12.jpg

Jawnogrzesznica

niedziela, 17 marca 2013

Musiałeś całą noc modlić się na Górze Oliwnej, skoro o brzasku przyszedłeś do świątyni... Nie dziwię się tym, którzy przyszli, aby Cię słuchać - spragnieni Twoich słów bardziej niż zeschła ziemia wody. Bez Twojego słowa można wyschnąć, bez Twojego słowa można umrzeć... Ty znając ich potrzeby, nauczasz. Wiesz co za chwilę zrobią faryzeusze... i wcale nie chodzi im o jawnogrzesznicę! Chodzi im o Ciebie. Ona jest tylko pionkiem. Dzięki jej grzechowi będą mogli pochwycić Cię na słowie. Tak głupcy myślą...


Stawiają ją więc na środku... odarta z ubrania, odarta z godności. Co sobie myślała? Drżała jak liść...


Miała pojęcie, co się wokół niej rozgrywa? Domyślała się, że niebawem zakończy życie pod razami ciskanych kamieni. Skąd faryzeusze i uczeni w Piśmie wiedzieli, gdzie przebywa i co robi? Czyżby sami korzystali z jej usług (???) Chwytają ją i na wpół nagą wloką na sąd. Tak naprawdę w najmniejszym stopniu ona się nie liczy. Liczy się tylko to, że "w Prawie Mojżesz nakazał (...) takie kamienować". Stawiają Tobie konkretne pytanie: "A Ty co mówisz?" Domagają się rzeczowej odpowiedzi - oczywiście po ich myśli! W takim celu przecież przyprowadzili do Ciebie tę prostytutkę. Głupcy! Wykorzystujecie czyjąś słabość do tego, aby przyłapać mojego Pana na jakimś słowie. Jesteście gotowi nawet ją zabić, aby osiągnąć swój cel...


Panie, nie komentujesz, tylko cicho pochylasz się, dotykasz ziemi i piszesz po niej palcem. Nie mówisz przy tym ani słowa... milczysz. To musiało bardzo zirytować Twoich przeciwników. Co piszesz Panie? Jaką tajemnicę skrywają litery pozostawione na piachu? Czyżby ziemia, na której stawiasz znaki właśnie w tym momencie poznała serca? myśli? zamiary? Niektórzy mówią, że pisałeś grzechy tych, którzy oskarżyli ją. Tego nie wiem... Co na to oni? Są głusi i ślepi! Uparcie trwają w swoim zamiarze... Ile razy ja nie chcę zrezygnować z konkretnego grzechu? Zatwardziałość serca jest straszna! Zatwardziałość serca jest śmiercią duszy! Ile czasami we mnie jest oskarżenia w stosunku do drugiego człowieka. Mój gniew czasami jest tak wielki i złość tak wściekła... a na dodatek gniewam się przecież słusznie! No bo jak można ścierpieć taką głupotę ludzką! A Ty Panie milczysz słysząc moje oskarżenia. Dajesz mi czas na wyrzucenie emocji, dajesz mi czas na opamiętanie. Czy z tego skorzystam? Czy skorzystam z Twojej łagodności? Ty zawsze dajesz czas na opamiętanie. Tylko.... ja nie zawsze chcę się opamiętać... Ci co przyprowadzili do Ciebie jawnogrzesznicę nie mieli zamiaru zrozumieć, chcieli Ciebie zniszczyć, a ją tylko przy okazji zabić. Więc natarczywie pytają! Pewni swoich racji...


Podnosisz się Panie, prostujesz... Widzę całą Twoją postać, zdecydowaną i pewną! Słyszę słowa, które zwalają z nóg: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień" . SZOK! Umiesz powiedzieć dosadnie, trafić w samo sedno bez pudła. Umiesz poruszyć najczulsze struny, zmobilizować do stanięcia w prawdzie! Nikt nie jest bez grzechu - oto prawda o człowieku! Nikt nie ma prawa do oceniania drugiego człowieka, oskarżania go, a tym bardziej do wydawania wyroku! Nikt! Oprócz Boga samego. Tylko do Niego należy sąd! Tylko, że.... Ty Panie nie masz zamiaru wydawać wyroku... sądzić... oskarżać... korzystać z Prawa...


Znowu pochylasz się do ziemi... znowu piszesz... moją historię życia. Jak jawnogrzesznica wyciągam nieśmiało rękę w kierunku Twojej stopy, moje dłonie krwawią, moje ciało poranione od wleczenia po ziemi, moje włosy splątane, nadszarpnięte nadgarstki. Dotykam Cię. Jesteś moją jedyną nadzieją. Wiem, że są święci wokół mnie, ci, którzy mają prawo do tego, aby potępić mój grzech... instynktownie moje ciało kurczy się... zaraz spadnie cios. Zasłużyłam... wiem co zrobiłam... mój grzech jest wielki, gorszący innych, upokarzający mnie do granic możliwości... Czekam na śmierć... Jeszcze w uszach jak echo odbija się zdanie: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień". Nie wierzę w to co słyszę... czy do końca rozumiem co dzieje się wokół mnie? Słyszę jak z łoskotem spadają kamienie... zdziwione tym co usłyszały... Wszyscy odeszli. Oskarżyciele, którzy mnie przywlekli do Twoich stóp ze wstydem (?) a może bardziej ze wściekłością odchodzą. Wyrzucili kamienie, ale nie w moim kierunku. Tak naprawdę to jestem im wdzięczna, bo przez tę sytuację mogłam spotkać Ciebie. Jesteś tylko ja i Ty... i nic więcej się nie liczy. Pytasz mnie, gdzie oni są? Pytasz, ale zarazem stwierdzasz fakt: "Nikt cię nie potępił?" Zdziwiona odpowiadam: "Nikt Panie!" I wtedy słyszę najpiękniejsze, najcudowniejsze słowa: "I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz".


