14.jpg

Cierpienia Ogrójca i pojmanie Jezusa

środa, 27 marca 2013

Było około godziny dziewiątej wieczorem. Ostatnia Wieczerza podczas której Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament - Eucharystię - żywą i życiodajną Ofiarę, dobiegła końca... Razem z Jedenastoma opuszcza Wieczernik i pospiesznie idzie ku Górze Oliwnej. Pełen niepokoju i głębokiego smutku, który narastał coraz bardziej powiedział do Apostołów: "Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy." (Mt 26,31) Jak to?! Nigdy Panie Cię nie zdradzę! Za Piotrem chcę zawołać: "Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię" (Mt 26,33). Słyszę Panie Twoją odpowiedź: "Jeszcze tej nocy(...) trzy razy się Mnie wyprzesz" (Mt 26,34). Wiem Panie... czasami wydaje się niemożliwym to, że można się Ciebie zaprzeć... a jednak! Za każdym postanowieniem trwania w Tobie stoi moja słaba ludzka natura, osłabiona grzechem pierworodnym. Bez Twojej łaski nie jestem w stanie nic... bez Twojej łaski jest niemożliwym wytrwać w dobrym...


Getsemani. Miejsce oddalone od Wieczernika o pół godziny drogi. Trzeba przejść tylko potok Cedron. Nieopodal ogrodu Getsemani znajdował się Ogród Oliwny... Panował ponury mrok... przeszywający swoim chłodem. Zatrzymałeś się tam Panie... Poleciłeś Apostołom, aby pozostali na miejscu, a Ty pójdziesz się modlić (por Mt 26,36) Wziąłeś ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i poszedłeś nieco dalej. Nieopisany smutek napełnił Twoje serce... czułeś zbliżającą się trwogę i pokusy. Powiedziałeś : "Smutna jest dusza Moja aż do śmierci" (Mt 26,38). Ze wszystkich stron otaczały Cię strachy i pokusy... poprosiłeś swoich uczniów o modlitwę, chciałeś, aby czuwali z Tobą. Zostali, a Ty odszedłeś nieco dalej. Ogromna trwoga potęgowała się, straszliwe mary zaczęły atakować. Gdy odłączyłeś się od Apostołów widziadła poszły za Tobą... zalękniony modliłeś się, a przerażające obrazy szły za Tobą i nękały Cię. Doścignął Cię ohydny, potworny widok wszystkich grzechów i pożądliwości, a także ich następstwa i kary - począwszy od upadku pierwszych ludzi w raju, aż do skończenia świata. Przyjmowałeś to wszystko na siebie, przyjmowałeś grzechy całego świata, będące skutkiem grzechu pierworodnego. Panie, z całą świadomością zgodziłeś się na przyjęcie czekających Cię mąk, ofiarowałeś samego siebie jako zadośćuczynienie Bożej sprawiedliwości za winy świata. Upadłeś twarzą ku ziemi... widziałeś przed sobą niezliczone obrazy grzechów całego świata w całej ich wewnętrznej ohydzie, przyjmowałeś je na siebie i w modlitwie ofiarowywałeś się jako wynagrodzenie Ojcu, chciałeś za te wszystkie winy zadośćuczynić.


Ogrom grzechów był niewyobrażalny, a wśród tych występków "uwijał się szatan, z piekielnym szyderstwem i z wzrastającą złością przesuwając przed oczami Twojej duszy coraz straszniejsze obrazy grzechów. Chcąc wykorzystać słabość człowieczeństwa, za każdym razem zwracał się do Ciebie kusząc zwątpieniem: "Jak to!I to chcesz wziąć na siebie? I za to chcesz ponieść karę? Jakże potrafisz za to wszystko zadośćuczynić, wszystko to wynagrodzić?" Nagle ukazali Ci się aniołowie, którzy zaczęli Cię pokrzepiać i umacniać. "Natomiast reszta groty wypełniona była plugawymi i strasznymi obrazami ludzkich zbrodni, a złe duchy atakowały (Cię) ze wszystkich stron, szydząc i kusząc wątpliwościami. Przyjmowałeś na siebie całe to olbrzymie ,przekraczające ludzkie siły, brzemię". Twoje serce było przepełnione doskonałą miłością Boga i ludzi. A kiedy zgodziłeś się być ofiarą przebłagalną... szatan zaczął Cię trapić niekończącymi się pokusami. "Podniósł nawet z piekielną bezczelnością szereg przewrotnych zarzutów: "Jak to! Ty chcesz wszystko brać na siebie, sam nie będąc czysty?" Zakryte było przed nim to, że jesteś Synem Bożym, więc nieświadomy Twojej Boskości - wytykał Ci wszystkie dzieła Twojej dobroci, jako zaciągnięte, a jeszcze nie spłacone długi wobec Bożej łaski. Mówił: "Za to jeszcze i za to nie wypłaciłeś się Bogu".


