6.jpg wtorek, 24 stycznia 2012 19:46 Agnieszka Frydrych

NIE! Panie doktorze, NIE zabiję swojego dziecka! Dlaczego NIE antykoncepcji?

Kiedy dwa miesiące po porodzie pierwszej naszej córki poszłam na rutynowe badanie kontrolne do poradni "k", usłyszałam od pani doktor: "Co ja tutaj pani mogę zaproponować?" W pierwszym momencie nie wiedziałam o czym p. dr mówi, bo przecież o nic nie pytałam... Nie zdążyłam się odezwać, a już tok myślowy - całkiem poważnej pani ginekolog - dał się usłyszeć w całości. No bo przecież trzeba być odpowiedzialnym! I nie mieć dziecka jak go się nie chce! Kiedy mówiąc sama do siebie przedstawiła mi ofertę środków antykoncepcyjnych, nie czekając na moja odpowiedź, zdecydowała: założę pani wkładkę domaciczną.

Powiem szczerze: szczęka mi opadła z wrażenia... BARDZO zaskoczona odpowiedziałam: nie pani doktor, dziękuję. Nie mogłam tego zaskoczenia i zdziwienia długo się pozbyć. I nie mogłam też zrozumieć jak wykwalifikowany ginekolog - położnik może coś takiego zaproponować kobiecie, która dwa miesiące temu urodziła dziecko! Jak w ogóle może coś takiego zaproponować??? Przecież to żaden środek antykoncepcyjny! To środek wczesnoporonny!

W rozważaniu na temat szkodliwości antykoncepcji postaram się dokładniej przedstawić środki przeciw poczęciu. Natomiast teraz chce tylko zaznaczyć. Spirala (wkładka wewnątrzmaciczna, IUD) powoduje przede wszystkim uszkodzenie błony śluzowej macicy (endometrium). Nie zapobiega jajeczkowaniu, które odbywa się w jajnikach normalnie, plemniki mogą docierać do jajowodów bez większych przeszkód (także przy dodatku miedzi). Do poczęcia może dochodzić praktycznie w każdym cyklu, ale poczęte dziecko nie może się zagnieździć w uszkodzonej błonie śluzowej macicy, wobec czego umiera i zostaje wydalone na zewnątrz wraz z krwią miesiączkową! Jest tylko jedna odpowiedź na taką propozycję: NIE, pani dr, nie zabiję swojego dziecka!

Kiedyś moja koleżanka na propozycję założenia spirali powiedziała do doktora: ależ panie doktorze, przecież to jest środek wczesnoporonny! W odpowiedzi usłyszała: Ależ skąd proszę pani. Gdyby tak było nigdy bym tego pani nie zaproponował! Pozwolisz Przyjacielu, że zostawię to bez komentarza... Wkładka założona na 7 lat, u kobiety, która ma - powiedzmy 28 dniowe cykle - może spowodować przez ten czas 84 sztuczne poronienia! Zakładając i teoretyzując, że w każdym cyklu doszłoby do poczęcia dziecka.

Odwiedzając poszczególne gabinety ginekologiczne miałam propozycję przeróżnej antykoncepcji... cały przekrój... i pytanie: czy pani chce? Oczywiście wystarczyło powiedzieć TAK... Różnie też byłam traktowana, najczęściej jak kosmitka, która urwała się nie wiadomo skąd i koniecznie chce mieć przynajmniej drużynę piłkarską. W końcu zamiast słowa NIE, wypowiedziałam głośno swoje zdanie na temat proponowanej antykoncepcji. Przy czym oczywiście nie omieszkałam powiedzieć, że znam metody rozpoznawania płodności, z powodzeniem je stosujemy wraz z mężem i nie mam najmniejszego zamiaru tego zmieniać!

Na co pan doktor popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział: No to za miesiąc przyjdzie pani do mnie z kolejnym dzieckiem w ciąży! Tak, przyszłam z kolejnym dzieckiem w swoim łonie, ale dopiero po upływie trzech lat od naszej, dość nieprzyjemnej rozmowy. I było to dziecko chciane! panie doktorze. A gdyby nawet nie, to naprawdę nikt nie ma prawa wypowiadać się na temat ile powinnam jeszcze urodzić lub nie urodzić dzieci! Poczułam się jak ubezwłasnowolniona osoba, zupełnie głupia, która kompletnie nie umie nauczyć się metod rozpoznawania płodności, ciemna... Zupełny ciemnogród! Panie doktorze. Nie dam się tak obrażać! Nie życzę sobie takiego traktowania!

Ale szczytem była moja rozmowa z tym samym panem, kiedy bardzo szczęśliwa poszłam na wizytę kontrolną. To był 4 miesiąc życia... naszej trzeciej córeczki. Rozmowa była dosyć konkretna. Pan doktor zapytał: czy chce pani urodzić jeszcze czwarte dziecko? Zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie wiedząc do czego zmierza... pomyślałam sobie: nie twój interes! Ale grzecznie odpowiedziałam, że nie wiem, chciałabym najpierw szczęśliwie urodzić to dziecko, które noszę teraz... a później zobaczymy.

