30.jpg niedziela, 09 czerwca

Bóg może dosłownie WSZYSTKO. Przekonaj się o tym dziś!


Panie Boże! Dzisiaj to normalnie szalejesz! Okazujesz swoją niezwykłą potęgę i moc! Zresztą jak zawsze. Zarówno Stary jak i Nowy Testament mówi dzisiaj o wskrzeszeniu jedynego syna matki. Ciekawy jest kontekst przywrócenia do życia chłopca, opisany w 1 Księdze Królewskiej (17,8-24). Ilekroć wchodzę do domu wdowy z Sarepty Sydońskiej nie mogę się nadziwić jej postawie. Bóg posyła proroka Eliasza do tego miasta, gdyż tam jest wdowa, która "będzie go żywiła" 1 Krl 17,9. Więc Eliasz "wstaje i idzie do Sarepty". Kiedy wchodzi do bram miasta widzi kobietę zbierającą drzewo na opał. Czy wiedział, że ma do czynienia z mega biedną - tak w sposób materialny - kobietą? Czy wiedział, że owa kobieta posiada w domu tylko "garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce?" (1 Krl 17,12)


Ale przecież Pan posyła go tam, aby mógł spokojnie się najeść! Więc spoko! Idzie. Wyobrażam sobie zakłopotanie tej kobiety... do tego stopnia, że z pewnością ze łzami w oczach przedstawia mu swoją sytuację: "Na życie Pana, Boga twego!" (...) chciałoby się tylko krzyknąć: człowieku, nie mam co do ust włożyć! Codziennie wydzielam sobie kromkę chleba, abym ja i moje dziecko mogło przeżyć! Tak sobie myślę... ile razy w życiu miałeś Drogi taką sytuację, kiedy myślałeś... no teraz Panie Boże to już chyba koniec! Nie mam pieniędzy... kredyt kredytem pogania, właśnie mąż / żona utracił pracę... za chwilę nie będę miał co do garnka włożyć... dzieci głodne, chodzą w tych samych ciuchach już długi czas, nie jestem w stanie zapewnić im normalnego bytu... jestem biedny w sposób materialny... A Ty nagle przysyłasz kogoś, z kim mam dzielić ostatni grosz? Spotykam tego kogoś na rogu ulicy, puka do moich drzwi, wręcz prosi natarczywie o coś do jedzenia... Czy Ty Panie, aby nie przesadzasz? Wiesz, że sam nie mam...


Podejrzewam, że dokładnie tak samo myślała owa wdowa z Sarepty Sydońskiej. Nawet wypowiedziała do Eliasza swoje zakłopotanie: "Już nie mam pieczywa - tylko garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce. Właśnie zbieram kilka kawałków drewna i kiedy przyjdę przyrządzę sobie i mojemu synowi strawę. Zjemy to, a potem pomrzemy" 1 Krl 17, 12-13. SZOK!... Ta kobieta była naprawdę uboga. Ta kobieta nie miała naprawdę co jeść. Wyobrażam sobie jak bardzo musiała się bać, jaki smutek musiał gościć w jej domu... Może dziecko nie było do końca świadome... a może było? Dzieci mają doskonały zmysł. Widzą więcej niż nam się wydaje. Czują...


Postawa Eliasza jest rozbrajająca! Przede wszystkim jego wiara w Boga. Usłyszał tekst od kobiety. Chłopie, czy usłyszałeś go do końca? Ta wdowa naprawdę nie ma co jeść!! Zaraz umrę z głodu i moje dziecko również! A chcesz aby i ciebie nakarmić? Z czego? To jest niestety dylemat wielu współczesnych ludzi... Oni naprawdę nie maja co jeść, w co się ubrać, wyżywić rodzinę! A Eliasz? To jest gość:) Spokojnie upiera się przy swoim: "najpierw zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i przynieś mi! A sobie i twemu synowi zrobisz potem" 1 Krl 17,13. Można by pomyśleć... egoista! Czy głuchy? Wie, że nie mam, że zaraz umrę z głodu, a domaga się, aby najpierw dać jemu samemu jeść! Ale Eliasz wie o co chodzi, wierzy Bogu! Skoro Bóg skierował jego kroki do domu wdowy.... To na pewno nie po to, aby on sam się mógł najeść... ale aby objawiła się w jej życiu moc i potęga Boga! Aby On mógł zmienić całkowicie jej życie! Dotknąć jej, uczynić w jej życiu i życiu jej dziecka cud! Aby mogła przyjść do Niego!


