1.jpg

Tylko Jezus jest w stanie uleczyć serce, które toczy trąd

piątek, 11 stycznia 2013 10:38

We współczesnym świecie jest mnóstwo ludzi chorych na trąd. Obecnie szacuje się, że około 15 milionów ludzi dotyka ta choroba. Co roku rejestruje się niemal 800 tys. nowych przypadków trądu. Większość ludzi dotkniętych chorobą żyje w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. W Indiach, Nepalu, Bangladeszu, Brazylii, Birmie i Indonezji częstość występowania choroby wynosi 5 przypadków na 10 tysięcy mieszkańców. Jest to ciężka, przewlekła choroba, w czasach Jezusa nieuleczalna, prowadząca do śmierci. Choroba, której należało się bać, która wzbudzała niechęć, odrazę, pogardę. Ludzie chorzy na trąd byli wyrzucani poza margines społeczeństwa, musieli przebywać poza miastem, z dala od innych. Już z daleka musieli głośno obwieszczać swoją chorobę, krzycząc "nieczysty"!


Próbuję to sobie wyobrazić... Choroba sama w sobie jest bardzo trudna do zniesienia. "Objawem jej są twarde obrzęki, bogate w bakterie. Mogą się one otwierać, prowadząc do poważnych zniekształceń. Trąd atakuje głównie nos, uszy, dłonie, stopy. Nerwy zostają zniszczone przez bakterie, na skutek czego chorzy mają zaburzenia czucia lub nie mają go wcale. Jest to przyczyną powikłań, których skutki są często groźniejsze, niż sama choroba - następują oparzenia i zranienia, następnie zakażenia i ropienie ran, co powoduje stopniowy rozpad ciała. Stąd przyczyną śmierci są najczęściej powikłania wynikające z nie leczonego zakażenia ropnego. Leczenie skutków choroby zwykle umożliwia przeżycie, choć oczywiście nie przywraca utraconych części."(...) Występuje w dwóch postaciach: Odmiana lepromatyczna jest zaraźliwa, a jej objawy to guzowate krosty podobne do występujących w innych infekcjach i alergiach. Postać tuberkuloidowa jest mniej zaraźliwa, ale bardziej groźna dla samego zarażonego, początkowo pojawiają się plamy na skórze stopniowo utrata czucia szczególnie w palcach nóg i rąk, nieleczona prowadzi do zwyrodnień i utraty tkanki ciała" (sciaga.pl)


Straszna choroba! Niszcząca ciało, często prowadząca do śmierci. Jezus spotykając trędowatego, wiedział, że on umiera. Ewangelia mówi, że ów człowiek był "cały pokryty trądem". Po ludzku nie było żadnego ratunku. Na dodatek odrzucenie, które mu towarzyszyło, pogarda ludzi, wyrzucenie poza margines... powodowało powolne umieranie, dodatkowy bodziec do tego, aby się poddać i pragnąć śmierci.


Zatrzymam się na chwilę przy tym trędowatym. Oczywiście nasza wyobraźnia działa i jesteśmy sobie w stanie - przynajmniej w małej części wyobrazić co ten człowiek mógł przeżywać...

Nie słyszałam o przypadku trądu w Polsce... w Europie tak - rzadkie wprawdzie przypadki, ale są, natomiast w Polsce nie... powinniśmy się cieszyć? Oczywiście! Jednak wielu trędowatych żyje obok nas... a może my sami jesteśmy dotknięci tą chorobą?

Duchowy trąd... coś niewyobrażalnie większego niż sama fizyczna choroba! Trąd serca... niewidoczny na zewnątrz, często ukryty, ubrany w grzeczne zachowania... stwarzający pozory dobra!


Mam wymieniać? Myślę, że każdy z nas wie, jaki rodzaj duchowego trądu nosi w sobie... Wszystko zaczyna się od nieposłuszeństwa. Jest to pierwszy grzech, który popełnił demon i jest to pierwszy grzech, na który dali się nabrać pierwsi ludzie. Grzech pychy... Scenariusz od wieków jest ten sam... Nic w zasadzie się nie zmieniło! Taktyka diabła jest wciąż taka sama, od początku! Powiedz: NIE Panu Bogu! I od tego NIE zaczyna się duchowy trąd. Najmniejsze NIE prowadzi do zatrucia serca. Ten rodzaj trądu zabija duchowo. Trąd jako choroba fizyczna wyniszcza ciało doprowadzając je do śmierci, zarażając innych... Tak samo trąd duchowy. "Chore serce zatruwa serca innych, niewłaściwe postawy przenikają do życia tych, którzy nas spotykają" (Oremus, styczeń 2013, str.52)


Każdy grzech wyniszcza duchowo i zabija!

Czy nie ma dla nas ratunku w takiej sytuacji? Czy trąd serca jest nieuleczalny?

Przyglądam się dzisiaj z wielką uwagą trędowatemu, który "gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: Panie, jeśli chcesz możesz mnie oczyścić". Usłyszałam to błaganie z głębi serca... Jezus był jedynym ratunkiem tego umierającego człowieka.

