50.jpg

Mocniejszy ode mnie

niedziela, 16 grudnia 2012 03:28

Nieźle można się wystraszyć na samą myśl o oczekiwanym Mesjaszu, przyglądając się i słuchając Jana Chrzciciela.

Chrzciciel... bardzo surowy, twardy mężczyzna. Ubrany w skóry zwierzęce, żywiący się szarańczą i miodem leśnym. Asceta na całego! Radykalny i bez kompromisów: "Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, kto nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni" (...) "Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono" (...)


"Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie". To była mowa m.in. do celników i żołnierzy. A co Jan powiedziałby dzisiaj małżonkom? Dzieciom? Tobie i mnie? Może zdecydowanie i z mocą radziłby, abyśmy porzucili nasze mniej lub więcej "pobożne życzenia" i zaczęli w końcu żyć Jezusem? Może byśmy w końcu oddali Jemu wszystkie nasze słabości, niemoce, grzechy? Może czas zrezygnować z najbardziej ulubionego grzechu! Czas zostawić przywiązanie do mniejszych czy większych słabości? Kłamstwa, dwulicowość, obłuda, pycha! Jednym zdaniem: totalny brak jakiegokolwiek życia Bożego.


Jaki musi być ten Mesjasz?!... wracam do myśli, którą wypowiedziałam na początku. Cały "lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy on nie jest Mesjaszem". A Jan mówił: "Idzie mocniejszy ode mnie (...) Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym". Cierpnie skóra na samą myśl o "ogniu nieugaszonym". Ten Mesjasz to dopiero zrobi porządek!


A tymczasem "moc nie polega na przemocy, ale na miłości". Bóg nie osiąga swojego celu używając przemocy. Bóg jest Miłością! Jednak, aby dostrzec Miłość, co więcej, aby Ją przyjąć, należy nawrócić się. Ostatnio z dzieciakami na katechezie rozważaliśmy słowo "nawrócenie". Różne były pomysły i nawet trafne wypowiedzi, niemniej jednak kiedy zapytałam: "Czy wasza pani katechetka musi się nawrócić?", zgodnym chórem odpowiedzieli: "Ależ nie!" No i całe rozważenie na temat nawrócenia musieliśmy podjąć na nowo. Zawrócić z drogi zła i wejść na drogę dobra. Muszę ciągle i na nowo podejmować trud nawrócenia, każdego ranka muszę się nawracać i w ciągu dnia nawrócenie ma mi się przydarzyć za każdym razem, kiedy zdradzam i opuszczam mojego Pana!


Chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów... a jednak jest szansa oczyszczenia! Jest szansa przyjęcia nadchodzącego Mesjasza! Tego, Który "chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem" To jest dopiero Mesjasz! To jest dopiero Ten oczekiwany! Ten, Który "oddalił wyroki od ciebie, usunął twego nieprzyjaciela (...) Pan jest pośród ciebie, już nie będziesz bała się złego. (...) Nie bój się! (...) niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który daje zbawienie. On uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości" (Księga proroka Sofoniasza 3,14-18a)


Takiego Boga chcę! Takiego ukochało moje serce! I nawet jeżeli czekając na Niego - podobnie jak Eliasz (1 Krl 19,9a.11-13) - doświadczę ogromu trudnych doświadczeń, rzekłabym: kataklizmów - wichury rozwalającej i druzgocącej skały, trzęsienia ziemi w końcu i potężnego ognia, to i tak to będzie tylko przygotowaniem do przyjęcia Tego, Który Jest. Bo On nie napełnia mnie lękiem... przychodzi łagodnie, "w lekkim powiewie". Bóg delikatny... Bóg Potężny, który ma moc! Który ma moc przede wszystkim dotknąć mojego serca i uczynić je żyjącym! A Jego pokój jak powie św. Paweł w Liście do Filipian (4,4-7) "przewyższa wszelki umysł".


Czy będę w stanie dostrzec Tego, który przychodzi?
Mam nadzieję, że żadna wichura rozwalająca skały, żadne trzęsienie ziemi, ogień... konkretny grzech czy moja zwykła przedświąteczna krzątanina, nie pozwoli przeoczyć Tego, który przychodzi. Na dzisiejszą niedzielę Gaudete życzę pełni radości, której nic ani nikt nie jest w stanie odebrać, której dawcą jest sam Bóg :)

(Rozważania do Ewangelii wg św. Łukasza 3,10-18)


Agnieszka Frydrych