Dlatego Eliasz zanim wypowiedział wyżej przytoczone zdanie najpierw powiedział do niej " Nie bój się!" 1 Krl 17, 13. Ile razy Bóg w twoim życiu wypowiada to zdanie??? Powiedz tak szczerze... W różnych sytuacjach beznadziejnych lub mniej beznadziejnych albo mega beznadziejnych... bez wyjścia! Wypowiada to zdanie przez innych ludzi, nieustannie wysyła do ciebie swojego Ducha, który bez przerwy, bez zmęczenia opiekuje się tobą, stwarza takie sytuacje, że dosłownie "szczęka ci opada", czyni cuda namacalne, posyła do ciebie proroków... w końcu i swojego jedynego Syna, który daje przybić się... tylko dlatego, abyś ty w końcu przestał się lękać! Przestał drżeć! Ciągle! Jesteś złożony w dłoniach Boga! On cię nieustannie ochrania! Przestań w końcu narzekać, że nie interesuje Go twój los! Jeżeli Go nie doświadczasz, to szukaj Go - do upadłego! Masz inne wyjście? Pewnie... możesz pozostać w swoim zniewoleniu, możesz Go zostawić, przestać pragnąć Jego obecności - choć to jest wbrew twojej naturze... ale możesz... bo wolny jesteś. Bóg nigdy cię nie ubezwłasnowolni! Nigdy nic na siłę nie zrobi w twoim życiu, nie zabierze ci twoich wyborów! Ty sam powinieneś pragnąć Go. Powiesz: no dobrze. Staram się, chodzę do spowiedzi, nawet często do Komunii Świętej... Czy aby NA PEWNO oddałeś Jezusowi wszystko to co cię od Niego oddziela? Bóg nie chce skrawków twojego życia! Nie chce ochłapów! Chce całego ciebie... chce wejść w twoje życie... i uczynić Go swoim! I nie dlatego, że jest taki zachłanny! Dlatego, że pragnie ponad swoje życie... uczynić cię prawdziwie wolnym i szczęśliwym! Wiem to na 1000%!


Zatem... "Nie bój się" 1 Krl 17,13


Właśnie ta wdowa z Sarepty tak zawierzyła. Zrobiła tak jak powiedział jej Eliasz. Tylko, że on wypowiedział nad nią proroctwo: "Pan Bóg Izraela rzekł tak: Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię" 1 Krl 17,14. Trzeba wiedzieć, że wówczas w królestwie Achaba panowała dwuletnia susza. Pan zamknął niebo, żeby nie spadła ani jedna kropla deszczu. Tak na marginesie Bóg zatroszczył się w tym czasie o Eliasza. Skierował go nad potok, gdzie kruki przynosiły mu "rano chleb, a mięso wieczorem, a wodę popijał z potoku" 1 Krl 17,6. Pomyślisz... na tak to można żyć! Wokoło susza, ludzie niemalże umierają z głodu... a tu masz! Proszę bardzo, świeży chlebek podany i mięsko! Nawet wysilać się nie trzeba, bo kruki przyniosą. A i woda? świeżutka podana na tacy! Żyć nie umierać! Drogi, powiem to jeszcze raz: BÓG NAPRAWDĘ TROSZCZY SIĘ O TYCH, KTÓRZY GO SZUKAJĄ!


Wróćmy jednak z nad potoku Kerit, gdzie ptaki żywiły Eliasza na polecenie Boga. Wejdźmy znowu do domu wdowy z Sarepty. Pamiętasz co Bóg jej obiecał? Dzban maki się nie wyczerpie ani oliwa... czy gdyby Bóg powiedział ci dziś: słuchaj, rano będziesz znajdował świeży chleb w chlebaku, a oliwa nie zniknie z twojej butelki... to uwierzyłbyś? :) No właśnie.... A ta wdowa uwierzyła... Całym sercem! I rzeczywiście "dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza" 1 Krl 17,16. To tak jakby Pan nieustannie mówił: nie martw się o nic! Jestem z Tobą w każdym momencie twojego życia! Nigdy cię nie opuszczam i nigdy cię nie zostawiam! Tak będzie przez wszystkie twoje "dni, aż do skończenia świata"! A później? Zamieszkasz w Moim domu już na zawsze... i już nigdy nie będziesz się o nic musiał lękać ani nawet starać! Bo Ja ci wystarczę!


Przyjacielu to nie koniec historii wdowy z Sarepty. Choć, pójdziemy znowu do jej domu... Nie martw się, po długiej drodze nakarmi nas, przecież jej mąka i oliwa się nie wyczerpały! Ale co to... Wielki smutek ma na twarzy... co za rozpacz! Jej jedyne dziecko! Jej jedyny syn... umarł! Wiem Drogi, że teraz tego nie rozumiesz... Może wykrzyczysz Bogu: to Ty ją tak karmisz, dałeś jej obietnicę, a teraz taka tragedia!? I Ty dopuściłeś na nią coś takiego??! Jak mogłeś?! Przecież to najgorszy dramat jaki może rozegrać się w życiu człowieka! Zapewniam cię Drogi... najgorszym dramatem jest odejście od Boga i życie poza Nim. Ale dobrze... zgadzam się z tobą... śmierć jedynego dziecka to wielka tragedia, ból nie do ukołysania, poczucie straty... nic ani nikt nie jest w stanie zapełnić pustki... żadne słowa, żaden gest...


