26.jpg niedziela, 12 maja

Dlaczego STOISZ i uparcie wpatrujesz się w niebo?


Próbuję postawić się w miejsce Apostołów. Wyobrażam sobie w jakim musieli być szoku. Widzą jak Jezus wstępuje do nieba. Dla nich to było jasne: odchodzi! Już Go nie będą widzieć, dotykać, rozmawiać z Nim, łowić ryb, towarzyszyć znakom i cudom, słyszeć Go tak, jak do tej pory. Nawet po zmartwychwstaniu przychodził do nich przez 40 dni. A teraz co? Idzie do Ojca i już nie będzie tak jak kiedyś. Przyzwyczaili się, można by powiedzieć - wpadli w rutynę? Nie wyobrażali sobie co będzie dalej? Jak to wszystko będzie wyglądało? Stali jak wryci w ziemię. Do tego stopnia, że dwaj aniołowie nie wytrzymali i chcieli ich ruszyć z miejsca.


Padło pytanie z ust owych mężów: "Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?" (Dz 1,11) Bardzo zastanowiło mnie pytanie: "dlaczego stoicie"? Druga część pytania jest jak najbardziej pożądana, bo "wpatrywać się w niebo" to coś niesamowitego. Chrześcijanin zawsze powinien mieć wzrok skierowany ku niebu... a tu... taki niefart. Normalnie krytyka! Czyżbyśmy stali się rutyniarzami, którzy są tak "święci", że "wpatrywanie się w niebo" to jedyny nasz cel? Przyzwyczajenie do tego co jest, stworzenie sobie własnej wizji, brak pójścia naprzód, stanie w miejscu? Nawet aniołowie nie mogli tego znieść.


Wstań i idź! Czy wierzysz w to, co powiedzieli dalej: "Ten Jezus wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba". Więc rusz się z miejsca! Nie gap się uporczywie w niebo i nie użalaj nad sobą jaki ty jesteś biedny chrześcijanin, jaki udręczony! Jezus cię opuścił, odszedł? Nie czujesz Go, nie oglądasz? Nie słucha cię? Skoro tak, to warto się zastanowić, czy faktycznie nie stoisz w miejscu... może przeszkadza ci jakiś grzech, a może masz nie takie wyobrażenie Boga jakie powinieneś mieć? Porzuć rutynę, rozwiń skrzydła w Jezusie Chrystusie! Idź tam, gdzie cię pośle. Pytaj się Go nieustannie: Panie, dokąd mam iść? A może nie chcesz? Może lękasz się być znakiem sprzeciwu w dzisiejszym pogańskim świecie? Nie chcesz zrezygnować z ciepłej posadki chrześcijanina? Paciorek, wielkanocna spowiedź, wybiórczy Dekalog, jakiś grosz rzucony od niechcenia na tacę, ostatecznie jakiemuś potrzebującemu? O takie "wpatrywanie się w niebo" chodzi? Jezus mówi: IDŹ! Uzbroję cię w moc z wysoka!


Kościół z ogromną nadzieją i niezłomną wiarą woła dziś do Ducha Świętego. Właśnie o tym mówił Jezus Apostołom wstępując do Ojca. Obiecał moc z wysoka, w którą uzbroi swoich uczniów (por. Łk 24,46-53). Tą obietnicą jest właśnie Boży Duch! Duch Święty, Duch Prawdy, Pocieszyciel, Paraklet. Dla mnie osobiście to odlot! Kocham nad życie tę Osobę Boską! Bez Niej nie ma nic! Wszystko jest martwe... bez życia, bez ducha... Ożywiciel, Duch Święty jest Tym, który daje moc, daje tchnienie, życie, obdarza darami - bezcenne! Wszystko w Nim jest takie dynamiczne! Nie stoi w miejscu, ciągle gna do przodu, rozwija się, dotyka chorych, zranionych miejsc, stawia na nogi, porywa w delikatnym powiewie tych, którzy chcą!


