32.jpg wtorek, 15 maja 2012 11:58

Bóg, który walczy

Za każdym razem kiedy uświadamiam sobie jak bardzo Bóg o mnie walczy... tak osobiście, jakbym tylko ja istniała na świecie... wtedy nie mogę wyjść z podziwu... Kiedy tak przyglądam się co uczynił w życiu Pawła i Sylasa... wtedy przychodzą mi na myśl sceny z mojego życia... i myślę sobie: o mnie Bóg walczy jeszcze bardziej!


Ale kiedy myślę o tej trosce Boga, jednocześnie myślę też o różnych sytuacjach. I wzdycham sobie cicho... ech, nie było łatwo! Wtedy też ze wstydem przyglądam się swoim buntom przeciwko Panu, swojej niewierze w Jego interwencję, swoim wszystkim brakom zaufania... Co mogli czuć Ci dwaj, o których dzisiaj Dzieje Apostolskie (16,22-34) mówią? Jaka była ich wiara! Kiedy "pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i siec ich rózgami"? Autor opowiada, że było to "niezłe" biczowanie, bo otrzymali "wiele razów", po czym zostają wtrąceni do więzienia i pilnie strzeżeni. Czy dałabym radę znieść taką próbę? Czy Ty, Drogi Przyjacielu dałbyś radę?


Nie wiem jaka jest odpowiedź, bo tak naprawdę przychodzi ona dopiero w momencie próby. To "zdarcie szat i sieczenie rózgami" wbrew pozorom często pojawia się w moim i pewnie w Twoim życiu... jakiś grzech - paskuda, który przykleił się mocno tak jak super glue i nie chce się oderwać, a każda próba zdarcia go powoduje oderwanie i kawałka skóry - w każdym razie nie bezboleśnie.


Praca, gdzie jasno i otwarcie trzeba przeciwstawić się kolegom, którzy zachęcają np. do obejrzenia pornografii (kiedyś Jacek pracował wśród gości, którzy w przerwie między jednym zajęciem a drugim, zaglądali do swojego baraku, aby tam piłować filmiki, od których wątroba wywracała się do góry nogami).


Znam też przypadek mężczyzny, który w pracy przeciwstawił się, bo nie mógł znieść wielkiego obrazu z nagą kobietą, która wisiała obok wizerunku Ojca Świętego Jana Pawła II. Cały czas się z niego śmieli i przy każdej okazji szydzili. Dalej idąc: koledzy, którzy zachęcają do wypicia wódki, a jak odmawiasz to kwalifikują cię do sekty naszych braci Jehowy - trudno im zrozumieć, że chrześcijanin, katolik też może nie chcieć wypić alkoholu. Może ta rózga to również brak porozumienia ze współmałżonkiem, porażka w wychowaniu dziecka... przykłady można mnożyć...


W życiu Pawła i Sylasa rózga była konkretna: bo z uporem i niezmiennie opowiadali się za Jezusem!

Być może dojdziesz do wniosku, że w naszym życiu mało mamy takich konkretnych momentów... Czyżby? Każda nasza niewierność jest brakiem przyznania się do Jezusa. KAŻDA! Brak wiary, brak zaufania, brak gotowości, aby iść tam, gdzie posyła Pan... szukanie swojej woli i widzenie swojego czubka nosa... A tymczasem każdy dzień to duchowa a może i fizyczna walka: o dobry, spokojny dom, poukładane relacje, wewnętrzną radość, stan łaski uświęcającej w naszej duszy, dobra spowiedź, umiejętność powiedzenia Bogu: TAK, a grzechowi: NIE...


Co zrobili Paweł i Sylas? Po bardzo trudnym i zapewne bolesnym biczowaniu, siedząc w lochu z nogami zakutymi w dyby "o północy (...) modlili się śpiewając Bogu hymny"!


