19.jpg środa, 04 kwietnia 2012 10:24

"Jeden z was mnie zdradzi"... Czy to ja Panie?


I znowu Judasz... W zasadzie jego postać nie schodzi ze sceny wydarzeń w tym Tygodniu. Wczoraj Judasz planował zdradę, Piotr zapewniał Jezusa o swojej wierności... czy wiedział, że jest to tylko pusta obietnica?

A Jezus? On wie, że za chwilę wszyscy uczniowie Go opuszczą. W Ogrodzie Oliwnym rozpierzchną się, uciekną gdzie pieprz rośnie...

A ja? Jak mogę oceniać Judasza, skoro wielokrotnie zdradzam Jezusa? Jak mogę dziwić się Piotrowi... przecież często jak On zapewniam Jezusa o swojej miłości i wierności... a za chwilę zapieram się Go w najprostszych gestach? Jak mogę szufladkować zachowanie Apostołów... Pewnie sama w obliczu zagrożenia wzięłabym nogi za pas! Nie wiem!? czy by tak było. Wiem jedno: chcę być najbliżej jak mogę mojego Pana... chcę być bardzo blisko. Tylko tyle. Cała reszta naprawdę się nie liczy...


Dzień zdrady... Judasz idzie do arcykapłanów i pyta: "Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam". Tak szczerze... to on chyba do końca nie liczył tylko i wyłącznie na pieniądze. Kiedy dostaje 30 srebrników - cena za niewolnika - wcale się nie targuje. Jest z nim o wiele gorzej! W momencie podjęcia decyzji o zdradzie, "po spożyciu kawałka chleba" jak relacjonuje nam Ewangelista Jan - wchodzi w niego szatan. Tak naprawdę Judasz jest absolutnie pod wpływem złego ducha. Przeraża mnie ten fakt. Nie wiem, czy jesteśmy do końca świadomi tego, że wchodząc w relację ze Złym, poprzez konkretny grzech ciężki, jesteśmy pod jego wpływem. Tak jak Judasz.


Pieniądze, które wziął za zdradę to w zasadzie mało istotna kwestia. On idzie daleko głębiej. Chce za wszelką cenę "zmusić" Jezusa, aby On w końcu zaczął zachowywać się jak przystało na "prawdziwego" Mesjasza! Czy można zmusić Boga do czegokolwiek?


Nie znoszę słowa "zmusić". Owszem można próbować coś wymuszać na kimś. Ale gdzie tu mowa o jakiejkolwiek wolności czy miłości. Wystarczy spojrzeć do Ksiąg Starego Testamentu. Naród wybrany poprzez swoje nieustanne szemranie przeciwko Bogu, również próbował coś na Nim wymusić. Ale czy to im wyszło na dobre?


Patrzę na Judasza i myślę... przecież on w ogóle nie znał Jezusa. Nie słuchał Go czy co? Bo nie rozumiem. Był w gronie najbliższych, jeden z Dwunastu. I nie wiedział tak naprawdę o czym mówi Mistrz.


Czy nie jest tak w naszym życiu, że przymuszamy Boga do pełnienia naszej woli? Za wszelką cenę usiłujemy Boga wkomponować w nasze plany, marzenia. Warto sobie w końcu zadać pytanie: czy pytam Go o to, jaki plan wobec mnie ma On sam? Czy poddaję się Jego woli, szukam jej?


Dzień zdrady... Tuż przed męką i śmiercią Jezusa. Zamykam oczy... widzę mojego Pana opuszczonego... Jego zdanie wypowiedziane w Wieczerniku: "Jeden z was mnie zdradzi" jest bardzo wymowne. Widzę już minę Apostołów. Ich zaskoczenie, niepewność, może niedowierzanie. W popłochu zaczynają upewniać się: "Chyba nie ja Panie?". Na pewno każdy z nich, z nas - chciałby usłyszeć: "Nie ty".


Judasz usłyszał: "Tak, ty". Straszne... usłyszeć z ust mojego Pana: zdradzisz Mnie... Straszne uczucie i świadomość, że jestem tym człowiekiem, przez którego "Syn Człowieczy będzie wydany". "Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził" mówi Pan.


Weźmy dzisiaj te słowa głęboko do serca... zanim podejmiemy decyzję o kolejnej, świadomej zdradzie Jezusa. Na szczęście w perspektywie mamy Golgotę i Krzyż. Oby nikt z nas nie przeoczył tej szansy.


Judasz mimo usłyszanego wyznania: "przyjacielu" (podczas swojej zdrady Jezusa w Ogrójcu) nie cofnął swojej decyzji. Poszedł dalej, ale nie pod Krzyż... tylko po zatracenie.


Dzień zdrady Jezusa... ukochaj dzisiaj Boga... bez granic. Cytaty wzięte z (Mt 26,14-25).
Agnieszka Frydrych