Co zrobisz dziś Drogi Bracie? Nie lękaj się odejścia Jezusa do Ojca. Jeżeli Jezus nie odejdzie nie ześle nam Pocieszyciela. Zresztą, nie zostawia nas samymi. Składa obietnicę: "Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata"! Słyszysz to zapewnienie? Jezus nie odszedł! Jest z tobą przez cały czas, nigdy cię nie opuszcza! Towarzyszy każdej chwili twego życia! Inna rzecz, to co robisz, aby to zauważyć? Może właśnie stoisz w miejscu... może trudno ci uwierzyć słowu Jezusa? Trudno przyjąć Jego obietnicę? Trudno zmienić swoje "chrześcijańskie" przyzwyczajenia?


Niezmiernie ucieszyłam się tym, co zrobili Apostołowie po tym, jak Jezus wstąpił do nieba. Ewangelia mówi, że "oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni wielbiąc i błogosławiąc Boga" (Łk 24,53). O! I to rozumiem! Ruszyli z miejsca, poszli umocnieni słowem Jezusa, Jego błogosławieństwem. Wprawdzie trzeba było interwencji aniołów, którzy przypomnieli im o tym co mają robić, ale co tam! Najważniejsze, że poszli! I to w dodatku wypełnieni po brzegi radością obietnicy mocy z wysoka. Podejrzewam, że Duch Święty "kręcił się" już wtedy w okolicy:) Przecież w momencie kiedy Zmartwychwstały przyszedł do nich, tchnął na nich i powiedział: "Weźmijcie Ducha Świętego"!


Apostołowie przebywali w świątyni, wielbili Boga i błogosławili Go. No właśnie. Można sobie zadać pytanie: na ile wielbię i błogosławię Boga w moim życiu? A może inaczej: moim życiem? Czy tylko stoję i skarżę się przed Nim, jakie to moje życie ciężkie jest, jakie nie do uniesienia krzyże? Żeby było jasne: cierpienie - pamiętasz Drogi Bracie - to absolutna szkoła dla mistrzów - jest konieczne w życiu chrześcijanina. Nawet dzisiaj już w pierwszym zdaniu w Ewangelii Jezus zwraca się do swoich uczniów przypominając im słowa Pisma: "Mesjasz będzie cierpiał..." Ale pamiętaj: po męce i cierpieniu ZAWSZE jest chwalebne Zmartwychwstanie. Powiem więcej słowami Jezusa: "(...) w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom". Kto ma głosić to nawrócenie w imię Jezusa? No właśnie, dobre pytanie.


Ewangelizacja. Kolejne zadanie dla chrześcijanina, który nie stoi w miejscu. Ale aby to zaistniało powtórzę słowa, które padły wczoraj z ust naszego moderatora - ks. Darka: "Modlitwa. Troska. Ewangelizacja". Trzy kroki, które każdy z nas - nie stojący w miejscu powinien wykonać. Ale aby móc ewangelizować sam powinieneś być zewangelizowany, nawrócony, masz być człowiekiem:) Jezusa w pełnym tego słowa znaczeniu! Żyć Nim maksymalnie, aż się będzie wylewała Jego obecność z ciebie i przechodziła na innych. Wiesz, czasami nie trzeba nic mówić, czasami wystarczy być tylko dobrym Jego świadkiem... bez słów, wystarczy postawa. Wystarczy twoje stanowcze: NIE w momencie kiedy głupi, ociemniały świat pędzi w przepaść. Trzeba być czytelnym świadkiem Jezusa. I nie zrażaj się. Pewnie, że każdemu nie będziesz pasował. Nie chodzi o to, aby do każdego się dopasować. Bóg nie chce łamać twojej autonomii. Nawet Mu to przez myśl nie przejdzie. Bóg chce twojej autentyczności! I co z tego, że będą się z ciebie śmiać, wyleją na ciebie pomyje szyderstwa, może nawet będą cię prześladować ze względu na Jezusa? Te kilka lat udręki w porównaniu z wiecznością, to tylko mały epizod, pył, chwila... ale bardzo ważna chwila, bo od niej zależy cała twoja wieczność.


Drogi, w niedzielę Wniebowstąpienia życzę ci "ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego" (Ef 1, 17). Abyś miał "światłe oczy dla (twojego) serca, tak byś wiedział, czym jest nadzieja (twojego) powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły" por (Ef 1, 17-23). Ten, który jest "Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią, tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób"... Ale jazda! Nie da się stać w miejscu! Nawet, jeżeli się ktoś uprze.


Agnieszka Frydrych