26.jpg środa, 18 kwietnia 2012 09:12

Światło! Nosisz je w sobie?


"Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16)

Szczyt naszej wiary... uwierzyć, że Bóg mnie tak bardzo kocha... ze wszystkimi moimi ciemnościami i słabościami... jakkolwiek nie byłyby dla mnie do ogarnięcia... Bóg mnie kocha! Dał swego własnego Syna, abym mogła żyć! Słyszysz to zdanie? Jezus przyszedł po to, abyś ty mógł żyć! Ale nie tak byle jak! Lecz prawdziwie, w wolności dziecka Bożego.


Jan oczywiście rozwija tę myśl, pogłębia prawdę o Bożej miłości. Mówi dalej: "Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat przez Niego został zbawiony" (J 3,17).


Zatem nie masz już wymówki: Bóg mnie nie chce. Bóg na pewno patrzy na mnie krzywym wzrokiem i czeka na moje potknięcia. Jak Bóg może wybaczyć mi tamten ohydny grzech!? Nie jestem dobrym, posłusznym dzieckiem - jestem krnąbrny! Jak zatem Bóg może znieść mój brak miłości? Mogę jeszcze długo pisać o naszych niedoskonałościach... ale tak naprawdę po co?


Nie skupiajmy uwagi na sobie, ale przyjrzyjmy się dziś Bogu, który kocha... bez warunków, bez granic... Zobacz decyzję Jezusa: Oddam za ciebie własne życie, po to, abyś ty mógł żyć. Nie przyszedłem cię potępić, ale zbawić. Ukochaj krzyż, gdyż właśnie na nim zostało ukrzyżowane to wszystko, co tak bardzo przeszkadza ci w dążeniu do Mnie. Jesteś drogi w moich oczach, wykupiłem cię Swoją Przenajświętszą Krwią. "Nabrałeś wartości i Ja cię miłuję!" (Iz 43,4)


Bracie uwierz Bogu, który mówi, że już "nie podlegasz potępieniu" (J 3,18). W tym samym jednak wierszu jest też inny konkret : "kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego." Bóg NIGDY nie potępia! ... Ten kto nie wierzy - zostaje potępiony... dlaczego? Bo nie przyjął prawdy o Bogu, który zbawia! Kto go potępia? Sam siebie! Bo nie uwierzył w miłość Boga co do swojej osoby. Sam świadomie odrzuca Boga, który za niego oddaje swoje życie. Bóg dla niego umiera... dla niego też zmartwychwstaje... ale dla tego niewierzącego człowieka nie ma to znaczenia. Odrzucić Boga... podeptać, nie przyjąć Jego Ofiary... to zdecydowanie lepiej się nie narodzić!


Jan mówi jeszcze i takie słowa w dzisiejszej Ewangelii: "Sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, aniżeli światło: bo złe były ich uczynki" (J 3,19). Kochać bardziej ciemność aniżeli światło! Chyba tylko niewolnik ciemności może ukochać bardziej ciemność, śmierć, brak życia, brak miłości... Jak długo można poruszać się albo żyć w ciemności? Nie da się. Czy można w ciemności dokonywać czegoś twórczego? Czy można się rozwijać, być pełnym radości? Mrok jest specyficzny. Rodzi strach, zabija nadzieję, powoduje, że człowiek zabija w sobie resztki światła, przyzwyczaja się? do mroku. Brrr... zimno!


"Ludzie bardziej umiłowali ciemność (...), bo złe były ich uczynki". Jan chce ci dzisiaj powiedzieć, że człowiek żyjący w swoim grzechu, tak się bardzo do niego przyzwyczaja, zżywa się z nim, jest dla niego chlebem powszednim życie w mroku swojego grzechu... że kocha bardziej ciemność aniżeli światło! "Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków" (J 3,20). Paradoks! Człowiek nie chce, aby potępiono jego uczynki... sam siebie potępia! Odrzucając Światło, nienawidząc Go i nie zbliżając się do Niego! A przecież... zbliżając się do Światła, stajemy w prawdzie. Bóg, który przyszedł do tych, którzy są pogrążeni w ciemności... zamieni złe uczynki nasze na te "dokonane w Bogu" (J 3,21).


Bóg nigdy nie zmęczy się twoją ciemnością... nawet jeżeli jest ona wielka! Po to przyszedł na świat, abyś ty miał życie! I to jakie! Nie uciekaj od Światła, nawet jeżeli sknocisz coś maksymalnie! Tym bardziej szybko przychodź i stawaj w światłości, aby nie pomnożyć swojej ciemności.


Dużo Światła na ten dzień życzę i wcale nie chodzi tu o światło słoneczne, którego dzisiaj jest dostatek. O inne Światło zawalcz dzisiaj w sobie. Dobrego dnia.


Agnieszka Frydrych