41.jpg niedziela, 12 sierpnia 2012 09:31

Nie zasmucaj Bożego Ducha Świętego, którym zostałeś opieczętowany...


Twoja prośba Pawle (Ef 4,30-5,2) zrodziła we mnie smutek, tęsknotę za Bogiem... Dzisiaj Duch Boży zasmucany jest szczególnie... zawsze ilekroć pojawia się decyzja o grzechu... Jezus przybijany jest do Krzyża. Grzech szyderczo się panoszy... a mój Mistrz umiera! Wydaje siebie samego za nas w ofierze... Niesamowita prawda, która zmusza do klęknięcia... Opieczętował cię Bożym Duchem, umiłował, przebaczył, cierpiał męki, o których ci się nawet nigdy nie śniło... umarł! A wszystko po to, aby znikła z naszego serca "wszelka gorycz, uniesienie (rozdrażnienie), gniew, wrzaskliwość (krzyk), znieważanie (bluźnierstwo) - wraz z wszelką złością" (Ef 4,31.)


Gorycz wypełniająca serce... maluje się na twarzy. Zgorzkniały człowiek, który ciągle i wiecznie ma pretensje do wszystkiego i wszystkich - za to, że żyje! Jak żyć z sercem przepełnionym goryczą? Wypalonym do cna, ciągle i wszędzie węszącym zło, podstęp, niedobre intencje innych... Oj ciężko żyć z sercem wypalonym przez gorycz, ściśniętym jakąś niewidzialną obręczą, uschniętym... Bo czyż gorycz daje miejsce radości? Czy daje sposobność do czystego spojrzenia na intencje drugiego człowieka? Być może powiesz: No tak! Ale przecież jak mam patrzeć na tego, który bez przerwy mi dowala... w różny sposób: fizycznie, słownie... niszczy mnie, knuje... Jak? Dopóki będziesz patrzeć na niego przez pryzmat goryczy... nic z tego nie wyjdzie.


Uniesienie i rozdrażnienie... Powiesz: mam do tego prawo. Mój mąż/żona jest nieznośny... nie pracuje nad sobą, muszę dźwigać ciężar całego domu, wszystkich obowiązków... sama/sam. A moje dzieci... to już w ogóle: nieznośne i krnąbrne! W pracy MASAKRA. W żaden sposób nie można dogadać się z szefem A współpracownicy? Lepiej nie mówić! No i na dodatek nawet we Wspólnocie odpocząć nie można, bo czasami znajdzie się ktoś, kto "niechcący" nadepnie na odcisk... Moje rozdrażnienie jest tu całkowicie uzasadnione!


Gniew. "Gniewajcie się, ale nie grzeszcie: niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem. Nie dawajcie miejsca diabłu" (Ef 4, 26). Kiedy gniew prowadzi do grzechu? Wtedy, kiedy uczucie - bądź co bądź nie podlegające ocenie moralnej - wymyka się spod kontroli. Kiedy przestajesz nad sobą panować. Kiedy uważasz, że gniew twój jest słuszny, a nawet tzw. święty! Wiesz, że do wszystkiego można dopisać własną ideologię? Prosta rada: spójrz w lustro w momencie największego zagniewania. Wtedy kiedy krzyczysz... Szybko z tego zrezygnujesz. Taką wykrzywioną twarz, taki brzydki grymas widzą twoje dzieci, współmałżonek... Ktoś, przeciw komu zwrócona jest twoja agresja. Taka twarz nie budzi zaufania, taka twarz odpycha, a nawet godna jest pożałowania. Na pewno nic tym nie osiągniesz. Chyba, że większe zło. Wrzaskliwość... krzyk... niedobrzy doradcy, których trzeba pozbyć się jak najszybciej ze swojego życia!


Znieważanie i o zgrozo! nie daj Boże... bluźnierstwo. Każdy grzech jest znieważeniem Boga, odstępstwem. Można o destrukcyjnym działaniu grzechu napisać niejedną książkę. Lękaj się złych słów wypowiedzianych w uniesieniu do drugiego człowieka. Lękaj się swojego języka, który potrafi wypowiadać słowa niszczące, który potrafi upokarzać. Milczenie jest nieocenione. Znieważać i bluźnić można w różny sposób... nie tylko językiem. Ale pamiętaj: jeżeli opanujesz w sobie chęć mówienia zawsze, wszędzie i o wszystkich... będzie ci łatwiej.


Wobec tego pojawia się pytanie: czy sam jestem w stanie wyrzucić ze swojego serca te wszystkie obrzydliwości? Odpowiedź jest krótka: nie jestem w stanie sam tego zrobić. Tylko Jezus ma moc uwolnić mnie od moich zniewoleń, bo każdy z tych grzechów jest konkretna niewolą.


Trzeba jednak chcieć... dotknięcia Boga, Jego uzdrowienia.

Paweł daje dziś konkretną radę, antidotum na jad zła: "Bądźcie dla siebie nawzajem łagodni i miłosierni. Jedni drugim wybaczajcie, tak jak Bóg wybaczył wam w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga jak umiłowane dzieci i żyjcie w miłości na wzór Chrystusa, który nas umiłował i samego siebie wydał za nas jako dar i ofiarę na woń przyjemną Bogu". (Ef 4,32- 5,1-2) Dość klarowna propozycja, dlatego pozostawiam bez komentarza.


Być łagodnym i miłosiernym i na dodatek jeszcze mieć w sobie gotowość do ciągłego przebaczania... bez Boga nie jest to możliwe. Tak samo jak pozbycie się zła - bez Niego jest abstrakcją, tak samo bycie dobrym bez Niego, nie jest wykonalne. Jesteś doskonale uposażony w to, aby być dobrym i toczyć nieustanną walkę ze złem. Zostałeś opieczętowany Bożym Duchem Świętym! Będziesz Go zatem zasmucać, czy raczej pozwolisz Mu rozradować się w tobie?


Jezus daje nam coś jeszcze. Znajdziesz odpowiedź pełną w dzisiejszej Ewangelii (J 6,41-51). Jezus daje nam siebie w Eucharystii! To jest największy Dar! Eliasz napełniony pokarmem danym przez Pana "mocą tego pożywienia szedł 40 dni i 40 nocy, aż do Bożej góry Horeb" (1 Krl 19,8). A przecież zanim został nakarmiony "szedł przez pustynię na odległość jednego dnia drogi"... i zapragnął umrzeć.


Wracając zatem do Ewangelii. Zwróciłam uwagę na reakcję Żydów kiedy Jezus wypowiedział prawdę: "Jam jest chleb, który z nieba zstąpił". Krótko mówiąc: nie uwierzyli Mu. Jezus powiedział do nich: "Nie szemrajcie między sobą". I znowu język... i znowu wątpliwość, szemranie. Jak my lubimy gadać! Często po próżnicy! Pamiętaj, żadne słowo nie wpada w próżnię! Jest zapisane. Każde! Ile z tych słów należy do Jezusa? a ile do złego ducha? I może mówisz sobie: tak niewinnie pogadam sobie... "niewinne" pogadanie, często jest szemraniem przeciw Bogu i przeciw bliźniemu.


"Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia. Ojcowie jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata".


Każda Eucharystia jest uobecnieniem ofiary Jezusa. Każda Msza Święta jest sprawowana dla ciebie, po to, abyś mógł żyć. Uczta... czy skorzystasz dzisiaj z darów Jezusa maksymalnie? On uzdolni cię do tego wszystkiego czego potrzebujesz, aby żyć w pełni.


Błogosławionej niedzieli

Agnieszka Frydrych