47.jpg

Być jak ewngeliczna wdowa...


Twój wzrok Panie przenika WSZYSTKO... najskrytsze moje myśli, pragnienia. Każdy mój gest, każda intencja... nie ukryje się przed Twoim spojrzeniem. Jestem wśród tłumu, który powoli przesuwa się w kierunku skarbony. Wiem, że przypatrujesz się mi, widzisz mnie. I nawet gdybym wrzuciła "wiele", to i tak najważniejsza jest moja intencja. Kogo ja chcę oszukać Panie?! Po prostu brak mi zaufania i tyle! Bo jeżeli idzie ksiądz z tacą to po jakie pieniądze sięgam? Kurde, szkoda mi tej dychy!!! ...Przed kościołem stoją z puszkami. O matko! Znowu! Może wygrzebię jakiegoś "piątaka". Gdzieś stoi człowiek z gestem wyciągniętej ręki... a niech się w końcu weźmie do roboty!...


Drogi Przyjacielu, takich sytuacji spotykasz wiele, może myślisz, że nazbyt wiele. Skrupulatnie liczysz swój budżet. Okazuje się, że nie starcza "do pierwszego". Więc jeszcze bardziej zaciskasz pasa, być może wydzielasz dniówkę, aby starczyło na cały miesiąc. Być może myślisz tak samo jak ta uboga wdowa z Sarepty (1 Krl 17,10-16) "zjemy to, a potem pomrzemy" albo weźmiemy pożyczkę od sąsiada czy kolejny kredyt z banku. Masz wtedy wrażenie, że długo nie wyjdziesz z kredytów... Być może wołasz do Boga: Widzisz w jakiej jesteśmy sytuacji?! Syn czy córka na studiach, w domu jeszcze małe dzieci! A nam nie starcza! Pracujesz, wypruwasz przysłowiowe żyły, a i tak za mało! W takiej sytuacji nierozsądnym jest dzielić się z innymi. No bo i z czego? jak sam nie mam? I Ty Panie Boże powinieneś wiedzieć to najlepiej! Przecież to widzisz.


Czy zastanawiałeś się dlaczego Ci nie starcza? Dlaczego brakuje na zapłacenie rachunków? To co teraz powiem jest bardzo trudne... (modlę się, abyś umiał przyjąć tę prawdę). Może dlatego, że nie umiesz zaufać Bogu? Może dlatego, że nie jesteś hojny w dawaniu? Może dlatego, że troszczysz się tylko o siebie? Czy Bóg jest Panem każdej sytuacji... nawet tej, gdzie czasami brakuje na chleb?


Hojność.

Szczerze mówić długo nie mogłam tego zrozumieć. Dlaczego mam dać komuś kto prosi jak naprawdę liczę każdy grosz i WIEM, że mi nie wystarczy... na jedzenie, na zapłacenie należności, spłatę kredytu. Panie, przecież to jest głupota! A już na pewno nierozsądek.


Niedawno wchodząc na cmentarz zobaczyłam bardzo młodą dziewczynę z małym dzieckiem. Siedziała przy jednym z pomników i żebrała. Była dobrze ubrana. Wielu ludzi ją mijało. Kiedy podeszłam bliżej bardzo natarczywie prosiła... Minęłam ją i ja, a w mojej głowie pojawiły się zaskakujące dla mnie myśli, ocena tego człowieka. Szczerze mówiąc odchodziłam od niej bardzo wolno, ze zdziwieniem w sercu - skąd we mnie Panie bierze się taka ocena?! Negatywna ocena! Nieważne co mówią inni na temat żebrzących Czeczenów... ważne co pomyślałam ja! Poczułam się bardzo źle... nie mogłam się modlić za dusze zmarłych. Odchodząc, cały czas myślałam tylko o niej. Tak naprawdę tylko Pan Bóg wie, czy ona tych pieniędzy potrzebuje, nie mnie oceniać! Wróciłam i udzieliłam jej pomocy. I wtedy stała się rzecz niezwykła! W natarczywym wcześniej wzroku - który prosił o datek, zobaczyłam najpiękniejsze spojrzenie! Było tak pełne wdzięczności i światła, że myślałam, że "odlecę", takie Boskie spojrzenie...


