34.jpg środa, 23 maja 2012 10:12

Kilka myśli o jedności


"Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno" (J 17,11b). Ups! Zachować jedność na wzór Trójcy Świętej! Niezłe zadanie - przed nami chrześcijanami... I czy jest to w ogóle możliwe? Skoro Jezus o to prosi Ojca, to pewnie tak. Warto wobec tego zacząć od swojego podwórka... od swojego serca. Bo nie wyobrażam sobie jedności z moim bratem bez jedności z Bogiem. I nie wyobrażam sobie jedności z Bogiem bez jedności z moim bratem. Jedno bez drugiego nie ma racji bytu.


Jak rozumiem jedność z Jezusem? Według mnie to nieustanne staranie się i nieustanna walka o czystość serca, duszy, ciała. Walka z moimi słabościami: niechęcią i tendencja do skracania namiotu spotkania. Zaniedbanie modlitwy jest dużym brakiem jedności z Bogiem. Czy 5 min. w ciągu dnia wystarczy komuś kogo się kocha? Nie! Jeżeli kogoś kocham to nieustannie o nim myślę, staram się o kontakt, przelotne spojrzenie, ciepły uśmiech, dotyk dłoni, sms. Tęsknota jest nieodłączną częścią miłości. Zatem, czy moje życie jest wypełnione tęsknotą za Bogiem?

Zaniedbanie sakramentu pokuty, niedokładne i "po łebkach", w ostatniej chwili przygotowanie do spowiedzi... odkładanie na później... A wystarczy sobie uświadomić, że Jezus w osobie tego księdza na mnie czeka. Wystarczy wiedzieć, że czeka tam na mnie Ojciec, który mało nie wyskoczy ze skóry, bo niecierpliwy jest... czekaniem na mnie, pragnieniem mocnego przytulenia, okazaniem radości z powodu, że "wreszcie wróciłeś synu". Brak jedności z Bogiem to również ubogie korzystanie z sakramentu Eucharystii lub całkowity jej brak. Rodzi się we mnie następne pytanie: jak można podejść z miłością do brata będąc - na własne życzenie - oddalonym od Boga?


No dobrze, jak już w końcu uporządkujemy relację z naszym Panem. To co dalej? Jezus mówi o jedności między nami.Więc warto zacząć od współmałżonka. Co robię, aby tę jedność budować? Nie wystarczy raz jeden zatroszczyć się o jedność myśli, serca, ducha, ciała. Trzeba budować nieustannie, w każdej chwili, na każdym kroku. Szkoda czasu na kłótnie, niedomówienia, przepychanki, walkę o pozycję w domu. Może czasami warto dać się zdetronizować. Najlepszym doradcą jest szczery dialog i to na dodatek w obecności Boga. Bo w obecności Boga nie można się oskarżać, nie można zwalać winę jedno na drugiego... bo On i tak wszystko wie, więc po co ta farsa, po co zakładanie masek? W Jego obecności najlepiej jest rozwiązywać konflikty. Pamiętam jak podczas rekolekcji pokłóciłam się z Jackiem... I to gdzie?! Przed Najświętszym Sakramentem! Czy to była kłótnia to tak do końca nie wiem. Ale na bank wymiana wzburzonych uczuć, niespokojnych myśli... Jezus bardzo szybko doprowadził nas do porządku. Trwało to bardzo krótko... i zakończyło się spowiedzią. Pamiętam jak byłam wdzięczna Jezusowi za to, że miało to miejsce właśnie w Jego obecności, bo gdzie indziej pewnie trudno byłoby tak szybko wrócić do siebie.


Należy dbać również o jedność z dziećmi. Traktować je z miłością i po ludzku. Nawet jeżeli chcą odejść... Na pewno nie wolno opuszczać modlitwy za nie! To jest chyba najważniejszy z obowiązków rodziców w stosunku do dzieci. Rozmawiać z nimi i pomagać im we wszystkich trudnościach jakie napotykają. Dzisiaj dzieciom, młodym ludziom, nie jest łatwo. Świat wartości jeżeli nie zostanie przekazany przez rodziców zawali się, ponieważ dzisiejszy świat żyje bez wartości.


No dobrze... współmałżonek, dzieci, rodzina. No właśnie... rodzina. Jak czasami trudno zachować jedność w rodzinie. Kiedyś ktoś mi powiedział: ludzie ze wspólnoty są mi bliżsi niż moja własna rodzina. Niestety sama doświadczam czasami niezrozumienia w najbliższym otoczeniu, bo przecież "nic innego nie robię tylko latam do tego kościoła". Wiem, że jest wtedy ciężko... ale tym bardziej muszę iść pod prąd i tym bardziej moi bliscy są dla mnie zadaniem. Muszę ich również doprowadzić do Chrystusa! Jestem powołana do tworzenia jedności z nimi.