Wśród wszystkich grzechów świata, które wziąłeś na siebie... były również i moje... liczne... niezliczone grzechy i zaniedbania. Klęczałeś pogrążony w modlitwie... ale stopniowo na widok mnóstwa grzechów i całej ich ohydy Twoja dusza zaczęła się lękać... Przygnieciony smutkiem i trwogą zacząłeś błagać Ojca: "Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich goryczy! Mój Ojcze! Dla Ciebie wszystko jest możliwe. Oddal ten kielich ode Mnie!" Twoja wola była całkowicie zjednoczona z wolą Ojca, ale jako Człowiek drżałeś przed męką, cierpieniem i śmiercią. Za chwilę jednak dodałeś: "Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty!" (por. Mt 26,39; Mk 14,36) .Dręczony przerażającą wizją śmierci drżałeś na całym ciele, "a pot trwogi występował na (Ciebie). Załamując ręce, chwiałeś się na wszystkie strony. Chwilami padałeś i znów podnosiłeś się, ale kolana tak uginały się pod (Tobą), że nie mogłeś ustać. Zmieniłeś się nie do poznania, wargi miałeś zsiniałe, a włosy zjeżone . Było około godziny jedenastej, gdy wstałeś cały zlany potem". Chwiałeś się i słaniałeś na nogach. Zbliżyłeś się do Apostołów, którzy zmęczeni troską i wątpliwościami spali... Nawet jednej godzinnie mogliście czuwać ze Mną? (Mk 14,37) Kiedy odszedłeś od nich na nowo dusza Twoja zaczęła się trwożyć. Twój pot zamienił się w gęste krople krwi, które spływały strumieniami na ziemię... cały byłeś oblany krwią.


"Wśród obrazów nadużyć Boskiego miłosierdzia, wciąż uwijał się szatan w rozmaitych, obrzydliwych postaciach, stanowiących jakby znamiona różnych rodzajów grzechu, wyobrażających rozkład, ohydę, przerażenie, opór, grzech. Wszystkie te widma popychały, napędzały, uwodziły, dusiły i rozrywały wobec Ciebie całe tłumy ludzi, dla których odkupienia wstępowałeś na drogę gorzkiej śmierci krzyżowej. Na koniec szatan pojawił się w postaci węża w koronie na głowie. Otaczały go tłumy ludzi wszystkich czasów i pokoleń (...). Uzbrojeni byli w oręż wszelkiego rodzaju i najrozmaitsze narzędzia tortur; chwilami bili się między sobą, to znów z podwójną wściekłością rzucali się na (Ciebie), na wyścigi szydząc, przeklinając, plując, wylewając różne plugastwa, miotając pociski, szarpiąc, przebijając (Cię) i tnąc. Wśród nich miotał się wąż - szatan, podjudzał przeciw (Tobie) i powalając ich całe masy, szarpał i pochłaniał je".


