11.jpg

Zbuntowany i zraniony? Czas na spotkanie z Ojcem.

niedziela, 10 marca 2013

Tak naprawdę, to nie ma słów, które mogłyby opisać młodszego syna z przypowieści. Ewangelista określił go: marnotrawnym (Łk 15,11-32). Jednak to nie on jest najważniejszą postacią tego opowiadania.


Próbuję sobie wyobrazić dom Ojca, w którym wzrastał młodszy syn... Na pewno niczego mu nie brakowało. Poza dostatkiem materialnym, bogactwem i wygodą miał to co najważniejsze: bezgranicznie kochającego Ojca. Często zastanawiają mnie motywy, które popchnęły młodszego syna do odejścia... To był dorosły facet (tylko pytanie: czy dojrzały emocjonalnie, duchowo?) w jakiś sposób ukształtowany już przez swojego Ojca... wychowany w zdrowej rodzinie, w konkretnych wartościach. Wychowany w miłości... do wolności.


I nagle taka decyzja! Najpierw prośba: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada"... Wyobrażam sobie ból Ojca.. Kiedy tak naprawdę dzieci dostają w spadku majątek swoich rodziców? Najczęściej po ich śmierci. Otwierają i realizują testament... A tu młodszy syn, nie starszy -młodszy domaga się swojej części! Tak jakby na żywca pogrzebał swojego Ojca! Już pomijam gadanie ludzkie, na które narażona była ta rodzina, skupiam się na Ojcu... Starał się w swoim życiu dać to co najlepsze ukochanemu synowi. Chciał, aby wyszedł "na ludzi", był dobrym człowiekiem, mężczyzną podejmującym zawsze odpowiedzialne decyzje... Ból, który nie może bardziej boleć... Ktoś by powiedział: totalna porażka wychowawcza! Ileż jest naszej niesprawiedliwej oceny w stosunku do rodzin, w których jedno z dzieci wybiera tę złą drogę? Ileż spekulacji... taka pobożna rodzina! Co takiego zrobiliście, jakie błędy wychowawcze popełniliście!, że wasze dziecko zeszło na psy? Nigdy Drogi nie wypowiadaj takich tekstów... proszę... bo one bardzo bolą i często są krzywdzące. Raczej zapytaj: jak pomóc? W jaki sposób mogę ci towarzyszyć w bólu spowodowanym odejściem twojego dziecka? Co mogę zrobić dla ciebie? Bo oprócz roli wychowawczej rodziców, ich dobra i miłości złożonej w dziecku, ich poświęcenia i robienia wszystkiego dla niego... ono może wybrać samo. Jest wolne! Tym bardziej jest wolne, jeżeli wychowane jest właśnie w miłości. Wybiera... świadomie i dobrowolnie, a często pod wpływem presji środowiska.


Chodzę do gimnazjum. Tam to się dopiero uczę... tam to jest dopiero szkoła przetrwania! Drwina, popychanie w różnym tego słowa znaczeniu, zranienia na różnych płaszczyznach, wybór grzechu: do koloru do wyboru, wyśmianie dziewictwa, eksperymenty natury seksualnej. Skąd to wiem? Słucham swoich uczniów... Żal! Taki tylko mały epizod: w klasie III mieliśmy pogadankę na temat aborcji. Zszokowana słuchałam wypowiedzi jednego z chłopców, który powiedział: mnie ten temat zupełnie nie dotyczy, a już na pewno nie interesuje! To problem dziewczyny. To jej sprawa! Zrobi z tym co zechce, ja mam to gdzieś! Patrzyłam na niego z wielkim smutkiem, zero odpowiedzialności, nawet zero współodczuwania... Można oczywiście zadać pytanie: gdzie jest ojciec tego chłopaka? Ale można też zadać inne pytanie: co spowodowało w nim wypranie emocji, zakładanie takiego, a nie innego zachowania.


W "Egzorcyście" było opublikowane wyznanie dziewczyny potępionej, która powiedziała: Doskonale wiedziałam, że to co robię jest złem. Mama dokładnie mówiła, że to jest złe. Wybierając jednak, byłam całkiem świadoma tego co robię. Wiedziałam doskonale, że czynię zło... Trudno jest utrzymać się na powierzchni w gimnazjum... Obserwuję, towarzyszę, często moje słowa to tylko wołanie na pustyni...