Praca. No i tu mogą zaczynać się schody. Z różnymi ludźmi pracuję... czasami wyśmiewają moją przynależność do Chrystusa... Ich też mam kochać! Z nimi tez mam tworzyć jedno! Może warto uczynić gest pojednania. Może warto powiedzieć słowo przepraszam, nawet jeżeli nie czujesz się winny. Wiem, że brzmi to dosyć absurdalnie. Przecież nie będziesz przepraszać za to, że żyjesz! Ale być może dla tego człowieka będzie to olbrzymi krok do przodu i absolutna pomoc ku dobremu. A nawet jeżeli będzie to kolejny powód do szyderstwa z jego strony... nie bój się, Ty nic na tym nie tracisz tylko on. Co by było gdyby Chrystus nie wypowiedział z Krzyża słów "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią"?


Wspólnota. Wbrew pozorom i tutaj może dojść do zachwiania jedności. Mimo, że wszyscy dążą przecież do Boga i mają wspólny cel. Jesteśmy tylko ludźmi... dlatego zawsze warto rozmawiać. Bez emocji, bez agresji, bez oskarżania, oceniania. Wbrew pozorom ciągle mamy tendencje do oceniania, nawet chociażby w myślach... do patrzenia i doszukiwania się złych intencji. Jeżeli przychodzi taka pokusa warto wtedy pomyśleć o Bogu, który NIGDY nie doszukuje się we mnie niczego złego. Mało tego! Nigdy nie doszukuje się niczego złego w osobie, która w jakiś sposób mi "podpadła".


Ktoś kogo zupełnie nie znam. Można spokojnie rzec: osoba obca. Wbrew pozorom tu też można budować relację jedności. Poprzez zwykłą, codzienną uprzejmość, radosny uśmiech, "przypadkową" pomoc, chociażby w przytrzymaniu drzwi na klatce schodowej, kiedy ktoś za mną idzie.


Czytając te wszystkie myśli być może powiesz: no tak, łatwo ci mówić! Wcale to nie jest takie proste! Pewnie, że nie jest! Wiesz wobec tego, gdzie znalazłam źródło siły do wypełnienia tej jedności, o której mówi Jezus? W Jego modlitwie: "Dopóki byłem z nimi, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął (...)" (J 17, 12) Jezus jest z nami i strzeże nas. Tylko On jest gwarantem naszej jedności!


Jedność rodzi radość. I to radość w pełni! (por. J 17,13)

Czy wiesz dlaczego czasami trudno jest zawalczyć o jedność? Jezus daje dzisiaj prostą odpowiedź w modlitwie za swoich wybranych: "Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata". Szczerze mówiąc poczułam ogromną radość z powodu tych słów Jezusa. Tak, nie jestem ze świata. Jestem Jezusa! Należę do Niego! Czy może być coś piękniejszego niż taka właśnie świadomość? Pewnie, że łatwo nie jest! I kiedy przychodzi trudność, kryzys, ktoś ciebie usiłuje zniszczyć, dowalić, usunąć... wtedy miej w sercu wyrytą kolejną myśl Jezusa zawartą w modlitwie za ciebie do Ojca: "Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata".

Miło byłoby iść żywcem do nieba. Ale mamy widocznie tu na ziemi jeszcze jakąś misję do spełnienia. Dlatego Jezus pozostawia nas w świecie, ale nie jesteśmy sami! Jesteśmy uzbrojeni w Jego łaskę! Mamy obrońcę Boga, który strzeże nas od złego! Tylko też sami musimy chcieć nie tkwić w złym... Nie postępować tak jak dyktuje świat... Być w świecie, a jednocześnie być poza nim... Rzeczywistość do ogarnięcia? Pewnie, że tak! Przecież mamy Boga, jesteśmy Jego pomazańcami! Uświęceni Jego prawdą! Odkupieni Jego własną Krwią (por. J 17,17).


Jak tu w takim razie nie iść i nie głosić? Pewnie, że bez budowania jedności będzie ciężko wypełnić posłannictwo Jezusa. Dlatego tym bardziej budujmy naszą jedność, nawet jeżeli wymaga ona od nas większego zaangażowania, może modlitwy?


Jeżeli dzisiaj uda Ci się zbudować jedność tam, gdzie jej nie ma, to żyjesz! I to jak!

Agnieszka Frydrych