33.jpg niedziela, 30 czerwca

Pójdź za Jezusem dziś!


No cóż... w moim życiu... co obecnie robię? Hmmm... Może orzę sobie wołami jak Elizeusz, może jak Elizeusz proszę Cię, abyś NAJPIERW pozwolił mi "ucałować mego ojca i moją matkę" (1 Krl 19,16b.19-21) zanim pójdę za Tobą... Albo mam znacznie poważniejszą sprawę - umarł mój ojciec - "pozwól mi najpierw iść i pogrzebać (go)"... no i " pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu"... (Łk 9,51-62). Twoja odpowiedź na moje wymówki, a nawet i konkrety - jest jedna: "Idź i wracaj, bo po co ci to uczyniłem?", "Zostaw umarłym grzebanie umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże", "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego". Ups! Konkretny jesteś. Nie cackasz się i nie prosisz: "a może byś tak łaskawie zechciał pójść za Mną? Please..."


Bo dla Ciebie nie ma żadnego: "no ale wiesz Panie..." "pójdę, ale za chwilę", "może potem? - jesteś Bogiem cierpliwym więc wytrzymasz beze mnie jeszcze jeden dzień", "jeszcze nie teraz - muszę się najpierw porządnie nawrócić!". Co za bzdury! Jak długo będziesz jeszcze zwodzić Jezusa? Dla Niego liczy się TERAZ! Jutro, za chwilę, potem - może cię już nie być na tym świecie, możesz już nie mieć szansy!


Czy podziękowałeś dzisiaj Panu za to, że obudziłeś się, otworzyłeś oczy? Wielu ludziom nie było to dane... wypadek, kiedy wracali nocą, zawał, trąba powietrzna zmiotła z powierzchni ziemi dom, a wraz z nim wszystkich jego mieszkańców, ktoś się utopił... A ty żyjesz! Czy dla Pana? Czy aby na pewno dla Niego?! Wiesz co zrobił Elizeusz kiedy Pan go zawołał przez usta Eliasza? "Powrócił do niego (...) złożył ofiarę (...) wybrał się i poszedłszy za Eliaszem, stał się jego sługą" (1 Krl 19,21). Tak na marginesie Eliasz miał za zadanie namaścić Elizeusza na proroka.


W kontekście Pawłowych słów (Ga 5,1.13-18) "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" warto zadać sobie pytanie: skoro nie chcę iść w tej chwili za Jezusem i szukam wymówek, że "jeszcze nie teraz", bo w myśl fałszywej pokory inni nadają się do tego lepiej, proszę cię Drogi "nie poddawaj się na nowo pod jarzmo niewoli". Zostałeś powołany do wolności. Tylko, że dzisiaj wolność rozumiana jest zupełnie opacznie albo nie rozumiana w ogóle. Zauważa to już św. Paweł: "(...) nie bierzcie tej wolności za zachętę do hołdowania ciału". Dzisiaj niestety inaczej jest pojmowana wolność. Pamiętam moje rozmowy z gimnazjalistkami, kiedy poruszyłam temat antykoncepcji. I było wielkie zdziwienie i pytanie: "To już w ogóle nie można BAWIĆ SIĘ seksem"? To pytanie mnie powaliło. Co te dzieciaki mają w głowach... Kto kształtował ich wychowanie do wolności... Inny rodzaj wolności to: "przecież mogę wierzyć w co chcę!". Będąc chrześcijaninem wierzę gwiazdom, astrologom, horoskopom. Wczoraj przeglądając książki naszej najmłodszej córki, znalazłam "mapę astralną nieba", którą notabene dostała w szkole na lekcji (II klasa SP!), gdzie pani poinformowała wszystkie dzieci spod jakiego znaku zodiaku są. Moje dziecko na owej mapie zrobiło dopisek: "Nie jestem spod żadnego znaku zodiaku - to jest dla idiotów!" Długo się radowałam tym tekstem dziękując Bogu za jej świadomość, ale szybko przyszła refleksja: co z resztą dzieci?


