23.jpg niedziela, 28 kwietnia

Cierpienie - absolutna szkoła dla mistrzów

"Przez wiele ucisków trzeba (ci) wejść do królestwa Bożego" (Dz 14,21) Co Ty do mnie mówisz Panie? Jak to? Ja myślałam, że wystarczy przy Tobie trwać... a Ty otulisz swoją łaską tak, że już nic złego mnie nie spotka... że teraz już wszystko będzie takie proste... że góry przeniosę... A tymczasem nosić znamię Chrystusa to nie tylko chwała, to również cierpienie, prześladowanie, nieustanna walka ze złem, zmaganie się ciągle z ludzką naturą osłabioną grzechem pierworodnym. Ucisk. Trudny temat... Pierwsza myśl jaka mi przyszła w związku z tym, to egoizm. Ciągłe patrzenie w swoim kierunku, zapatrzenie się w siebie, układanie życia po swojemu - tak jak ja chcę i Bogu nic do tego. No może trochę przesadziłam... jako chrześcijanin wpuszczam Boga do mojego życia, ale tylko do pewnych granic. Są furtki, których nigdy, przenigdy nie będę chciał otworzyć przed Nim. Dlatego ucisk, przez który na pewno będę musiał przejść, aby znaleźć się w chwale Baranka, jest nie do przyjęcia. A tymczasem to niestety jedyna droga.


Cierpienie... absolutna szkoła dla mistrzów. Czy myślisz, że Pan dopuściłby w twoim życiu do tej czy innej sytuacji, nie obdarzając cię wcześniej lawiną łask, dzięki której możesz przez to cierpienie normalnie przejść?


I powiem więcej - przez to konkretne cierpienie zostać jeszcze bardziej umocnionym. Bo Pan z największego zła ZAWSZE wyprowadza samo dobro. Inna rzecz to niestety konsekwencja grzechu. Często obarczamy Boga naszymi niepowodzeniami. Ostatnio jedna osoba, ku mojemu najwyższemu zdziwieniu, wypowiedziała zdanie: "Czemu tak Bóg cię ukarał?!" Szczerze, to byłam w szoku usłyszawszy taki tekst. Jeżeli dotyka mnie jakieś cierpienie, to czy jest to kara Boża? Mój Ojciec, mój najcudowniejszy Tato jest łagodny, kocha mnie bezgraniczną, bezinteresowną miłością. Nigdy nie pozwoli, aby mnie kto skrzywdził, nosi mnie na rękach. Uwielbiam tulić się w Jego mocnych i silnych ramionach. Owszem, czasami skarci, ale czy jest to Jego ukaranie mnie? Trudno byłoby przyglądać się krnąbrnemu dziecku, które rozkapryszone robi co chce i ma wszystko i wszystkich w nosie! Ale to karcenie to czysta miłość. Przecież nie pozwolę swojemu dziecku skoczyć z siódmego piętra, tylko po to, żeby ono zobaczyło, czy umie latać! Owszem, ono i tak zrobi co zechce, jest przecież wolne. Ale ja jako rodzic muszę zrobić wszystko, aby je uchronić.


Jezus leczy rany serca. Wyprowadza z cierpienia, które spowodowane jest grzechem. I jeżeli jesteś już bardzo blisko Niego, uzdrowiony z wszystkich następstw twoich grzechów, prawdziwie WOLNY w Chrystusie, bez nałogów, bez przyzwyczajeń i bez kaprysów, a nawet, a może przede wszystkim WOLNY od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu - krótko mówiąc - jesteś cały zanurzony w NIM, wtedy On może cię zaprosić do swojej szkoły cierpienia. Dlatego powiedziałam, że jest to szkoła dla mistrzów. Udział w Krzyżu Chrystusowym jest czymś niebywałym. Jest ogromną łaską Pana. Przypominam sobie uczniów Jezusa, którzy oskarżeni przed Sanhedrynem , w końcu i ubiczowani, odchodzili ciesząc się, że mogli uczestniczyć w tych cierpieniach ze względu na Chrystusa. Normalnie wariaci! Cieszyć się z tego, że dostali porządne lanie! Ale jest w tym głęboki sens. Już przez dłuższy czas, mądra Matka Kościół daje nam Słowo Boże , które mówi o tym, jak uczniowie Jezusa musieli cierpieć z powodu głoszenia Zmartwychwstałego. Dzieje Apostolskie opisują to w szczegółach. Prześladowani, bici, "wyrzuceni ze swoich granic"... ale napełnieni "weselem i Duchem Świętym". To ostatnie zdanie szczególnie często się przewija. Cierpiący, ale ZAWSZE przepełnieni radością i pokojem, który pochodzi od Bożego Ducha. O! i to jest właśnie ta szkoła dla mistrzów - wyższa szkoła, do której zaprasza Bóg.


