoje łóżko targać tam i z powrotem jeżeli mam ochotę! Mogę postawić tyle kroków ile potrzebuję! Kto w ogóle przyjął takie abstrakcyjne normy postępowania? Człowiek, który służy Panu?


Czy Bóg liczy każdy krok postawiony w szabat? Jezus w mistrzowski sposób demaskuje obłudę faryzeuszy i innych "uczonych". W innym fragmencie Ewangelii mówi: "Nakładacie ciężary nie do uniesienia na innych, a sami nawet palcem nie ruszycie"! W szabat zatem nie można było m.in. uzdrawiać, targać łóżek, przejść więcej niż 2000 łokci! - czyli 900 metrów. Gdzie w tym logika!


No dobra, szanuję Żydów z dzisiejszej Ewangelii i niech im będzie. Chcą zachować szabat - w porządku. Ale żeby zaraz prześladować Jezusa, za to, że uzdrowił człowieka w szabat?! Nie tylko Go prześladowali, ale również chcieli Go zabić! Por. (J 5, 16-17)


Tak na marginesie rodzi się pytanie: Czy nie jestem przypadkiem faryzeuszem, który gnębi innych nakładając ciężar nie do uniesienia? Warto zweryfikować swoje zachowanie: w stosunku do żony, męża, dziecka... innych osób. Wymagam od innych, a od siebie?


Bardzo ciekawe jest spotkanie Jezusa z człowiekiem, po jego uzdrowieniu... "Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: "Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło" (J 5, 14). Trzeba przyznać, że dużo dająca do myślenia refleksja.


Jezus stale jest przy tobie, szuka cię, chodzi za tobą, czeka u twoich drzwi... puka. Wypatrzył ciebie wśród tłumu ludzi chorych, zniewolonych, smutnych, nie mających nadziei... pyta: "Chcesz być zdrowy?" Jaka będzie twoja odpowiedź?


Ściskam

Agnieszka Frydrych