25.jpg sobota, 11 maja

"O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imie moje"


Parę dni temu, przyszłam na Eucharystię z wielkim ciężarem. Pomyślałam... ta sytuacja mnie przerasta, ta w ogóle po ludzku jest nie do ruszenia, a ta jest dla mnie nie do uniesienia. Wpatrując się w ogromny krzyż, na którym Jezus z wielką miłością rozpiął ramiona do granic możliwości... powiedziałam: "Panie Jezu, ja po prostu tego nie ogarniam... ale wiem na pewno, że Ty TAK! Ogarnij proszę to wszystko za mnie". Trwałam przed Nim w zupełnej bezradności. Nałożyło się kilka bardzo trudnych spraw... Została tylko wiara w to, że Jezus pozbiera mnie, ufność w to, że jak zwykle zaradzi wszystkiemu. Była to bardzo trudna wiara... gdyż rana zadana przez pewną osobę dawno temu, zaczęła na nowo krwawić. Zawsze prosiłam Pana, aby uzdrowił tę sytuację. Natomiast jest to po ludzku trudne, jeżeli ta osoba na nowo rani. Dlatego wydawało mi się, że jest to nie do przeskoczenia.


Trwając przed Jezusem wyrywała mi się z serca cicha modlitwa: "Ty Panie to ogarnij, bo ja nie mam szans... Wiesz, że moje serce gotowe jest do przebaczenia... Ty znasz każdy szczegół tej sytuacji, wiesz więcej niż ja, znasz powody zamknięcia się na mnie tej osoby, znasz też moje opory w stosunku do niej... Ty wiesz WSZYSTKO. Więc zaradź temu... wyprowadź z tego dobro. Uzdolnij mnie do miłości i przebaczenia po raz kolejny. Patrzyłam na Jezusa zawieszonego na krzyżu. A w sercu tliła się nadzieja, że Pan - tak jak zawsze - znajdzie wyjście z tej sytuacji. Minął ciężki dzień... przyszedł wieczór i spotkanie z kimś, kto być może znowu zrani... Z ciężkim sercem szłam na to spotkanie, przygnieciona bezradnością i niewiarą w to, że coś tym razem się zmieni.


Nie wiem jak Pan to zrobił. Niewątpliwie ma swoje sposoby! Wszystko ogarnął! Rozmowa w szczerości serca, bez żadnych uprzedzeń, lęku przed zranieniem, w zupełnej wolności. Jezus jest Panem(!) każdej sytuacji. Dla Niego nie ma żadnych barier, dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, sytuacji nie do rozwiązania! Po prostu NIE MA! Przekonuję się o tym na każdym kroku. On zawsze obdarza łaską, która uzdalnia, prowadzi, poucza w tym co pożyteczne, zaradzi wszystkiemu, zabiera wszelki lęk, umacnia, wyprowadza ze zła dobro, dźwiga i podnosi, wyposaża w to co najlepsze, "ładuje akumulatory". Bez Niego nie ma nic! Człowiek sam z siebie nic nie potrafi. Kiedy czasami dzieciakom na katechezie mówię, że nie są w stanie bez pomocy Boga kiwnąć palcem w bucie, patrzą się na mnie jak na zjawisko. Uśmiechają się wtedy z niedowierzaniem, kiwają ze zrozumieniem dla mojej "fantazji" głowami, nawet demonstrują, że jednak mogą! Ale kiedy tłumaczymy to sobie... wychodzi ich "wiara"... w to, że Pan jest Stwórcą i sprawcą WSZYSTKIEGO. Bez Niego nie możemy nic, a tym bardziej bez pomocy Ducha Świętego - i tu powtórzę za św. Pawłem - nie możemy wyznać, że Jezus jest Panem!


Rozważam to wszystko w kontekście Jezusowych słów, które zapisane są w dzisiejszej Ewangelii (J 16, 23b-28) : "O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje (...) Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna". Ta zachęta do prośby jest konkretna. Zatem prośmy. Jezus mówi: Proś, a otrzymasz. Proś o wszystko. Dam ci. Udzielę ci wszystkiego według twojej potrzeby. Chcę, aby twoja radość była pełna. Nie cząstkowa, nie na chwilę, ale PEŁNA.


Przyjacielu, wierzysz słowu Jezusa??? Na 100 %? Że to co powiedział, wypełni? Powiesz: tak, proszę, ale Bóg nie udziela mi tego co chcę. Jeszcze raz zapytam: A wierzysz Mu? Wierzysz, że On ma moc dać ci wszystko o cokolwiek poprosisz?, zapytasz? Wierzysz w to, że On ma moc dokonać w twoim życiu wszystkiego? Obdarzyć cię obfitością łaski? Wierzysz w to, że nic w twoim życiu nie dzieje się przypadkiem, że spoczywasz w ramionach Ojca, który zawsze się tobą opiekuje? Złożyłeś w Nim całą swoją ufność? Wierzysz Mu i ufasz, że On pragnie tylko twojego szczęścia? Po to przecież powołał cię do istnienia, do życia razem z Nim.


Odpowiesz: "Tak, wierzę"! To pięknie. Wiara jest podstawą. Powiesz dalej: "Wierzę, ale nie otrzymuję tego, o co proszę!" Wobec tego zadaj sobie inne pytanie: Czy w tym o co proszę, szukam woli Bożej? Bo może się okazać, że prosisz o coś, co będzie dla ciebie raczej przekleństwem niż błogosławieństwem.


......

Bóg daje to, o co prosimy. ZAWSZE. A jeżeli nie daje dokładnie w takiej formie w jakiej my chcemy, tzn, że On widzi to trochę inaczej niż my. Jego postrzeganie jest zupełnie inne niż nasze. My widzimy małe fragmenty naszego życia, On widzi je w całości. I czasami prosząc o coś... nie otrzymujemy tak jak chcemy... bo Bóg wie, że nie będzie to dla nas dobre, nie przyniesie to pożytku. Ale ZAWSZE z miłością daje coś w zamian. Nigdy nie pozostawia wypowiedzianej prośby. Słyszy ją zanim ją wypowiesz. Chce ją usłyszeć, potwierdzają to słowa z dzisiejszej Ewangelii: "Proście..."


Więc przychodź i proś z ufnością, zawsze szukając Jego woli.


Agnieszka Frydrych