O matko! Czy stać by mnie było na wdzięczną Bogu modlitwę za to, że ktoś zlinczował mnie, a nawet może chciał zabić za moją przynależność do Boga? Dobre pytanie. Bo w naszym życiu wiele jest trudnych sytuacji, po których: albo siadamy i załamujemy ręce, być może nawet buntujemy się przeciwko Bogu albo modlimy się... "Śpiewać Bogu hymny" to znaczy wychwalać Go. Więc jak często zdarza się nam modlić z dziękczynieniem za daną sytuację, pełną cierpienia, być może niesprawiedliwości, krzywdy? Jak często? I czy: w ogóle zdarza się? Może w tym momencie niektórzy powiedzą: "Trudna jest ta mowa" albo: "posłuchamy cię o tym innym razem"...


Jaka musiała być wiara tych dwóch, którzy przechodząc drogę cierpienia, śpiewają - podejrzewam ledwie żywi po tym biczowaniu - hymny wychwalające Boga! Ano taka Drogi Przyjacielu, że "nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak, że zachwiały się fundamenty więzienia"! Interwencja Boga jest niesamowita! Zawsze i wszędzie! Być może nie czujesz tego trzęsienia ziemi, kiedy o ciebie walczy Bóg! Warto też zadać inne pytanie: może nie czujesz - mniejsza o uczucia - ale czy WIESZ? Czy jesteś przekonany, że Bóg zawsze walczy o ciebie! Teraz akurat jestem na etapie studiowania Księgi Wyjścia i szczęka mi za każdym razem opada - już przestaję to rejestrować - kiedy widzę jak Bóg walczy o swoich wybranych! Jest tego tyle, że nasza strona by nie pomieściła!


Co się stało kiedy zatrzęsło się w posadach więzienie? Tak na marginesie: Bóg walcząc o nas: o ciebie i o mnie zawsze aż trzęsie posadami naszych zniewoleń, po to, abyśmy stali się wolni. Być może to boli - rozstać się ze swoim ulubionym grzechem - czasami musi "boleć", ale boli konsekwencja zła, a nie wyzwalanie Boga!


"Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany". Co ciekawe: "ze wszystkich opadły kajdany". Zastanawiałam się dlaczego, ze wszystkich więźniów, a nie tylko z Pawła i Sylasa. Być może dlatego, że oni wraz z nimi modlili się? Jest w tym fragmencie takie miejsce, gdzie w momencie kiedy ci dwaj wychwalali Boga "więźniowie im się przysłuchiwali". Na pewno nie umieli tych hymnów, ale "przysłuchiwali im się", być może ich serce zaczęło się wyrywać do tego Boga, którego czcili tamci? Być może... ale na pewno! Bóg jest bardziej hojny niż nam się wydaje. Daje więcej niż byśmy się spodziewali, daje w nadmiarze. Dlatego uwalnia wszystkich więźniów, nie tylko Pawła i Sylasa. Nie ma więźnia, którego Bóg nie chciałby wyzwolić - wystarczy spojrzeć na Krzyż - nie ma też niewoli, która byłaby przeszkodą dla Boga. No chyba, że na siłę się uprzemy trwać w naszej niewoli...


A strażnik sobie spokojnie spał... A kiedy "zerwał się ze snu i zobaczył, że drzwi więzienia są otwarte, dobył miecza i chciał się zabić". No tak - to chyba jedyne (oczywiście w jego mniemaniu) rozwiązanie w obliczu tego, co go czekało w momencie, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Ile razy traciłeś głowę w momencie kiedy świat ci się zawalił? Utrata pracy... a tu tyle kredytów do spłacenia, dziecko, które absolutnie zeszło na złą drogę, odejście współmałżonka... i wszystkie inne dramaty... Tamtemu strażnikowi właśnie grunt usunął się spod nóg, po ludzku nie widział żadnego rozwiązania. Podobnie jak czasami my... po ludzku zdaje się, że nie ma szans na cokolwiek, na jakiekolwiek wyjście z trudnej sytuacji. Dlaczego zawalił mu się świat? Bo nie było w nim Boga. Czy zawsze w twoim świecie jest Bóg? Jak tak patrzę na świat, a raczej to co się z nim dzieje, to coraz bardziej dochodzę do przekonania... że już dawno Boga wyrzucił poza margines swoich spraw. Dlatego jest nieszczęśliwy!