Jestem jawnogrzesznicą. Stoję odarta ze wszystkiego, odsłonięta przed moim Panem całkowicie. Nawet jeżeli cały świat mnie potępi... to jest zupełnie nieważne. Najważniejsze jest to, że mój Pan mnie nie potępił i nigdy tego nie zrobi. Zawsze ilekroć odchodzę od kratek konfesjonału słyszę te słowa: I ja ciebie nie potępiam. Idź teraz w pokoju, ale więcej już nie grzesz! A jak zdarzy ci się ponowny upadek proszę przyjdź jak najprędzej! Nie zwlekaj! Czekam na ciebie pełen miłości, bez cienia potępienia. Twój grzech odkupiłem już dawno temu... na krzyżu...


Drogi Przyjacielu. Ile jawnogrzesznic potępiłeś w swoim życiu? Ile jawnogrzesznic przywlokłeś do stóp Jezusa w swoim "świętym" oburzeniu licząc na to, że On zrobi z nimi "porządek". Ilu ludzi potępiłeś - niekoniecznie głośno - tak tylko w swoim sercu?... myśląc, że tak trzeba, że takim jesteś dobrym chrześcijaninem? Kiedyś Pan postawił nas w bardzo trudnej sytuacji... Zgłosiło się do nas "małżeństwo" z małym dzieckiem, chcieli wynająć mieszkanie. Małżeństwo wzięłam w cudzysłów, gdyż w międzyczasie okazało się, że są to młodzi ludzie żyjący w konkubinacie. No i oczywiście dylemat: wynająć mieszkanie, czy nie? Poszłam z tym do kierownika duchowego, gdyż sama nie umiałam sobie z tym poradzić. Nie chciałam przyklaskiwać grzechowi, ale z drugiej strony czułam, że coś jest nie tak. Że coś tu "nie gra". Usłyszałam odpowiedź na moje wątpliwości: (parafrazuję) - "No to teraz co? Zostawić tych ludzi z tym grzechem, pozbyć się ich i z głowy? Wyrzucić z mieszkania i mieć "czyste" ręce? Pozbyć się kłopotu i mieć "czyste" sumienie?" Bóg kocha ich tak samo, nie potępia tylko szuka. Czy myślisz Drogi, że Jezus przypadkowo był w miejscu, gdzie przyprowadzono do Niego jawnogrzesznicę? Był tam, bo wiedział, że ją właśnie tam spotka. Spotkanie to dla niej było bardzo bolesne, nie czuła się komfortowo - wręcz przeciwnie, czuła się podle, ale właśnie wtedy kiedy dotknęła dna, Jezus wyzwolił ją. Przebaczył. Przywrócił godność.


Jest jeszcze jedna strona medalu: grzech, któremu nie można przyklaskiwać. Co innego potępić grzech, a co innego grzesznika. To pierwsze trzeba tępić ZAWSZE, ale grzesznika NIGDY. I to jest ta różnica. Dzisiaj świat zwariował. Daje miejsce grzechowi. Grzech nawet czyni prawem: w świetle prawa można zabić nienarodzonego, uśmiercić osobę chorą i starą, kobieta może współżyć z kobietą, mężczyzna z mężczyzną... Chory świat domaga się tego. Domaga się legalizacji ohydy i spustoszenia! No dobra, może aborcja cię nie dotyczy, nie jesteś też za legalizacją homoseksualizmu, nikogo nie zabiłeś... ale jak twoja córka wyjeżdża na studia i dzieli mieszkanie z chłopakiem, to uważasz, że jest ok.? Może i taniej... ale co z duszą twojego dziecka? Oczywiście możesz powiedzieć: nie mam na to wpływu, moje dziecko jest dorosłe - samo wybiera. Tak! Zgadza się! Ale ty zawsze masz prawo się na to nie zgodzić! Masz obowiązek powiedzieć to otwarcie swojemu dziecku... i nieustannie przynosić je do Jezusa. Oddawać je Jezusowi w żarliwej i wytrwałej modlitwie. Na koniec jeszcze krótka refleksja... jeżeli w tej chwili trzymasz w swej dłoni kamień i jesteś gotowy nim rzucić... nawet jeżeli masz sto tysięcy powodów, by to zrobić... pamiętaj słowa Jezusa, który ZAWSZE ma na to odpowiedź: Nie potępiam cię. Idź w pokoju i nie grzesz już więcej.


Rozważanie w oparciu o Ewangelię (J 8,1-11)


Agnieszka Frydrych