Oburzasz się na Boga, że najpierw daje ci się poznać, wierzysz Mu, że cię ochroni... a tu takie wydarzenie... Też jestem w szoku... tak jak ty. Ale uwierz, że Bóg dopuszczając tę, czy inną sytuację w naszym życiu... wyciągnie z tego tylko samo dobro! Trudno w to uwierzyć, ale dopuszczając jakieś cierpienie w naszym życiu (żeby było jasne: Bóg nie jest autorem cierpienia i śmierci. Grzech w tej kwestii gra pierwsze skrzypce). Więc jeżeli już dotyka cię to czy inne cierpienie, Bóg z pewnością wyciągnie cię z tego... być może dopuszczając tę czy inną sytuację, Bóg chroni cię przed czymś gorszym? Uwierz tylko, zaufaj bezgranicznie... nawet wbrew rozumowi. Zaufaj Mądrości Bożej! Ona wie lepiej niż ty. Ona widzi w całości twoje życie... Później to zrozumiesz... kiedy dotrzesz do finału.


Dom w Sarepcie. Płacz, rozpacz, nieutulony żal... Eliasz wchodząc do domu wdowy słyszy jej wyrzut: "Czego ty mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna?" (1 Krl 17,18). A jednak! Jakiś grzech! Znowu on... jest sprawcą. Ale Bóg nie po to w osobie Eliasza wchodzi do domu wdowy, aby ukarać ją za ten czy innych grzech! Wchodzi do jej domu, aby ją całkowicie uwolnić. Możesz się tylko domyślać, co mogła zrobić owa wdowa... ona wie. Ona pamięta. Co mnie zadziwiło w tym zdaniu, które wypowiedziała? To, że Bóg przyszedł aby przypomnieć jej winę i aby ukarać ją za to! Kolejny SZOK! Jak tak dalej pójdzie, na końcu tego rozważania będę całkowicie zszokowana:) A tak poważnie... Drogi... czy to myślenie nie jest również i twoim? Czy nie myślisz tak jak ta wdowa? Dobra! Grzeszyłeś! Każdy z nas jest grzesznikiem i to nawet nie wiesz jakim! Ale obudź się w końcu! Otrząśnij! To Jezus Chrystus umarł za ciebie na darmo???!!! Bez potrzeby?! Wybawił cię w końcu z twoich win, czy nie?! A może ty po prostu nie wierzysz Bogu? A może krzyż to fikcja? Umarł za wszystkich tylko nie za mnie!? "Niezłą" robotę w twoim życiu odwala ojciec kłamstwa i zamętu. Myślisz, że wątpliwości, lęk, strach, brak wiary w to, że Bóg cię naprawdę kocha i chodzi z tobą krok w krok... to czyja robota!


Uwierz Jezusowi, zaufaj. Czy Ten, który dał swoje życie za ciebie, po to abyś ty mógł żyć... wypomni ci kiedykolwiek twój grzech? Czy ukarze cię za niego? Ześle pasmo nieszczęść w twoim życiu... bo musisz odpokutować? Żadną miarą! Bóg ma niestety jedną "wadę"... na szczęście dla grzesznika! Doskonały Bóg ma amnezję! Tak nie pomyliłam się. W momencie kiedy wyznajesz swoje grzechy kapłanowi, Bóg o nich już nie pamięta. Przebaczył i nigdy już do nich nie wróci, nigdy ci ich nie wypomni! Nie przypomni, a już na pewno za nie nie ukarze! Grzech tak, a raczej jego konsekwencje! Szatan tak, bo to on jest twórcą braku zawierzenia i to on jest tym, który nieustannie zniekształca obraz Boga w twoim życiu! Więc jak to będzie z tobą? Oddasz w końcu Jezusowi całe swoje życie bez reszty? Pokochasz Go do szaleństwa? On jest nawet w stanie wskrzesić twoje zmarłe dziecko! Tak jak w Sarepcie Sydonskiej. On panuje nad życiem i śmiercią. Nic nie zadzieje się bez Jego woli!


Powiesz... ale moje dziecko umarło... Po coś Bogu było to potrzebne... nie wiem po co.. Jest jeszcze inna kwestia. Bóg z pewnością nie chce śmierci nikogo. I jeżeli twoje dziecko było np. ofiarą wypadku samochodowego, to z pewnością nie Bóg prowadził samochód pod wpływem alkoholu! I znowu grzech i jego konsekwencje... Bóg płacze wraz z rodzicami nad zwłokami dziecka! Ale Bóg też dotyka mar twojego dziecka! Tak jak Jezus w dzisiejszej Ewangelii Łk 7,11-17 Bóg pochyla się nad chłopcem w Sarepcie ... Bóg pochyla się nad każdym potrzebującym. Wierzysz? Dlaczego się jeszcze wahasz? Przecież dzisiaj słyszysz słowa Jezusa: "Młodzieńcze, tobie mówię wstań!" . Czy nie widzisz jak zmarły siada i zaczyna mówić? Dla mnie słowa Łukasza są powalające, właśnie te: "i oddał go jego matce". To samo zadziało się w Sarepcie Sydońskiej w domu wdowy.


Jakich znaków jeszcze potrzebujesz, abyś mógł uwierzyć Bogu, zaufać Mu?


Błogosławionej niedzieli


Agnieszka Frydrych