Wśród tłumu tych mar byłeś Ty... drżący i przerażony, chwiałeś się na wszystkie strony i upadałeś... Wiedziałeś, że , że wśród tych niezliczonych tłumów dręczących Cię, są ci, którzy znieważają Cię "w Najświętszym Sakramencie - ukrytego pod postaciami chleba i wina, lecz obecnego rzeczywiście i istotnie, z Bóstwem i człowieczeństwem, z ciałem, krwią i duszą. Najrozmaitsze były rodzaje znieważania Najświętszego Sakramentu, tego żywego znaku nieprzerwanej, osobistej obecności Chrystusa w Kościele katolickim, począwszy od zaniedbania, nieuszanowania i opuszczenia, aż do wyraźnej pogardy, nadużycia i najokropniejszego świętokradztwa; począwszy od zwrócenia się ku bożkom tego świata, pychy i rzekomej mądrości, aż do herezji, niewiary, zaciekłego fanatyzmu, nienawiści i krwawych prześladowań".


"Od Kościoła , który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, odrywały się całe tłumy, jakby żywcem wyrywane jego części. Z niezmiernym bólem i żalem spoglądał Jezus i cierpiał z ich powodu! (...) Jezus zaś odczuwał to (...) tak boleśnie, jakby Jego ludzkie ciało rozrywano w strzępki". Widziałeś Panie każdy najdrobniejszy szczegół swojej męki. "Najbardziej zasmucała ( Cię) konieczność sromotnego obnażenia , hańbiącej nagości na krzyżu, udręka potrzebna dla zmazania grzechów ludzkiej nieczystości. Błagałeś by mogło Cię to ominąć, a przynajmniej by pozostawiono Ci opaskę na biodrach(...). Krwawy pot jeszcze gwałtowniej spływał z Ciebie, sącząc się nawet przez szatę, w którą byłeś ubrany".


Z nieba zstąpił anioł z kielichem w ręce i pocieszał Cię... wzmacniał...


Zbrojna gromada żołnierzy szła w oddali po drugiej stronie potoku Cedron. Judasz zdradził ... Pochwycono Cię i związano.. Uczniowie pouciekali... "Natomiast oprawcy wśród ciągłych bezczelnych szyderstw faryzeuszów, krępowali Cię z całą brutalnością i katowską wprawą. W okrutny sposób związali Mu ręce na piersi. Przegub prawej reki przywiązali do lewej poniżej łokcia, podobnie przegub lewej ręki do prawej, krępując bezlitośnie i tak silnie, że nowy ostry sznur głęboko wrzynał się w ciało. Włożyli też na Ciebie rodzaj szerokiego pasa nabijanego żelaznymi kolcami zaopatrzonego w pierścienie, do których dodatkowo przywiązali Mu ręce. Na szyję założyli Mu coś na kształt obroży, również nabijanej od wewnątrz kolcami i innymi raniącymi elementami. Biegnące od niej dwa rzemienie, krzyżujące się na piersi jak stuła, naciągnęli mocno i także przywiązali do pasa. Wreszcie do pasa tego uwiązali w czterech miejscach długie powrozy, którymi mogli według upodobania okrutnie szarpać Cię na wszystkie strony".


W drodze do miasta siepacze "szarpali Cię i pastwili się nad Tobą w najpotworniejszy sposób, dając upust swojemu okrucieństwu". Popędzili Cię po poboczu, boso prowadzili po kamieniach i błocie. Musiałeś iść tam, gdzie ciągnęły Cię naprężone sznury. "Było jeszcze przed północą, gdy po drugiej stronie Cedronu ciągnięto Cię bosego po bardzo wąskiej ścieżce, po ostrych złomkach skał, przez ciernie i osty, przeklinając wciąż, szarpiąc i bijąc Cię. Złośliwi urzędnicy faryzejscy, o ile droga pozwalała, postępowali jak najbliżej swej ofiary, kijami kłując i szturchając Cię. Bluźnili przy tym z okrutną ironią, raniąc kochające Twoje serce".


Tak dotarłeś do miasta... zaczęło się przygotowanie do niesprawiedliwego procesu...


Panie, błagam... przebacz mi...


Rozważanie w oparciu o kontemplacyjno-mistyczne doświadczenia i rozważania Męki Pańskiej opowiedzianej przez Annę Katarzynę Emmerich "Pasja".


Agnieszka Frydrych