Podążając dalej śladami słów św. Pawła: "miłością ożywieni służcie sobie nawzajem". Tylko na temat tych słów można napisać niezłe wypracowanko. Może warto się zastanowić: jak to jest w naszym małżeństwie - z tą służbą w miłości? Bądź co bądź, jest to jedno z najważniejszych przykazań: miłować bliźniego swego jak siebie samego. A jeżeli jest odwrotnie? Jeżeli zamiast służyć sobie w miłości "jeden drugiego kąsa i pożera"? A co nie daj Boże, drugi odpowiada tym samym? To św. Paweł przestrzega: "(...) baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli" (!). Dosadne! I konkretne! Zapytasz może z wyrzutem: jak mam wytrzymać kiedy on/ona bez przerwy rani? Tak, to rzeczywiście jest niesamowicie trudne. Ale jeżeli właśnie ty nie będziesz mądrzejszy, jeżeli właśnie ty nie przestaniesz "kąsać i pożerać", jeżeli właśnie ty wbrew rozumowi, pragnieniom i temu wszystkiemu co "życzliwi inaczej" tobie mówią i do czego zachęcają, nie przerwiesz - poprzez modlitwę, może post i kolejne umartwienia oraz przyniesienie tej osoby Jezusowi i oddanie jej w Jego ręce - to kto ma to zrobić?


Powiesz ze łzami w oczach: już nie mogę! Odchodzę! Mam dość! To znaczy, że i ty potrzebujesz w pierwszej kolejności ramion Pana. Przyjdź do Niego. Nie lękaj się. Nie bój. Jezus może WSZYSTKO! Oddaj raz zawsze swojego "niedobrego" męża, "niedobrą" żonę Jezusowi. Nie zostawiaj sobie nic. Nie czyń sobie bożka ze współmałżonka (tzn. że jak już oddałeś go w ramiona Jezusa, to nie próbuj wyrywać go na nowo - rozdrapywać ran, robić wyrzutów, wracać do tego co było). Zapewniam cię - Jezus sobie z nim poradzi! A ty nie przeszkadzaj - w szczególności sobie samemu. A może to ty sam potrzebujesz pomocy? Skorzystaj z niej, jeżeli wiesz, że tak jest. Bóg posługuje się ludźmi. Posyła do ciebie nieustannie swoich aniołów. Zauważasz to? Czy raczej zamknięty w swoim bólu nie dostrzegasz tego. Św. Paweł pisze dzisiaj: "Jeżeli pozwolicie prowadzić się Duchowi, nie znajdziecie się w niewoli" (Ga 5,18). Nie znajdziesz się w niewoli tego kto cię rani - niewiernego męża, żony, niewdzięcznego dziecka, kogoś kto bez przerwy patrzy na ciebie wilkiem, kładzie ci kłody pod nogi, niesprawiedliwie oskarża... podobna lista może być bardzo długa... A ty? Pytasz co masz zrobić?


Zaufaj Jezusowi!!!


On cały jest dla ciebie. Dla ciebie Syn Człowieczy - jak podaje dzisiejsza Ewangelia (Łk 9, 51-62) "nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć". Nawet "lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda" a On? Znajdzie schronienie w twoim sercu? Jest Bogiem potężnym, który może WSZYSTKO, a szuka schronienia właśnie u ciebie...


Może powiesz: Zaufać Jezusowi, modlić się... bardzo oklepany temat! I tego mam dość. Oczywiście, możesz iść inną drogą, ale .... wolny niestety nie będziesz. Jeżeli uważasz, że poza Bogiem znajdziesz szczęście... to bardzo się mylisz. Jeżeli dojdziesz do wniosku, że odejście od męża czy żony to jedyne wyjście... to nie spotkałeś tak naprawdę Jezusa. To właśnie wówczas na światło dzienne wychodzi owo: "ale", "zaraz", "poczekaj", "jutro", "za chwilę"... a On jest Bogiem niecierpliwym jeżeli chodzi o ciebie! Spala się w żarze miłości do ciebie, szuka cię nieustannie, chodzi za tobą twoimi drogami, żebrze, chce zamieszkać tylko u ciebie. Jak długo pozwolisz na to, by był żebrakiem u progu twojego domu, małżeństwa?


Idź za Jezusem dziś! Teraz! Natychmiast! Biegnij niecierpliwie, wpadnij w Jego ramiona! Zobaczysz co się będzie działo! Tylko pójdź za Nim, tak jak cię prosi w dzisiejszym Słowie.


Błogosławionej niedzieli.


Agnieszka Frydrych