37.jpg poniedziałek, 18 czerwca 2012 09:39

"Oko za oko"? Czy na pewno tak właśnie chcesz żyć?


"Oko za oko, ząb za ząb" (Mt 5,38.) "Dobry" tekst... taki... jakby tu powiedzieć... starotestamentalny. Najprościej jest przywalić komuś, kto wyciąga do ciebie ręce w złym zamiarze, najłatwiej kogoś, kto sieje plotki lub w inny sposób cię poniża, zniszczyć słownie. O tak... bardzo łatwo... wypowiedzieć tysiąc słów... a może i czasami jedno... które zniszczy! Które zrani... dotknie, zasmuci. Bardzo łatwo drogi Przyjacielu. Wiesz...? mówią, że najlepszą obroną jest atak. A ja myślę, że najlepszą obroną jest PRAWDA! Ciągłe i nieustanne stawanie w prawdzie... przed Bogiem, samym sobą, drugim człowiekiem. Tylko taka postawa jest wyzwalająca. Tylko w taki sposób jestem w stanie być całkowicie wolny, nawet wówczas, gdy ktoś próbuje mnie zniszczyć, nawet wówczas, kiedy ktoś kładzie mnie na krzyż i przybija...


Mówisz dzisiaj do mnie Panie bardzo trudne słowa... "Nie stawiaj oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi". Co Ty do mnie mówisz Panie? Mam nie stawiać oporu złemu??? Nawet jak ktoś mnie gnoi, upokarza, celowo niszczy? Nawet jeżeli chce mnie zabić w ten czy inny sposób? Moje kochane dziecko... teraz nie rozumiesz... Zrozumiesz jak do Mnie przyjdziesz, oddasz Mi całkowicie siebie, całe swoje życie bez reszty... Wtedy tak... wtedy zrozumiesz. Tak Panie, chcę przyjść do Ciebie, chcę, abyś zabrał moje życie i uczynił je Twoim... tylko Twoim. Wtedy zrozumiem... No więc jak? Stało się! moje życie należy do Ciebie. Więc teraz rozumiem...


Nadstawić policzek... nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę. Z miłością, troską i cierpliwością podchodzę do brata, który kąsa, do brata, który rani... Tylko tak... innej drogi dla człowieka, którego życie należy do Pana... już nie ma. Dlaczego właśnie tak? Żeby pomóc jemu samemu. Żeby jadu zła nie sączyć ze swojego serca, żeby złem na zło nie odpowiedzieć.


Pomyślisz Przyjacielu... nie chcę być ofiarą losu, która ciągle nadstawia karku, posłusznie odsłania twarz, przyjmuje cios! Nie chcę tak! Pewnie, że nie bądźmy ofiarami losu! Chrześcijanin to ktoś po kim można nieustannie jeździć! A on i tak przebaczy!... Ciekawe podejście do życia... Wiadomym jest, że chrześcijanin przebacza zawsze! Tylko, aby przebaczyć, trzeba być uzdrowionym przez Chrystusa, trzeba być przez Niego dotkniętym... Pamiętasz? Twoje życie już nie należy do ciebie, tylko do Niego.


Dosyć niedawno miałam rozmowę z osobą, która została STRASZLIWIE skrzywdzona przez swojego współmałżonka. Z trudem i ogromnym bólem słuchałam jej zwierzeń... Zapytałam... przebaczyłaś? Padła odpowiedź... tak... Powiedziałam: nie, nie przebaczyłaś... skoro nie potrafisz usiąść z tym człowiekiem twarzą w twarz, a w tobie żyją najdrobniejsze szczegóły zła, które ci uczynił twój własny mąż, rana serca krwawi do nieprzytomności, ból pali do żywego, łzy cisną się do oczu i masz ściśnięte gardło... na samą myśl o tym, to znaczy, że musisz przyjść do Jezusa. On najpierw w tobie uzdrowi wszystko... On wie jak to zrobić. Może cię dotknąć od razu łaską uzdrowienia... a może to trwać jakiś czas...


