45.jpg niedziela, 28 października 2012 08:35

Niewidomy żebrak siedział przy drodze...


Bartymeuszu... czy jestem w stanie cię zrozumieć? Mam dach nad głową, rodziców, którzy się o mnie troszczą, męża/żonę, dzieci, rodzinne ciepło. Zarabiam pieniądze własną pracą. Jestem poważany, szanowany i bardzo lubiany. Mam dobrą opinię. Lodówka w moim domu nie świeci pustkami. Zdrowie też mi dopisuje. Chodzę do kościoła... nawet w Pana Boga wierzę! Umiem zatroszczyć się sam o siebie! Nie muszę prosić o pomoc innych - jednym słowem jestem... samowystarczalny!


Tak, Drogi... ale czy z pozycji człowieka zadowolonego z siebie... jesteś w stanie bardzo głośno zawołać do Jezusa - tak jak Batrymeusz? Czy wierzysz tak jak on?


Bartymeusz. Pozbawiony wzroku - skazany na ciemność. Żebrak. Prosi o wsparcie, wyciąga rękę po litość. Pozbawiony środków do życia, skazany na ludzką życzliwość bądź wzgardę. Często omijany, upokarzany i być może obwiniany za grzech, który spowodował jego ślepotę. Sam sobie winien! - osądzony. Po ludzku wrak człowieka. Nie jest w stanie sam zaradzić swojej biedzie. Nie jest w stanie nic zrobić - tylko żebrać... do końca życia.


Może Drogi Przyjacielu cieszysz się, że nie doświadczasz tego co Bartymeusz. Może w tym momencie jesteś wdzięczny Bogu, że nie musisz żyć tak jak on. Ilu ludzi jednak... tych dobrze ubranych, mających co jeść i gdzie mieszkać, żyje w ciemnościach? Ilu z nich doświadcza braku zobaczenia swojej ślepoty, wewnętrznej ciemności? Zaślepienie grzechem, życie na pół gwizdka - w półprawdzie lub w zakłamaniu, karmienie się tym co podają media, życie bez żadnych wartości, brak przebaczenia - w efekcie i nienawiść. Pogoń za innymi bogami, pragnienie stanu "wyższej świadomości", wszelka pożądliwość... utopia! Rozpacz... Ciemność współczesnego świata jest wielka. Efekt ciemności wewnętrznej powoduje nieumiejętność stawania w prawdzie, brak odpowiedzialności, a nawet samodzielności. Bierność, rozwiązywanie problemów na własną rękę, zamknięcie się we własnym "ja", ucieczka we wszelkiego rodzaju "pocieszenie", używki... we wszystko to co oferuje zamknięty w swojej ciemności świat. Takie bezczynne siedzenie przy drodze swojego życia... Czy nie ma wśród nas "żebraków", którzy zamiast sami decydować o sobie zdani są na innych? Czekają na to co im podadzą, podsuną... opinie, poglądy, a nawet decyzje! Nie stać ich na samodzielne myślenie?


Bartymeuszu... Dwa tysiące lat minęło od momentu kiedy siedziałeś przy drodze, a współczesny świat nic się nie nauczył... ciągle nie umie wyjść ze swojej ślepoty...

Słyszałeś o Jezusie... a twoje serce przepełniło się niewyobrażalną wiarą! W to, że Jezus jest jedynym rozwiązaniem twoich problemów!

Szansą jest Jezus! Jedyną!


Czytelniku tego rozważania... być może powiesz ze zniechęceniem: wiem, już to słyszałem. Wierzę i modlę się... a moja sytuacja się nie zmienia. Wierzysz i modlisz się... to dobrze. Ale czy wierzysz i modlisz się tak jak Bartymeusz? On usłyszawszy, że Jezus przechodzi zaczął krzyczeć ile sił, najgłośniej jak tylko potrafił! "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Zatrzymałam się dzisiaj dłużej na jego krzyku. On krzyczał tak, jakby od tego miało zależeć całe jego życie. Ale było też mocnym wyznaniem wiary w Tego, Którzy ma moc zmienić jego życie. Jego wiara poruszyła góry! Jego krzyk dał się słyszeć! Oczywiście to wyznanie wiary zdegustowało wielu. "Wielu nastawało na niego żeby umilkł". Czyżby krzyk niewidomego żebraka był wyrzutem sumienia ich słabej wiary? A może zakłóceniem "tolerancji"?