Rodzaj buntu człowiek może przeżywać w różnych momentach swojego życia. Gdzieś coś zawiodło, coś zaszwankowało, coś się nie udało, zranienie było zbyt wielkie... Zbieramy żniwo po grzechu pierworodnym...


Ale wracając do Ojca. Zaskakuje mnie jego postawa w momencie kiedy syn żąda majątku. Mimo rozdarcia i smutku dzieli majątek między swoich dwóch synów. Ojciec kochający bez granic... wolny w sowim wyborze. Nie pyta, nie ogranicza, pewnie z bólem w sercu, ale akceptuje decyzję syna.


Młodszy syn zabiera majątek i odchodzi. Ewangelia podaje, że "w dalekie strony". Zapewne Ojciec nie wiedział gdzie, nie był pewien, że syn wróci. Jak to dziecko wykorzystuje majątek Ojca? Kiedyś z dzieciakami w klasie puściliśmy wodze fantazji... każdy z nich mógł wypowiedzieć się na temat: co zrobiłbyś z taka masą pieniędzy? Jak byś je wydał? Oczywiście padały różne propozycje. Jedno dziecko tylko powiedziało: zainwestowałbym w dom, aby moja rodzina miała gdzie mieszkać. Reszta przejadłaby albo przepiła lub wydała na inne materialne rzeczy zaspokajając swoje zachcianki. A my dorośli? Gdybyśmy my mieli taką możliwość? Jak spożytkowalibyśmy? Czy w naszym życiu jest miejsce na jałmużnę?


Młodszy syn upodlił się dokładnie! Roztrwonił wszystko, wydał kasę "na panny", wódkę i wszystko to co w tym momencie podsuwa ci albo właśnie nie podsuwa twoja wyobraźnia. I nagle pech! Kryzys dopada ową krainę, głód, brak pracy... "Przyjaciele" od kieliszka odchodzą. "Goły i wesoły" nie ma nikomu nic do zaoferowania. Taki ktoś jest zupełnie nie potrzebny. Zostaje sam. Zaczyna szukać pracy, bo przecież musi coś jeść. W końcu ktoś się lituje. Zostaje świniopasem! Oczywiście, "żadna praca nie hańbi" (chociaż we współczesnym świecie to stwierdzenie chyba już nie obowiązuje). Świniopas! Gorszego zajęcia w ówczesnej kulturze nie można było sobie wyobrazić. Do tego stopnia się upodlił, jego bieda sięgnęła zenitu - pragnął jeść to co świnie miały w korycie, lecz nikt mu nawet tego nie chciał dać! Iluż ludzi dzisiaj - czyściutkich, pod krawatami, w pięknych, drogich ubraniach... żyje tak jak ten świniopas! Bo najważniejsze jest to co w sercu... Śmierdzący, brudny, sponiewierany... zaczyna główkować. I wymyślił: wrócę do mojego Ojca! Czy myślisz Drogi, że powrót spowodowany był tęsknotą za Ojcem, miłością do Niego? Guzik prawda! Pusty żołądek, brud, smród, zmarnowane życie, a przede wszystkim egoizm spowodowały podjecie takiej decyzji!


"Wybrał się więc i poszedł". Nawet ułożył sobie mówkę: "Nie jestem godzien nazywać się Twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z najemników". Od razu w podtekście, a raczej w otwartym tekście prośba: przygarnij mnie. Na pewno długa droga sprzyjała refleksji. Co on sobie tak naprawdę myślał, jeden Pan Bóg tylko wie... Uważam, że podczas wędrówki do Ojca przerobił jeszcze raz całe swoje życie....