Tylko Jezus! Tylko On jest w stanie uleczyć serce, które toczy trąd! Innego wyjścia nie ma!


Nie dalej jak wczoraj usłyszałam historię młodej dziewczyny, u której wykryto guza piersi - komórki rakowe. Niewiele myśląc udała się do znachora, jak sama mówi - "z ciekawości i po odrobinę wsparcia". Znachor nic nie wiedząc o jej guzie powiedział tak: "Widzę u pani guza w piersi, guz jest duży i pani wie, że pani go ma. Ale proszę się nie bać. Zostanie to usunięte, aczkolwiek będą komplikacje, które pani pokona, dlatego już teraz proszę się udać na mszę dziękczynną... i proszę się modlić modlitwą, którą pani daję - modlitwa o uzdrowienie" Dziewczyna w szoku otwiera portfel, aby mu zapłacić. W portfelu zaś nosi zdjęcie dziadka... Na widok tego zdjęcia znachor mówi: "Ten pan w ciągu trzech miesięcy będzie miał wylew". Znachor! który zachęca do modlitwy i Mszy Św. Cudownie! Zły duch zna na pamięć Pismo Św. i nawet je cytuje! Wielu z uzdrowicieli nosi krzyż! W mieszkaniu wróżki także wiszą krzyże!


Co do stanu choroby tej młodej dziewczyny. Skąd znachor wie? Zły duch doskonale zna naszą przeszłość w najdrobniejszych szczegółach. Słyszy nas dobrze (zatem baczmy na to co mówimy), nieustannie nas obserwuje, wyciąga wnioski, kusi wbrew pozorom... wcale nie do złego, ale "do dobrego". Odnajduje się także w naszej teraźniejszości, zna nasze myśli - o ile są grzeszne, bo do naszych myśli nie ma dostępu - nie jest Bogiem! Tylko to co jest grzechem należy do niego. Nie ma bladego pojęcia o czym myślimy jeżeli chodzi o nasze relacje z Panem! Może się tylko domyślać. Wracam do myśli: zna naszą przeszłość, widzi to co się dzieje teraz. Stąd np. jasnowidz powie co się stało z kimś kto zaginął, wróżka będzie znała szczegóły z naszego życia... Zatem wiedział, że dziewczyna jest chora! Natomiast nie ma bladego pojęcia co się zdarzy!!! To jest przed nim zakryte. Naszą przyszłość zna tylko Bóg, nasze życie złożone jest w Bogu! Zatem jak może wiedzieć, że dziadek tej dziewczyny będzie miał wylew? Jest ojcem kłamstwa!! Zmyśla i oszukuje!! Po to, aby zmącić spokój! Aby wpuścić jad niepewności, zasmucić, zabić to co radosne, zabić przede wszystkim nadzieję!! Zarazić rozpaczą! Wpędzić w depresję!Taka jest prawda o naszym przeciwniku, który jak lew ryczący czyha u wrót naszego serca. Waruje, łasi się... Ohydna bestia... brrrr....


Nie ma żadnego uzdrowiciela! Poza Jezusem nie ma nikogo kto jest w stanie uzdrowić! Zarówno trąd naszego ciała jak i duszy!!! Jezus jest Panem wszystkich sytuacji. Nic nie dzieje się bez Jego woli! Głupcem jest ten kto sądzi, że Bóg jest bezradny! Bóg z najgorszych sytuacji naszego życia może wyprowadzić dobro! Czasami przez wybór grzechu i przez własną głupotę wdepniemy w bagno, które nas chce pogrążyć... czy nie ma dla nas wtedy ratunku? Oczywiście, że jest! Bóg nie będzie się biernie przyglądał, że dzieje nam się krzywda. Nie rozłoży bezradnie rąk. Bóg jest Panem każdej sytuacji! Oczywiście przeciwnik podpowie nam co innego. Niestety wielu dziś podąża drogą jego podszeptów!


Tylko Jezus jest w stanie wyciągnąć rękę, dotknąć i powiedzieć: "Chcę, bądź oczyszczony". Pod wpływem Jezusowego "Chcę, bądź oczyszczony"! natychmiast! trąd znika! Dlatego ZAWSZE przychodź do Jezusa z najmniejszą plamą trądu na twoim sercu. Nie pozwól, aby przeciwnik zamienił małą plamę w otwartą, ropną ranę.


Mam nadzieję, że świat chory na trąd w końcu przyjdzie do Jezusa... i poprosi o oczyszczenie! Oby nie było tak jak mówi Siostra Faustyna: "Dla tej duszy zatracenie, która chce się zatracić..." Oby było tak jak Święta mówi dalej: "bo kto pragnie zbawienia, dla tego jest morze niewyczerpane Miłosierdzia Pańskiego" (Dz 631.)


Ewangelia dzisiaj daje dobra wskazówkę dla świata dotkniętego trądem grzechu: "(...) liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań". Mam nadzieję i liczę na to z całego serca, że dobrą naukę wyciągniemy z lekcji, którą daje nam dziś Jezus w Ewangelii (Łk 5,12-16).


Agnieszka Frydrych