24.jpg niedziela, 05 maja

Tęsknię za Duchem Twym


Przyglądam się dzisiaj pierwszym wyznawcom Jezusa... (Dz 15,1-2,22-29). Jakże bardzo jesteśmy do nich podobni. Ostre spory i zatargi, brak porozumienia w istotnych kwestiach... wciskanie tu i ówdzie swojego zdania, stawianie czegoś na ostrzu noża, stawianie siebie i swojego zdania na piedestale! Pycha! I to w imię Kogo? W imię Jezusa! Dobrze, że Paweł i Barnaba mają głowy na karku. Współdziałanie z Duchem Świętym widać w ich życiu jak na dłoni. "Duch Święty i my... (postanowiliśmy)"... A ty Bracie? Współdziałasz właśnie tak z Bożym Duchem?


Napięcie, w którym żyje dzisiaj chrześcijanin, walka między tym co cielesne, a tym co duchowe... Rozdarcie pomiędzy dobrem a złem... Z jednej strony piękno, które opisuje Apokalipsa (21,10-14,22-23) zachwyt nad cudownym Miastem Świętym - Jeruzalem, które zstępuje od Boga i ma chwałę Boga. Miasto, któremu, "nie potrzeba słońca ani księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą jest Baranek" (Ap 21,23). Z drugiej strony szara rzeczywistość ziemi. Zmaganie się człowieka ze swoimi słabościami, z tym co ludzkie: pychą, egoizmem, robieniem wszystkiego po swojemu. Układaniem sobie życia według swoich postanowień. Spór w tym co "dobre"(?) tylko... zależy dla kogo. Niestety od momentu grzechu pierworodnego tkwi w nas mocno to, co ziemskie. Świat, w którym żyjemy jest naszym wrogiem, jest wrogiem Boga. Jest promowane dzisiaj wszystko... tylko nie wartości chrześcijańskie. Z przerażeniem wróciłam z jednej z lekcji, gdzie pewna część uczniów skarżyła się na zachowania chłopców. Piąta klasa... a zaangażowanie w pornografię olbrzymie. Poruszyłam struny, z których wysypało się uzależnienie... były nawet pytania o antykoncepcję... Dziewczynki nie mogą spokojnie przejść obok, aby nie być poklepaną, powiem wprost i niezbyt ładnie - obmacaną. Przesadzam? Może! żyjemy sobie "spokojnie" tocząc mniejsze, czy większe spory, zastanawiając się, czy homoseksualizm jest w porządku... Może się żachniesz: no pewnie, że nie! A ja mam chłopca w szóstej klasie, który deklaruje wiarę w Chrystusa i mówi, że związek mężczyzny z mężczyzną wcale mu nie przeszkadza! Że nie ma w tym nic złego! Te dzieci, już nie mówiąc o dorosłych, żyją wśród nas... i twierdzą, że wierzą w Boga.


To jedna ze strun... które można poruszyć. A cała reszta? Cały Dekalog jest do przekopania. Oczywiste grzechy są oczywistymi. To jest jasne i powiedzmy, że nie ma wątpliwości. A spory, które dzisiaj toczą się w Dziejach Apostolskich dotyczą konkretnie Wspólnoty chrześcijańskiej - "braci pogańskiego pochodzenia": "Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu (...) nie możecie być zbawieni"(!). Ileż my mamy pomysłów na to, aby "udoskonalić" nauczanie Jezusa... tak po swojemu. Zmuszamy kogoś do czegoś, narzucając mu swoje zdanie, wierząc święcie w to, że mamy racje... ale czy żyjemy w prawdzie? Czyż nie robimy "kariery" w Kościele, wykorzystując dary Boże i przypisując chwałę Pana, jako własną zasługę? O tym też mówił ostatnio nasz papież Franciszek. Biada tym, którzy właśnie tak czynią. Nie okradajmy Boga. Jego dary są Jego darami, a nie naszymi zasługami! Postawa służby, jest postawą godną chrześcijanina. Jesteśmy tylko narzędziami w ręku Pana. Często niestety ranimy samym słowem. Zatem jeżeli masz wypowiedzieć coś, a nie będzie to pożytkiem dla drugiego człowieka, lepiej przemilcz. Może nie zgodzisz się z tym, twierdząc, że zawsze trzeba być szczerym. Szczerość niestety nie zawsze idzie w parze z prawdą i dobrem. Tobie może się wydawać, że to co chcesz powiedzieć i uczynić w stosunku do drugiego człowieka jest stanięciem w prawdzie... ale tak naprawdę, skąd wiesz, czy tym, a może innym słowem nie zranisz go do żywego? Lepiej najpierw porozmawiać o tym z najlepszym Ojcem, to dobry Pedagog. Wsłuchaj się w to co powie. A później idź do swojego brata, bez zbędnych emocji, aby nie być zarzewiem sporów, zatargów, nieporozumień.


Dzisiaj Jezus udziela nam niesamowitej lekcji w Ewangelii św. Jana (14,23-29). Mówi krótko: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał Moją naukę" - WSZYSTKO w temacie, Panie Jezu! A w konsekwencji mówisz dalej: "Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów Moich". Mam nadzieje Panie, że Cię kocham... i że zachowuję Twoje słowa w moim sercu, że przekładam je na swoje życie, badam wzdłuż i wrzesz. Mam nadzieję... bo jeżeli okaże się, że nie... to postaw mnie natychmiast do pionu! Wiem, że nie naruszysz mojej woli... ale ja pozwalam Ci: władaj moją wolą zawsze - tak jak Ty chcesz. Bo Ty wiesz, że moje pragnienie dobra może być tylko pragnieniem...


Pocieszyciel, Duch Święty, którego nieustannie posyłasz... on mnie wszystkiego nauczy i przypomni mi wszystko co powiedziałeś. Twoje słowo jest balsamem na moją stęsknioną duszę. Ten, który jest Pocieszycielem został mi dany przez Ciebie na chrzcie. Uwielbiam Cię Panie w Duchu Świętym, który ZAWSZE jest obecny i posyłany w te rejony mojego życia, z którymi sobie jeszcze nie radzę. A jeżeli sobie radzę, to tylko z łaską Twoją. Uwielbiam Cię Duchu Święty we wszystkich natchnieniach, w pokoju, który na mnie zsyłasz nieustannie. Twój pokój jest inny. Jest nieporównywalny do niczego. Nawet jeżeli mi się wydaje, że świat mnie porwie, zatopi, rozerwie na strzępy - Twoja Miłość i Twój Pokój jest niewzruszony! Chciałoby się powiedzieć - nie do ruszenia! Mówisz dzisiaj, aby nie trwożyło się moje zalęknione serce. Odchodzisz... ale znów przyjdziesz Panie... wiem to, bo mi to powiedziałeś. A Twoje słowo jest skuteczne. Rozradowałeś mnie Panie swoim odejściem do Ojca. Odchodzisz, ale mnie nie zostawiasz... NIGDY, przenigdy. Tęsknię za Twoim powtórnym przyjściem, tęsknie za Świętym Miastem Jeruzalem... bo moja ojczyzna jest w Niebie, gdzie Twoja "chwała oświetla wszystko, a lampą jest Baranek".


Drogi Przyjacielu, życzę Ci dzisiaj, abyś w tę kolejną niedzielę wielkanocną spotkał Jezusa Zmartwychwstałego i aby nie było to spotkanie bezowocnym. Aby przemieniło do głębi twoje życie.


Ściskam.


Agnieszka Frydrych