Ojciec jest niesamowity! Nie wiedział, gdzie Jego syn się podziewa ani dokąd poszedł. A jednak natychmiast go zobaczył. Dlaczego tak szybko? Żaden z Jego posłańców nie przyszedł i nie doniósł mu o tym, że Jego syn wraca. Sam zobaczył! To tylko świadczy o tym, że musiał codziennie wychodzić na drogę i wypatrywać swojego syna. Tylko On sam wie, ile czasu spędzał na tej drodze w oczekiwaniu... Myślę, że od momentu odejścia syna, właśnie to stało się priorytetem.


Wyobrażam sobie moment ich spotkania. Syn był całą jedną niepewnością... mimo, iż znał swojego Ojca, wiedział przecież co zrobił! Właśnie dlatego, że znał swojego Ojca, postanowił wrócić... Czy nasze dzieci mają taką pewność? Czy dałeś jasny sygnał swojemu dziecku: bez względu na to co zrobisz, ja ZAWSZE będę cię kochać!


Ojciec już z daleka widzi syna. Wypatrywał go, jego wzrok stale był skierowany tam, gdzie ostatnio widział syna... Spotkanie jest... no i zabrakło mi słów! Tylko serce wie jak to wypowiedzieć. Ojciec chwyta w ramiona swojego syna i nie daje mu nic powiedzieć! Rzuca mu się na szyje i całuje! Syn nieporadnie próbuje wypowiedzieć przygotowane wcześniej zdanie, ale Ojciec jakby tego nie słyszy. O nic nie pyta! Nie patrzy z wyrzutem! Nie pyta: na co wydałeś pieniądze i ile ci kasy jeszcze zostało? Cieszy się obecnością syna. Rozkazuje sługom, aby przynieśli najlepszą szatę, ubrali go, dali mu pierścień dziedzica na palec i włożyli sandały na nogi, zabili najbardziej utuczone cielę. Wyprawia ucztę dla swojego marnotrawnego syna. Już o niczym nie pamięta! Ważne jest, że syn się odnalazł! Taki jest nasz Ojciec! Taki jest Bóg! Masz jeszcze jakieś pytania?... jakieś wątpliwości? Zabrakłoby miejsca w całym Internecie, aby opisać Jego dobroć, miłość i miłosierdzie!


Czy nadal będziesz zwlekał z dobrą spowiedzią? Skoro masz w konfesjonale tak kochającego Ojca, który nigdy ci niczego nie wypomni, zawsze przebaczy, podtrzyma, da pierścień dziedzica - na nowo usynowi, brudne szaty zamieni w lśniącą biel, zadba o twoje stopy, żeby znowu nie poraniły się o ostre wypustki grzechu, wyposaży cię tak jak ci się nie śniło! Nakarmi cię, zaprosi cię do swojej radości, obdarzy pokojem. Obejmie i nigdy nie wypuści ze swoich ramion... chyba, że znowu sam dobrowolnie zdecydujesz o swoim odejściu...


Nie sposób ominąć starszego brata. To bardzo ciekawa postać - zupełnie na inne rozważanie, ale na chwilę zatrzymajmy się przy nim. Zawsze przy Ojcu - szczęściarz! Zawsze "posłuszny" i korzystający z dóbr Ojca, a nade wszystko z Jego obecności i miłości. Co tak naprawdę kryło jego serce? Jakieś totalne zgorzknienie, oziębłość, niepohamowaną zazdrość. Można niestety i takim być... obok Ojca.


Czyżby tęsknił za tym czego doświadczył jego młodszy brat??? Nieuporządkowana sfera seksualności? Śniły mu się po nocach owe nierządnice, z którymi jego brat hulał? Iluż z nas ma czasami nieuporządkowane pragnienia? Ty Panie Jezu, to się w ogóle nie wtrącaj do tego fragmentu mojego życia! Czyżby mało Ci było, że wpuszczam Cię do tego zakamarka, pozwalam zajrzeć tu i tam? Bądź bardziej człowiekiem! Mam swoje potrzeby! Muszę umieć sobie poradzić jakoś przecież w tym życiu!


Drogi... choćbyś żył na tym świecie i ponad 100 lat? To cóż to jest w porównaniu z całą wiecznością?
Ciesz się z każdego brata, który "był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się".
Życzę ci, abyś dzisiaj spotkał Ojca.

Agnieszka Frydrych