Drogi Przyjacielu, prawie 6 lat duchowego kierownictwa, systematycznej spowiedzi... potrzebowałam, aby Pan obdarzył mnie łaską uwolnienia i przebaczenia ojcu, który mnie porzucił jak byłam małym dzieckiem. 6 lat tłumaczenia i ciągłego powrotu do "kryzysu ojcostwa"... przy różnych okazjach... nawet wówczas jak już miałam serdecznie dość wałkowania w kółko tego samego tematu... i mówiłam: przebaczyłam! Ale rana, która powstała musiała być bardzo starannie opatrywana przez mojego Pana. Z wielką delikatnością i cierpliwością... tak jak tylko On potrafi... Przy okazji zobaczyłam też, że Jezus uwolnił mnie z wielu innych rzeczy. Uzdrowił. Dzięki Jego dotknięciu mogę świadomie nadstawić mój policzek i być gotowa do przyjęcia ciosu. Czy boli? Pewnie, że tak. Ale wtedy szybko biegnę do mojego Pana... i proszę... zaopiekuj się mną, opatrz ranę, wyzwól z chęci odwetu, uratuj! Jednocześnie przyprowadzam też do Pana osobę, która mnie uderzyła... w ten czy inny sposób. I mówię... Panie, nią zajmij się w pierwszej kolejności... bo BARDZO potrzebuje Twojego mistrzowskiego opatrzenia rany.


Zatem świadomie przyjąć policzek można tylko w obecności Jezusa. Bez Niego nawet tego nie próbuj. Zachwycam się postawą Jezusa, ilekroć patrzę na Niego... tuż przed Jego śmiercią... związanego łańcuchami, po ludzku poniżonego do granic możliwości, stojącego przed arcykapłanem. W uszach dźwięczy mi mocne uderzenie... jeden ze sług spoliczkował Jezusa. Ale jeszcze bardziej słyszę Jego odpowiedź na policzek: "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz"? (J 18,23.)


Jezus domaga się odpowiedzi od policzkującego. Stał dumny i wyprostowany... świadomy tego co się stało, nie zasłonił się. Przyjął policzek... ale jak! Uzdolnij mnie Panie do takiej postawy, do takiego przyjmowania ciosów... Zatem nie dam się bić gdzie popadnie, nie dam się upokarzać, rozrywać złem. Z miłością przebaczę i przyprowadzę do Jezusa tego, kto mnie krzywdzi. Jasno powiem mu o tym, że mnie krzywdzi. Tak, aby zrozumiał, ale z miłością, w PRAWDZIE. Pamiętasz? Najlepszą obroną jest PRAWDA!


A co będzie jeżeli nie zrozumie? Bywa i tak. No cóż, twoim życiowym zadaniem będzie prosić o jego zbawienie. Jeżeli ktoś jest nie wyuczalny... trudno! Kiedyś ś.p. Ojciec Możdrzeń SJ powiedział: "Głupota nie jest grzechem".... Pozwolisz Drogi, że zostawię to dalej bez komentarza. Tylko zakończę myśl: twoim obowiązkiem jest, za tę osobę się modlić.


To może tyle na temat policzka. Ale na tym nie koniec tego, co powiedział Jezus w dzisiejszej Ewangelii (Mt 5, 38-42). "Temu kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz". Może się i zbulwersujesz: Jak to?! Ktoś chce mi coś zabrać, a ja mam mu jeszcze dodać tak, aby miał w nadmiarze? O nie! Nie dość, że chce mnie ograbić, to ja mam mu to dobrowolnie oddać i nie tylko to? W życiu nie dam się tak oszukać! I to jeszcze świadomie!