Paweł widząc co się dzieje, mając głowę na karku, głośno wykrzyczał swoją troskę: "Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy!". Swoją drogą mogli wziąć nogi za pas, jak tamten spał. Więzienie otwarte, droga wolna! Ale on skorzystał ze sposobności, aby przyprowadzić jeszcze jednego człowieka do Boga. Nie wiem jak traktował ich strażnik zanim zamknął ich do lochu... W każdym razie ich postawa była jednoznaczna. Zresztą po takich fajerwerkach z trzęsieniem ziemi mieli pewność Kto walczy po ich stronie. Tak się zastanawiam... tylu ludzi codziennie nas mija. Nad jednymi się zatrzymujemy, nad drugimi nie, jeszcze inni są nam zupełnie obojętni. A czy mamy świadomość, że oni wszyscy są dziećmi Boga? Który tak samo walczy o nich jak i o nas! Czy rano prosimy Ducha Świętego, aby zaprowadził nas tam gdzie chce. Być może tam, gdzie my sami nie chcemy, bynajmniej tam, gdzie nas wychłoszczą słowami, dotkną szyderstwami... być może właśnie z powodu Jezusa...


Głupi chyba byłby ten, kto by nie skorzystał z danej sytuacji w jakiej znalazł się ten strażnik... Oczywiście, że mógł podnieść alarm nawet za cenę utraty swojej głowy... ale on "przypadł drżący do stóp Pawła i Sylasa". Mało tego, wyprowadził ich z więzienia. Co też pewnie kosztowało go niemało wysiłku i zadał proste pytanie: "Co mam zrobić, aby się zbawić?" Dla niego było jasne, że już inaczej nie umie żyć jak tylko "uwierzyć w Pana Jezusa". Dodatkowo jeszcze otrzymał bonus w postaci zbawienia nie tylko siebie, ale również i "swojego domu". Dlatego wcześniej mówiłam już, że Pan Bóg jest hojny i daje w nadmiarze, więcej niż byśmy się spodziewali.


Oczywiście Paweł i Sylas "opowiedzieli naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom". A on? "Tej samej godziny w nocy wziął ich z sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym swoim domem". W konsekwencji też zaprowadził ich do swojego mieszkania, przygotował stół, nakarmił ich - wcześniej opatrzył rany po biczowaniu - "i razem z całym domem cieszył się bardzo, że uwierzył Bogu". NIESAMOWITE jak działa łaska Pana! Niesamowite też jest to, że Bóg posłużył się ludźmi w zrealizowaniu swojego planu. Bóg na co dzień posługuje się Tobą - Drogi Przyjacielu. Być może czasami potrzeba jakiegoś cierpienia, by ktoś kto nas prześladuje albo umiejętnie omija drogi Pana... przyszedł do Niego, właśnie dzięki Twojemu otwarciu.


W Psalmie (105,15) Bóg mówi: "Nie dotykajcie moich pomazańców". Wyobrażam sobie Boga, który mówi ten tekst. Nie chciałabym się znaleźć w skórze tego, kto mimo wszystko dotyka tych, którzy do Boga należą. I tu przychodzi taka refleksja: niestety poprzez grzech - w różnych jego formach - to czynię... myślą, mową, uczynkiem, zaniedbaniem... to inna strona medalu. Ale na dziś najważniejsze jest to, że widzę Boga walczącego o mnie. Widać to w (Dz 16,22-34) kiedy On walczy nie tylko o Sylasa, ale również o wszystkich uwięzionych. Walczy o tych, którzy od Niego odchodzą, o tych, którzy w Niego nie wierzą, nie znają Go...


Podziękuj dzisiaj szczególnie Panu, za to, że staje zawsze po Twojej stronie, nigdy się nie zniechęca i nigdy się nie męczy w szukaniu Ciebie.

Agnieszka Frydrych