22.jpg sobota, 20 kwietnia

Czy i ty chcesz odejść? (J 6,67)


Ale Ty masz pomysły Panie! Pewnie, że nie chcę! Za św. Piotrem chcę dzisiaj zawołać: "Panie, do kogóż pójdę? Ty masz słowa życia wiecznego!" (J 6,68) Jesteś moim jedynym Panem i Zbawicielem! Miłością mojego życia! Jedyną! Obdarzyłeś mnie wiarą, dałeś poznać, że jesteś "Świętym Bożym"! Obdarowujesz sobą... karmisz mnie codziennie, napełniasz pokojem, uzdrawiasz, dotykasz, mówisz do mnie - Twoje Słowo stawia mnie na nogi, podnosi z upadku, jesteś jedynym sensem mojego życia, wiesz jak bardzo nie mogę doczekać się każdego spotkania z Tobą, obdarzasz mnie najwyższym zaufaniem dając udział w swoim Krzyżu... Więc dlaczego zadajesz mi dzisiaj tak dziwne pytanie? Tak niedorzeczne...


Zaraz... Ty pytasz całkiem na serio... Znasz mnie... Wiesz, że mimo tak wielkich darów... odchodzę. Moje odejścia mają różne barwy i odcienie... zna je tylko konfesjonał... Odchodzę, mimo iż tego z całego serca nie chcę!


Ilu ludzi.... Tyle odejść... zaniedbana modlitwa, odrzucone sakramenty, lekceważona Eucharystia, brak czasu dla Mistrza, odłożone wysoko na półkę Pismo Święte, nie zrobiony dialog małżeński, zapomniana reguła życia, brak stanu łaski w duszy... odrzucone dziecko, niechęć do współmałżonka, zaniedbana sfera seksualności - zaniedbanie pożycia małżeńskiego (ja tu już jestem taki święty, że w ogóle nie mam żadnych pragnień pod tym względem.... A tymczasem mój Drogi - jeżeli chociaż raz w miesiącu nie jesteś ze swoją żoną w ścisłym zjednoczeniu poprzez akt małżeński - masz się z czego spowiadać. Żeby było jasne - nie wymyśliłam tego sama, są to słowa ś.p. Ojca Możdżenia SJ, które usłyszałam podczas rekolekcji). Idąc dalej drogą odejść... wszelkie zaniedbania dobra, Bożych natchnień, brak Adoracji Jezusa, traktowanie wybiórczo Przykazań... można wymieniać w nieskończoność. Nie przytaczam tutaj oczywistych świństw, do których człowiek jest zdolny... mówię o tych "prostych", codziennych, na które prawie nie zwracamy uwagi, bo mieszczą się w kategorii grzechu powszedniego... Tymczasem każdy grzech jest odejściem. Każdy jeden!


A kiedy pojawia się dylemat: którą drogę mam wybrać, mówię do Ciebie Panie: "Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?" (J 6,60) Wtedy kiedy mam wątpliwości, czy mówisz prawdę, czy rzeczywiście chcesz mojego dobra... dopuszczając ten czy inny krzyż... mówię, że to dla mnie zbyt trudne! Za ciężkie! Czego ty w ogóle ode mnie wymagasz? Czego żądasz?


A ty cicho pytasz: "Czy i ty chcesz odejść?" (J,6 67)


Więc jeszcze raz Panie przyjmij moje zapewnienie: NIGDY nie chciałabym odejść. I wiem, że za pierwszym lepszym zakrętem nie wyrobię! Wybiorę grzech... odejdę... Dlatego podtrzymuj mnie swoją łaską, ba sama nie jestem w stanie wykrzesać z siebie nic dobrego. Sama z siebie nie jestem w stanie przy Tobie trwać... Podtrzymuje mnie przy życiu tylko Twoja łaska.


"Jeżeli nie będziesz jeść Ciała Syna Człowieczego ani pić Krwi Jego, nie będziesz mieć życia w sobie" (J 6,53) Wiem Panie... bez pokarmu fizycznego: chleba, mięsa, (i wszystkiego co tam sobie zamarzę do jedzenia) da się żyć. Ale bez Twojego Ciała i bez Twojej życiodajnej Krwi... nie ma najmniejszych szans! Bez tego Pokarmu... umieram. Nie wyobrażam sobie jednego dnia, jednej chwili bez Twojej obecności. Jesteś Chlebem Życia. Moim podstawowym i najważniejszym Pokarmem. Zapewniłeś św. Siostrę Faustynę, że jesteś obecny w duszy od momentu przyjęcia Komunii Świętej - przez cały czas, aż do przyjęcia następnej.. Jesteś zatem obecny w duszy - która jest w stanie łaski uświęcającej - non stop! Co za ulga!


Bez Ciebie nie ma życia. Nie pozwól, aby zbrakło jednego dnia w moim życiu bez Eucharystii... proszę... inaczej... umrę... z tęsknoty za Tobą. Twój "Duch daje życie. Ciało na nic się nie przyda." (J 6,63). Dałeś mi ciało, aby je karmić i pielęgnować... ciało jest darem od Ciebie. Mówisz mi dzisiaj, że ono na nic się nie przyda.. zgadza się, bo jest tylko tymczasowe. Najważniejsza jest dusza. Ciało może być niepełnosprawne, chore, nierozwinięte, stare, pomarszczone, w końcu złożone do grobu, rozsypane w proch... a dusza? Dusza jest nieśmiertelna, żyjąca wiecznie... nawet jeżeli potępiona... to na wieki... na całą wieczność, która nigdy się nie skończy. Zatem o co warto walczyć bardziej? Nawet jeżeli teraz ciało opływa w luksusach... jest karmione, pieszczone, masowane, o nic się nie troszczy, zabiega o światowe przyjemności, nie wyrzeka się niczego, ma "gdzieś" potrzebującego... to to się niebawem skończy. Zapewniam cię, bracie. A dusza? Co z twoją duszą? Która przeznaczona jest do życia na wieki. Pamiętaj dzisiaj słowa Jezusa: "Ciało na nic się nie przyda". J 6,63 Nie zrozum mnie źle. To nie znaczy, że masz być od tej chwili zaniedbana. Wręcz przeciwnie - powinnaś być piękna dla swojego męża. Ale dusza ma być nieporównywalnie bardziej zadbana! Jeżeli dusza będzie święta i piękna - ciało jej nie ograniczy - piękno wewnętrzne wypłynie na zewnątrz. Zapytasz: co jest pokarmem dla mojej duszy? Jezus daje jasną odpowiedź: "Słowa, które Ja wam powiedziałem są duchem i życiem" (J 6,63)


"Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą" (J 6,64). Znowu pytanie, tym razem o wiarę... Zostawiam ciebie Drogi z tym pytaniem Jezusa... Odpowiedz Mu w osobistej modlitwie, może na dialogu małżeńskim.


Jezus ma moc wskrzesić cię do wiary. Ma moc i władzę nad twoim ciałem. Może cię wskrzesić do życia, dotknąć paraliżu, może podnieść cię z wózka inwalidzkiego, uwolnić od śmiertelnego całunu. Skąd to wiem? Przeczytaj fragment z Dziejów Apostolskich 9,31-42.Nic nie ma niemożliwego dla Pana... Są tylko tacy co nie wierzą. Więc? Jak to jest z twoją wiarą Drogi?


Czy i ty chcesz odejść?


Agnieszka Frydrych