Jakże współczesny świat jest podobny do tamtego towarzystwa sprzed dwóch tysięcy lat. Dzisiaj publiczne i stanowcze wyznanie wiary nazwane jest ciemnogrodem, moherowym beretem, naruszeniem tolerancji, czymś zaściankowym. I to o dziwo, nie tylko przez ludzi niewierzących! Zdarza się, że i ci, którzy określają się mianem "wierzący" są zdegustowani: po co zaraz tak upubliczniać swoją wiarę? Można wierzyć, ale bez przesady! Nie wszyscy zaraz muszą o tym wiedzieć! Ostatnio pewien ksiądz zauważył bardzo smutne zjawisko... kiedyś ludzie określali się mianem: "Jestem wierzący, ale nie praktykujący". Dzisiaj jest odwrotnie: Jestem praktykujący, ale nie wierzę! Da się to zauważyć szczególnie u młodych ludzi, którzy bez ogródek mówią, że w Boga nie wierzą, ale do kościoła chodzą "bo to się kiedyś może przydać, po co mieć jakieś kłopoty w załatwianiu formalności związanych np. ze ślubem, czy chrztem dziecka. Ciemność współczesnego świata jest nie tylko wielka, ale i niebezpieczna.


Im bardziej uciszano krzyczącego Bartymeusza, tym bardziej "on jeszcze głośniej wołał" - wyznając swoją wiarę... A kiedy Jezus zatrzymał się i kazał przyprowadzić niewidomego "on zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa". Zrzucić z siebie płaszcz swojej niewiary, swoich przyzwyczajeń, w końcu i swoich grzechów, zerwać się! z nadzieją, że jest Bóg, który jest w stanie zmienić WSZYSTKO! Przyjść do Jezusa! Oto jedyne rozwiązanie! Jedyna droga! Jestem w szoku jak Jezus załatwił to krótko: Najpierw pyta: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Pytanie Boga delikatnego, nie narzucającego się, Boga Miłości, który pyta o twoje pragnienia... Jezus słyszy odpowiedź: "Żebym przejrzał". Chyba najbardziej potrzebna prośba. Pragnienie uwolnienia się z ciemności jest najbardziej trafną prośbą. Bo jeżeli Bóg uwolni mnie od mojej ciemności wewnętrznej... czego więcej potrzeba?


Słyszysz?... "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła"... Nie ma już twojej ciemności! Łuski spadły: z oczu, serca, myśli i pragnień. Jesteś WOLNY!


Nie daj sobie wmówić, że lepiej siedzieć cicho! Niech świat sobie drwi, niech wyśmiewa! Ty bądź jak głaz... Ty krzycz nieustannie, że Jezus jest twoim Panem i Zbawicielem! Potrzeba w tych chorych czasach uzdrowienia... ze ślepoty wewnętrznej. Potrzeba świadków, którzy pójdą i powiedzą: Mój Bóg jest w stanie wyleczyć każdy rodzaj ciemności! Wbrew pozorom ten świat pogrążony w ciemnościach jest jak zbity pies z podkulonym ogonem... kąsa, bo bolą go rany zadane przez grzech. Jeżeli ktoś jest agresywny - nie tylko w sensie fizycznym, przemoc może objawiać się w różnych sferach życia i na różne sposoby... to znaczy, że tym bardziej potrzeba naszej miłości, delikatności, przebaczenia i wyznania wiary! Głośno i odważnie! Potrzeba jest wskazania na Boga - Miłość.


Obyśmy "natychmiast (tak jak Bartymeusz) przejrzeli i szli za Nim (Jezusem) drogą" naszego życia.


Tekst rozważania oparty na Ewangelii Mk 10, 46-52
Agnieszka Frydrych