Ale pan doktor jakby nie słyszał. Po wymianie jeszcze kilku myśli, zaproponował mi "cesarkę". Nie! panie doktorze, chciałabym urodzić naturalnie! Dlaczego pan proponuje mi cesarskie cięcie? Przecież do porodu sporo czasu zostało... Pan doktor bez ogródek powiedział wprost: Bo wtedy moglibyśmy podwiązać jajowody! No nie! Tego było już za wiele! Nawet jak dla mnie, mimo, że wydawałam się być cierpliwą w tych jego wywodach nie wiem po co? i na co?

Zawsze na każdą propozycję antykoncepcji, środków wczesnoporonnych! a nawet sterylizacji! odpowiadałam: NIE!!!

Teraz nie mam żadnych "problemów" w gabinecie ginekologicznym i już dawno pan doktor nie obraził mnie propozycją antykoncepcji. Być może wklepał sobie w laptopa notatkę: Ta baba jest niereformowalna i nie ma jej co na darmo proponować!

Dlaczego tak bardzo natrętnie proponowana jest antykoncepcja nawet młodym dziewczynom nastolatkom? Dobre pytanie. Komuś zależy na tym. Komuś zależy na tym, aby była rozwiązłość!

A tymczasem stosowanie antykoncepcji jest mocnym wykroczeniem przeciw I przykazaniu. Małżonkowie oddają cześć bożkowi zwanemu seks, odrywając każdy akt małżeński od jego pierwotnego przeznaczenia. Ubezpładniając go i odzierając go zupełnie z miłości.

Antykoncepcja jest grzechem pychy. Stawiamy się w miejsce Boga, który jest jedynym Stworzycielem, Dawcą Życia.

Antykoncepcja jest uderzeniem w miłość i jedność małżonków. Małżonkowie zaproszeni są do tego, aby dawać siebie w miłości. Mentalność antykoncepcyjna powoduje, że to dawanie siebie w miłości zostało zastąpione pragnieniem użycia. Miłość jest niestety mylona z rozpustą. Seks - słowo zupełnie nieadekwatne, ale ponieważ dziś bardzo popularne, niech na chwilę zostanie. Inaczej fizyczny aspekt miłości dwojga... został oddzielony od Bożego planu stwórczego. Dziecko, które powinno być owocem miłości męża i żony... postrzegane jest jako niechciany "skutek uboczny" podjętego działania, bądź jako przedmiot.

Antykoncepcja niewątpliwie jest źródłem nerwic. Szczególnie mam tutaj na myśli stosunek przerywany. Mężczyzna musi nieustannie "czuwać" i wiedzieć kiedy ma się wycofać, po to, aby nasienie nie zostało złożone w narządach rodnych kobiety. Nie jest możliwe wtedy skupienie się na przeżyciach żony, która potrzebuje czasu, aby dobrze przeżyć akt. Kobieta nie chce takich zbliżeń, cytuję: "brzydzi się" takim działaniem. Gdzie tu mowa o jakiejkolwiek miłości, spokoju, zaufaniu?

Antykoncepcja uderza w godność współmałżonka, zafałszowuje miłość małżeńską: "Chcę ciebie, ale nie chcę twojej płodności". Antykoncepcja kształtuje postawę wrogości wobec dziecka. A przede wszystkim osłabia życie religijne i oddala od Boga! Jest grzechem śmiertelnym! Tym samym służy kulturze śmierci!

Według prof. W. Fijałkowskiego antykoncepcja:
"Zawsze jest sztuczna. Im skuteczniejsza tym bardziej szkodliwa. Niszczy lub narusza naturalna płodność lub przebieg współżycia. Zakłada, że kobieta nie potrafi rozpoznać swojej płodności. Małżonkowie ufają przedmiotowi. Brak pełnej akceptacji - nie akceptuje się płodności, ale walczy się z nią. Odpowiedzialność jest przenoszona na przedmiot lub "zwalana" na partnera. Taka postawa jeżeli dojdzie do poczęcia, prowadzi często do aborcji. Nie trzeba myśleć - kobieta zawsze jest "do wzięcia". Brak okresów wstrzemięźliwości może rodzić przesyt, a to często prowadzi do zmiany partnera. Często niszczy dialog małżeński, na te tematy się przeważnie nie rozmawia: kobieta ma się zabezpieczyć i "jest to jej problem". Przemysł antykoncepcyjny dużo zarabia na antykoncepcji. Rodzi się uzależnienie od środka, preparatu, producenta. Skupia uwagę na ciele i przyjemności. Przed planowanym poczęciem pigułki trzeba odstawić na trzy miesiące (rodzi się pytanie "jak sobie radzić przez te trzy miesiące"?). Kształtuje postawę przeciw życiu" prof. Włodzimierz Fijałkowski.

Zawsze temat promowania antykoncepcji budzi we mnie smutek i gniew! Złemu zależy na rozproszeniu, rozdzieleniu małżonków. Antykoncepcja to jego broń w walce przeciw jedności małżeńskiej. Dasz złemu duchowi pole działania, chociażby... zastanawiając się nad stosowaniem jakiejkolwiek antykoncepcji?

Módl się drogi Przyjacielu za małżonków, którzy stoją na rozdrożu antykoncepcji.
Ogromne wyrazy szacunku dla lekarzy ginekologów, którzy nie szerzą kultury śmierci.

Agnieszka Frydrych.
Źródło: "Lekceważone zagrożenie czyli dlaczego antykoncepcja niszczy małżeństwo" dr Paweł Wosicki