Nie można lajtowo i turystycznie wejść do królestwa Bożego. Droga wiedzie przez ucisk. Mogłabym wymieniać przykładowe trudności, które powodują cierpienie w twoim życiu, ale przecież je znasz. Nie użalaj się wtedy, możesz zapłakać oczywiście Jezusowi w rękaw, nawet zachęcam cię do tego, aby opowiedzieć Mu o swojej ranie w szczegółach - mimo, że On i tak o wszystkim wie - to wypowiedzenie się, jest potrzebne przede wszystkim tobie. Płacz przed Nim, ale nigdy nie zamykaj się na konkretne cierpienie. Proś Jezusa, aby pozwolił ci przez nie przejść, aby cię umocnił i dał łaskę wytrwania, szukaj nieustannie Jego woli, bo tak naprawdę nie wiesz co jest ci najbardziej potrzebne. ON WIE - zapewniam cię. I prowadzi cię najłatwiejszą z możliwych dróg - dopuszcza tyle, ile możesz znieść, tu się powtórzę - obdarzając cię oceanem łask. Zastanów się tylko, czy łaska Pana ma szansę przeniknąć przez szczelny pancerz twojego grzechu, z którego nie chcesz zrezygnować. Może dlatego tak trudno przyjąć cierpienie? Może dlatego owy "ucisk" jest nie do wytrzymania? Zaufaj Panu! Na nieskończoną liczbę procent. On wie, którymi drogami cię poprowadzić. I pamiętaj - z największego zła wyprowadzi samo dobro. Wiem, bo doświadczam tego w każdej sekundzie mojego życia. Czy warto prosić Boga o to, aby zabrał cierpienie? Nie wiem. Zamiast prośby o zabranie cierpienia, proś o to, aby wypełniła się Jego wola w twoim życiu. Wiesz czego najbardziej obawiał się Jezus w Ogrójcu? Tego, że nie wypełni woli Ojca. Dlatego prosząc o zabranie kielicha Męki, wołał: "Nie tak jak Ja, ale jak Ty chcesz - niech się stanie". Ale aby w ucisku wytrwać potrzebna jest wiara. I znowu Matka Kościół przychodzi nam z pomocą - przeżywamy ROK WIARY.


Łaską wiary zostałeś obdarzony na chrzcie świętym - już wtedy. Byłeś nieświadomy tego daru, twoi rodzice wyznali za ciebie wiarę i obiecali, że będą cię wychowywać w wierze. Ich rola powoli się kończy, jesteś dorosły i sam musisz dbać o ten delikatny dar. Zaniedbana łaska wiary po prostu zaniknie, zaprzepaścisz ją. Proś Ducha Świętego, aby nieustannie ożywiał ten dar w tobie. Ale i ty sam pracuj nad rozwijaniem swojej wiary. Moje dzieci na katechezie bardzo jasno widzą możliwości pogłębiania wiary. Wymieniają: systematyczną modlitwę, korzystanie regularnie ze spowiedzi, karmienie się Eucharystią - bardzo często, mówią jeszcze o spełnianiu dobrych uczynków - ja to określam miłością bliźniego, do której dzisiaj Jezus zachęca w Ewangelii (J 13,35).


Kiedy przejdziesz przez ucisk, czeka cię nowe niebo i nowa ziemia. Miasto Święte - Jeruzalem będzie twoim mieszkaniem. Tam opłuczesz swoje szaty we Krwi Baranka. I już na ZAWSZE będziesz przebywał w Domu Ojca. A On? "Otrze z (twoich) oczu wszelką łzę" i twoje ciało już nigdy nie umrze, bo śmierć na zawsze zostanie pokonana. Nie będzie "ani żałoby, ni krzyku, ni trudu, bo pierwsze rzeczy przeminęły" . A Pan "czyni wszystko nowe" ! (Ap 21,1-5a).


Uwielbiam Cię Boże, Panie nieba i ziemi, uwielbiam Cię w Twoim Synu - Jezusie Chrystusie! Uwielbiam Cię Panie we wszystkich momentach mojego życia, szczególnie w tych kiedy zapraszasz mnie do udziału w swoim Krzyżu. Uwielbiam Cię w każdym cierpieniu i ucisku. Uwielbiam Cię w podporządkowaniu się Twojej świętej woli. Czyń w moim życiu WSZYSTKO NOWE. I pozwól mi kochać moich braci, tak jak Ty mnie umiłowałeś. Amen.


"Cierpienie jest łaską" - św. Siostra Faustyna Kowalska. I jeszcze jedna myśl Faustynki: "Gdyby aniołowie mogli zazdrościć, zazdrościliby człowiekowi dwóch rzeczy. Pierwszej: to tego, że człowiek może przyjmować Jezusa w Komunii Świętej a drugiej: to cierpienia" (parafraza słów św.S. Faustyny).


Błogosławionej niedzieli bracie.


Agnieszka Frydrych