Spokojnie.... Tak jak Jezus mówi "odstąp i płaszcz". Zobaczysz co się będzie działo. Przede wszystkim - w twoim życiu. Hojność - jak samo imię wskazuje - jest niesamowitą siostrą. Pomagającą czynić cuda. Pomyśl, co by było, gdyby Bóg nie był hojny! O matko! Nawet myśleć o tym nie chcę! Ale ta siostra Hojność ma niestety wymagania: dzielę się, czy obdarowuję kogoś szczerze... A nie: np. daję na ofiarę 10 zł. i myślę.... Kurde! Szkoda mi tej dychy! Daję coś komuś... a w środku, aż żal! To nie dawaj wtedy! Przynajmniej szczery będziesz.


Dawaj w hojności, ze szczerości serca. Jeżeli tak będziesz postępował w życiu, nawet jeżeli ktoś zmusi cię do oddania czegoś... zrobisz to z miłością i ze szczerości serca. Zresztą, o to prosi dzisiaj Pan: "Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie". Pamiętaj: "Radosnego dawcę miłuje Bóg". Ważnym jest tutaj słowo: "radosnego". Ktoś kto potrzebuje i prosi wyczuje, czy dajesz z życzliwością, czy jednak z chytrością w sercu. A nawet jeżeli on nie wyczuje, to widzi to przede wszystkim Bóg. Zasmucasz swojego Anioła Stróża, już nie wspomnę o twoich bliskich zmarłych i całym Niebie, które przygląda się tobie. Pamiętaj, to co robimy w ukryciu, na dachach będzie głoszone, wykrzykiwane...


To ciekawe... że mamy niestety tendencję do tego, aby zawsze coś tam ukrywać, skrzętnie skrywać, tak aby nie wyszło na światło dzienne. Kogo my tak naprawdę oszukujemy?! Chyba tylko samych siebie, no może jeszcze uda nam się wyprowadzić w pole drugiego człowieka... Ale perspektywa Nieba, Boga, bytów widzialnych i niewidzialnych, Mocy, Zwierzchności i Władzy? Mieć świadomość, że nigdy w moim życiu nie ma sytuacji, że nikt mnie nie widzi! Ostra jazda! Nigdy sam nie jestem! Owszem oko ludzkie mnie może i nie dostrzega... chociaż w dobie "fruwających" sateloid? Widzi cię cały niewidzialny dla oka ludzkiego świat! Więc po co żyć tak, aby się wstydzić? I znowu wracam do punktu wyjścia: aby tak żyć, trzeba nieustannie przychodzić do Jezusa, po uzdrowienie bardziej duszy niż ciała. Ciała też... jeżeli jest taka Jego wola.


Dalej Jezus mówi: "Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące". No i znowu Panie, chyba przesadziłeś... Nie mam przede wszystkim czasu... dom, żona, mąż, dzieci, praca, różne zajęcia, hobby... A Ty każesz mi jeszcze wyskrobać czas dla kogoś kto potrzebuje mojej obecności. Przede wszystkim nie wiem, czy chcę się z nim spotkać, mam przecież do tego prawo! A Ty mi każesz iść... aż "dwa tysiące kroków" ledwie na tysiąc mi starcza sił... a Ty mówisz dwa tysiące! Wymagający jesteś! No ale dobra, nie będę Ci znowu marudzić. Skoro tak mówisz, to tak ma być! Tylko uzdolnij mnie Panie do tego, abym zawsze i wszędzie umiała obdarowywać, kochać, przebaczać, być dla innych, służyć... abym po prosu była bardzo dobrym Twoim dzieckiem. A kiedy uczynisz mnie takim dzieckiem... bez problemu nadstawię policzek, oddam nie tylko szatę ale i płaszcz, pójdę dwa tysiące kroków z kimś kto mnie wkurza, a nawet i wykorzystuje do swoich celów, dam temu kto mnie prosi i nie odwrócę się od tego kto chce ode mnie pożyczyć. Amen.


Agnieszka Frydrych