36.jpg czwartek, 07 czerwca 2012 08:15

Eucharystia


Na moje pytanie "Gdzie chcesz, abym poszła i poczyniła przygotowania, żebyś mógł spożyć Paschę?" Pan odpowiedział: "W twoim sercu..." Trochę zaskoczyła mnie ta odpowiedź, ale po chwili wydała się oczywista. Zrodziły się wówczas i inne refleksje: czy moje serce jest tym miejscem? Czy jest dobrze przygotowane? Co robię, aby być przygotowaną na spożycie Paschy z moim Panem? Pytania dość mocne! I jaka będzie odpowiedź z mojej strony? Po ludzku, co ja tak naprawdę mogę zrobić w tym kierunku?... Kiedy tak się zastanawiałam, przyszła odpowiedź w kolejnym zdaniu z dzisiejszej Ewangelii (J 14,12-16.22-26)


"I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: "Idźcie do miasta, a spotka się z wami człowiek, niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: Gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami ? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujcie dla nas". Uczniowie wybrali się i poszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział i przygotowali Paschę". I wtedy przyszła jasna odpowiedź, którą wczoraj usłyszałam z ust ks. Pawła: Jezus troszczy się o najmniejsze szczegóły... wystarczy tylko iść i zrobić to, czego On oczekuje! Nawet nie trzeba się za bardzo wysilać. Jezus ma wspaniały plan. Wystarczy posłuchać i zrobić tak jak On chce. Bez żadnych "alpejskich" kombinacji. Jezus przewiduje najmniejsze szczegóły... wystarczy tylko dostosować się i... zrobić! Rzeczywiście! I zrodziła się we mnie również kolejna myśl. To dotyczy nie tylko przygotowania Paschy... to dotyczy całego mojego życia. Bóg ma dla mnie wspaniały plan. Wystarczy tylko za Nim iść... nic więcej.


Dziś dostałam jasną odpowiedź: przygotuj Mi miejsce w swoim sercu. Ty Panie wiesz jak mam to zrobić. Powiedz mi, a ja dostosuję się, posłucham Twoich wskazówek... tylko powiedz, co ma robić...


Inna myśl zaprzątnęła moją głowę, kiedy zasiadłam do Wieczerzy w Wieczerniku razem z uczniami. Dlaczego Pan akurat tuż przed swoją Męką na Krzyżu zaplanował Paschę? Dlaczego akurat wtedy? Przecież mógł zrobić to dużo wcześniej lub w dowolnie innym czasie. Kiedy powstało we mnie to pytanie od razu przyszła odpowiedź: umocnił ich, nakarmił Swoim Ciałem i napoił Najświętszą Krwią. W innym wypadku ich wiara mogłaby rozsypać się w proch. I tak zwątpili... ale pozbierali się. Czy mogliby - nie posileni Ciałem i Krwią Jezusa - przeżyć Jego Mękę i Śmierć?


I tu od razu zaczynam myśleć nad własnym życiem... Czy mogłabym istnieć bez Eucharystii? Czy mogłabym żyć? Podejmować jakiekolwiek decyzje? Pewnie tak, tylko wątpliwa byłaby ich jakość! Czy bez Eucharystii potrafię wypełnić moje powołanie... najpierw do świętości, do bycia człowiekiem, do wypełnienia odpowiedzialności za współmałżonka.. do dobrego wychowania dzieci... do budowania prawidłowych relacji z innymi - z wszystkimi, których Pan stawia na mojej drodze, również i tymi "trudnymi", którzy mnie w jakiś sposób ranią, których ja ranię? Czy bez Eucharystii mogłabym wykonywać swoją pracę... odpoczywać... planować dzień, przeżyć kolejny dzień? Czy bez Najświętszego Ciała Chrystusa mogłabym cokolwiek dobrego zrobić? W ogóle, cokolwiek zrobić? Czy bez Eucharystii w ogóle jest możliwe cokolwiek? Z całą stanowczością odpowiem: NIE!, nie jest możliwe! Bo w Eucharystii wszystko ma swoje źródło i swój szczyt! Bez Eucharystii nie byłoby Kościoła, bez Eucharystii nie byłoby sakramentu małżeństwa... bez Eucharystii nie byłoby mnie.


Dziękuję Ci Panie za to, że karmisz mnie Swoim Ciałem. Za to, że przychodzisz do mnie żywy, prawdziwy, Twoja obecność w białej Hostii jest absolutnie realna. Dziękuję za to, że napełniasz mnie Sobą, załatwiasz wszystkie moje sprawy, rozwiązujesz to co nie jest po ludzku do rozwiązania. Dziękuję za Eucharystię, za to, że codziennie karmisz mnie Sobą, napełniasz pokojem, uwalniasz z moich niewoli i zniewoleń. Bez Ciebie nic nie ma sensu i w Tobie wszystko odnajduje sens. Dziękuję za to, że dla mnie stałeś się więźniem tabernakulum, ukryłeś się w małym kawałku Chleba.


Uwielbiam Ciebie Panie w Tajemnicy Eucharystii!

Dziękuję Ci Panie za to, że przelałeś za mnie Przenajświętszą Krew. Zawsze ilekroć kapłan podnosi Kielich... staję pod Krzyżem na Golgocie. Dotykam Krzyża... Twoja Krew spływa na moje dłonie, obmywa moje ciało, mnie całą, wpływa głęboko do serca... w Twojej Krwi wybielam swoje szaty... Już nie płynie we mnie moja krew, tylko Twoja... Jaka musi być Twoja miłość Panie... do mnie, grzesznika...


Warto wiedzieć, że Bóg już w momencie stwarzania świata, zanim zacząłeś istnieć... już zaplanował ten moment. Księga Wyjścia mówi o nocy, w której dokonała się Pascha... anioł śmierci, który miał za zadanie wyniszczyć wszystko co pierworodne w domach Egipcjan... musiał ominąć te domy, których drzwi oznaczono krwią baranka. "Intuicja Ojców Kościoła kazała im pytać, co tak cennego widział Pan we krwi tego zwierzęcia, że swemu aniołowi nie pozwala uderzyć i "przechodził obok" (Rdz 12, 13)? Odpowiadali: widział Krew Chrystusa, to ona poruszała Jego ojcowskie serce. Już tamtej nocy Bóg miał przed oczyma swojego Syna, już myślał o tym, by dać prawdziwego Baranka, który przyjmie na siebie nasz "sprawiedliwy wyrok". Już sama zapowiedź, sam tylko profetyczny znak krwi Pana Jezusa miał tak wielką moc, że chronił domy Izraelitów. Skoro sam symbol niósł ochronę i ratunek, o ile bardziej przynosi nam rzeczywistość dana nam na ołtarzu" (zob. R. Cantalamessa OFMCap. "Eucharystia nasze uświęcenie").


Dzisiaj pójdziesz Drogi Przyjacielu ulicami naszego miasta za Jezusem Eucharystycznym. Życzę Ci zatem mistycznego spotkania z Nim. On chce wejść w każdą dziedzinę twojego życia, chce ogarnąć cię całego, uszczęśliwić cię, mieszkać i przebywać z tobą. Pozwolisz Mu na to?


Agnieszka Frydrych