Przypomina mi się również inna sytuacja, która wydarzyła się podczas Pielgrzymki do Częstochowy. W grupie znajomych jedliśmy posiłek, kiedy podszedł młody chłopak, prosząc o pieniądze. Parę osób wyciągnęło kasę i dało mu. Po jakimś czasie wracając do klasztoru, zobaczyliśmy tego samego młodego chłopaka, który w towarzystwie, zupełnie na "luzaka" jadł sobie... lody. Cały uśmiechnięty i zadowolony. Taki mały cierń ukłuł serce... Ale zaraz przyszła myśl: nieważne! Lepiej dać komuś kto mniej potrzebuje lub nie potrzebuje wcale, niż ominąć i nie dać naprawdę potrzebującemu!


Dzielić się tym czego nie mam lub mam naprawdę niewiele... Zaufać Bogu. Panie Ty wszystko wiesz! Ty wszystko widzisz! Zaradź proszę mojemu niedostatkowi. Zaradź proszę mojej nieumiejętności dzielenia się z innymi.


Siostra Faustyna Kowalska bardzo często stała przy klasztornej furcie i pomagała potrzebującym. W pewnym momencie przyszedł do niej młody człowiek, niesamowicie biedny, bosy. Oczywiście udzieliła mu pomocy, jak zawsze - z wielką miłością. Nagle widzi, że ten młody człowiek zmienia się w Jezusa, który powiedział: Uwielbienie i dziękczynienie, nieustannie dochodzi do Mnie z ust ubogich, którzy odchodzą obdarowani przez ciebie. Chciałem i Ja skosztować twojej dobroci (parafraza słów Jezusa do s. Faustyny "Dzienniczek - Miłosierdzie Boże w duszy"). W innym miejscu Jezus mówi do Niej, aby zawierzyła Mu całkowicie swój materialny byt - On będzie troszczył się o wszystko. I tak było.


Tak było również w przypadku wdowy z Sarepty, która ostatnią kromką chleba się podzieliła. Bóg sprawił, że "dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza" (1 Krl 17, 16) Tak będzie i w naszym przypadku, kiedy zaufamy Bogu do końca. Kiedy powierzymy Mu swoje życie bez reszty i bez znaków zapytania. Przecież On wszystko wie najlepiej! Wie, czego nam potrzeba. I tak jak mówi św. Paweł w Liście do Filipian "Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę" (Flp 4,19.) Niestety przez swoje niedowierzanie i brak zaufania Bogu... związujemy Mu ręce. Jego hojność jest blokowana przez nasze zamknięcie na potrzeby innych.


Zaskoczyły mnie ostatnio bardzo moje własne dzieci. Kiedyś jak ksiądz podczas Mszy Świętej zbierał kolektę, wyciągały ręce, abyśmy dali im pieniądze. Czasami zdarzyło się i tak, że darowany pieniążek, zamiast lądować w tacy, został skrzętnie ukryty we własnej kieszeni! Doszłam do wniosku, że trzeba przeprowadzić rozmowę z moimi córkami. Wytłumaczyłam o co tak naprawdę chodzi. I ku mojemu zaskoczeniu od jakiegoś już czasu, dzieci nie wyciągają rak i nie czekają aż im coś damy. Same wcześniej przygotowują pieniążki, które zaoszczędziły. Dają pieniądze z własnego "kieszonkowego" nie prosząc nas. Kieszonkowego nie dostają zbyt wiele i niezbyt regularnie... dlatego jestem pełna podziwu. I nie ważne, że jest to złotówka czy dwa złote. Równie dobrze mogłyby kupić sobie za to słodycze (są wielkimi łasuchami). Zrozumiały sens obdarowywania.


Panie, obdarz mnie takim zaufaniem jakie miała ewangeliczna wdowa (Mk 12,38-44). Udziel mi łaski hojności, abym nie dawała z tego z co mi zbywa, ale ze swojego niedostatku.


Agnieszka Frydrych